REKLAMA
WAKACJE NA GIEŁDZIE

Dżibuti: państwo-miasto i afrykańska forteca

2016-05-01 08:21
publikacja
2016-05-01 08:21

Liczące prawie milion ludzi Dżibuti jest jednym z najmniejszych, ale i najważniejszych państw Afryki. Tak ważnym, że wojenne bazy chcą w nim mieć wszystkie mocarstwa świata. Niezwykłe znaczenie Dżibuti wynika z miejsca, jakie zajmuje na mapie Afryki i świata.

Położne nad cieśniną Bab el-Mandeb, łączącą Zatokę Adeńską z Morzem Czerwonym, Dżibuti jest bramą wejściową do najruchliwszego z morskich szlaków handlowych na świecie wiodącego dalej przez Suez na Morze Śródziemne do portów w Europie. Tędy właśnie płynie jedna czwarta wszystkich statków handlowych świata i większość tankowców, zaopatrujących Zachód w ropę naftową z Bliskiego Wschodu.

Przestarzały i zatłoczony port w kenijskiej Mombasie, obawy przez tyrańskimi rządami w erytrejskiej Asmarze oraz wojna i zamachowcy w Adenie sprawiają, że armatorzy i kupcy coraz chętniej korzystają z gościny portu w Dżibuti. Brak konkurencji sprawia, że w ostatnich latach dochody z handlu i portowych przeładunków rosną każdego roku o 10 proc. Dżibuti zaś marzy, by stać się wschodnioafrykańskim Dubajem albo Singapurem. Chińscy inżynierowie i robotnicy budują nowe i nowoczesne portowe terminale, z których każdy specjalizować się będzie w przeładunku innego rodzaju towarów - surowców, ropy naftowej, gazu ziemnego czy bydła.

Inni inżynierowie i robotnicy, też w większości z Chin, budują nowe lotnisko międzynarodowe mogące obsłużyć półtora miliona pasażerów rocznie (na logistyczne inwestycje władze Dżibuti planują wydać kilkanaście miliardów dolarów, pożyczonych w znacznej mierze od Chińczyków), a w styczniu Chiny zobowiązały się zbudować w Dżibuti centrum handlu wolnocłowego zajmujące powierzchnię prawie 50 km kwadratowych.

Także Chińczycy sfinansowali i zbudowali liczącą ponad 750 km linię kolejową z Addis Abeby do portu Dżibuti, okna na świat dla odciętej od morza Etiopii, afrykańskiego mocarstwa i regionalnego żandarma. Rządzący w Dżibuti chcą teraz, by Chińczycy pociągnęli kolej dalej - z Addis Abeby do Dżuby w Sudanie Południowym, Republiki Środkowoafrykańskiej i Kamerunu, żeby połączyć Morze Czerwone i Zatokę Adeńską z Zatoką Gwinejską i Atlantykiem. Dziś, żeby przewieźć towary z zachodniego na wschodnie wybrzeże Afryki, konieczna jest trzytygodniowa podróż statkiem. Kolej znacznie skróciłaby czas transportu i uczyniła z Dżibuti główny port przeładunkowy całej Afryki.

Jeszcze większego znaczenia przydaje Dżibuti fakt, że w ostatnich latach stało się wyspą stabilizacji i spokoju w samym środku rozległego obszaru, uchodzącego za terytorium dżihadystów i piractwa. Leżąca po sąsiedzku Somalia od lat uchodzi za państwo upadłe, w której rozpanoszyli się sprzymierzeni z Al-Kaidą dżihadyści z ugrupowania Al-Szabab. Dołączyli do nich miejscowi piraci, którzy w ostatnich latach polowali na statki handlowe na Morzu Czerwonym, Zatoce Adeńskiej, a nawet otwartych wodach Oceanu Indyjskiego.

