Podczas czwartkowej sesji Dow Jones oraz S&P500 poprawiły środowe maksima i znalazły się na najwyższych poziomach w historii. Optymizm amerykańskich inwestorów osiągnął najwyższą wartość w tym roku, co źle wróży cenom akcji.


Dwa z trzech najważniejszych nowojorskich indeksów drugi dzień z rzędu śrubowały historyczne maksima. Dow Jones zyskał 0,4%, na zamknięciu osiągając wartość 17.554,40 pkt. S&P500 po zwyżce o 0,38% zameldował się na wysokości 2.031,20 pkt. Nasdaq wzrósł o 0,38% i zakończył sesje na poziomie 4.638,47 pkt.
Pretekstu do kupowania akcji dostarczył Mario Draghi. Szef EBC oświadczył, że jego instytucja jest gotowa do podjęcia dodatkowych kroków, aby pobudzić inflację w strefie euro, gdyby dotychczasowe działania okazały się niewystarczające. Nie było to nowe oświadczenie – podobne slogany pan Draghi wygłasza od wielu miesięcy. Póki co bez istotnych rezultatów.
Ale nie od dziś wiadomo, że nic tak nie rozpala amerykańskich inwestorów jak wizja świeżej gotówki prosto z banku centralnego. Dodatkowo do kupowania akcji skłaniał wyższy od oczekiwań wzrost wydajności pracy w USA oraz spadające ceny ropy naftowej, która na nowojorskiej giełdzie potaniała o 1,2%. Siódmą sesję z rzędu spadały notowania kontraktów na złoto, osiągając najniższy poziom od lutego 2010 roku. W reakcji na słowa szefa EBC wyraźnie zyskiwał się dolar, który na parze z euro jest najmocniejszy od sierpnia 2012 roku.

Dolar zyskuje, akcje biją historyczne rekordy, a ropa i złoto mocno tanieją. Wszystko to sprawia, że nastroje amerykańskich inwestorów indywidualnych są najlepsze od grudnia 2013 roku. Odsetek giełdowych „byków” w ankiecie AAII wzrósł do 52,7%. Jest to poziom aż o 13,8 pp. wyższy od historycznej średniej i sygnalizuje stan bliski rynkowe euforii. Frakcja „niedźwiedzi” stopniała do aż o 6 pp, do zaledwie 15,1% - czyli najniższego poziomu od 10 lat.

Skrajnie optymistyczne nastroje wśród inwestorów w połączeniu z rekordowo wysokimi poziomami indeksów, malejącymi obrotami i spadającą „głębokością” rynku przy rosnącej zmienności ostrzegają przed nadejściem silnej korekty albo nawet zakończeniem hossy rozpoczętej w marcu 2009 roku