Somalijskim rebeliantom, tylko po to, by szkodzić Etiopii, pomaga skrycie Erytrea, nieprzyjaciółka Etiopii, która w 1991 r. oderwała się od niej po 30-letniej wojnie i ogłosiła niepodległość. Niespokojny Róg Afryki uzupełniają wstrząsany wojnami i rozruchami Sudan, największy do niedawna kraj Afryki, i Sudan Południowy, który oderwał się w 2011 r. od Chartumu. Obrazu grozy dopełnia leżący po drugiej stronie cieśniny Bab el-Mandeb Jemen, ogarnięty wojną domową i terrorystycznymi atakami dżihadystów z Al-Kaidy i Państwa Muzułmańskiego. Na tle bliższych i dalszych sąsiadów, Dżibuti jawi się jako oaza spokoju, a jego władze prowadzą w dodatku jawnie prozachodnią politykę.

Bliskość handlowych szlaków oraz wojen, zagrażających międzynarodowemu porządkowi, sprawiła, że Dżibuti stało się jedynym na całym świecie państwem, w którym swoje bazy wojenne chcą mieć wszystkie, nierzadko ze sobą skłócone wielkie i mniejsze mocarstwa.

Bazę wojenną w Dżibuti, największą w Afryce, utrzymuje Francja, dawna metropolia kolonialna, która przyznała mu niepodległość dopiero w 1977 r., jako ostatniej swojej posiadłości w Afryce. Francuzi trzymają w Dżibuti okręty wojenne, lotnictwo i półtora tysiąca żołnierzy.

W maju 2001 r. swoją pierwszą stałą bazę wojenną w Afryce otworzyli w Dżibuti Amerykanie, którzy utrzymują tam 4 tys. żołnierzy i prowadzą bezzałogową, powietrzną wojnę przeciwko dżihadystom w Somalii, Jemenie i całym Półwyspie Arabskim.

Pod koniec 2015 r. władze Dżibuti oświadczyły, że swoją pierwszą zagraniczną bazę wojenną na 10 tys. żołnierzy chcą u nich zbudować także Chiny. Z bazy w Dżibuti Chińczycy chcieliby ścigać somalijskich piratów, strzec bezpieczeństwa swoich rodaków pracujących na niezliczonych budowach w Afryce, a także strategicznych obiektów gospodarczych, w których Pekin ma swoje udziały jak choćby rurociągów i pól naftowych w Sudanie Południowym.

Liczące po kilkuset żołnierzy oddziały utrzymują w Dżibuti Włosi i Japończycy (do walki z somalijskimi piratami), a o twarciu stałych baz myślą Rosja i Arabia Saudyjska. Dla ONZ port w Dżibuti jest główną bazą logistyczną dla prowadzenia operacji pomocowych w Etiopii, Erytrei, Somalii, Sudanie Południowym i Jemenie.

Niepodległe od 1977 r. Dżibuti miało dotąd tylko dwóch przywódców. Pierwszy, "ojciec niepodległości" Hassan Gouled Aptidon panował do 1999 r., a kiedy przechodził na polityczną emeryturę, przekazał władzę siostrzeńcowi Ismailowi Omarowi Guellehowi, który rządzi do dziś. Dobiegający siedemdziesiątki Guelleh w kwietniu wygrał kolejne wybory, a wcześniej wykreślił z konstytucji zapis ograniczający prezydenckie kadencje.

Międzynarodowe organizacje praw człowieka od lat oskarżają Guelleha o prześladowania opozycji (w grudniu policja zabiła w zamieszkach ok. 20 osób; brutalnie stłumione zostały wystąpienia opozycji w 2013 r. i 2011 r.), tłumienie wolności słowa, tortury. W ujawnionej przez WikiLeaks depeszy amerykański dyplomata określił Dżibuti mianem państwa-miasta, którego prezydent jest nie tylko władcą, ale i właścicielem. Użyteczność Dżibuti sprawia, że i Wschód, i Zachód wyjątkowo łagodnie odnoszą się do tamtejszych władz i raczej zabiegają o ich względy niż wytykają dyktatorskie przyzwyczajenia i maniery.

Wojciech Jagielski (PAP)

wjg/ cyk/ kar/

Źródło:PAP
Tematy
Nie tylko 0 zł za konto. Sprawdź, które rachunki firmowe naprawdę się opłacają
Nie tylko 0 zł za konto. Sprawdź, które rachunki firmowe naprawdę się opłacają

Komentarze (1)

dodaj komentarz
~majk
I takich artykulow powinno byc wiecej.

Powiązane: Afryka

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki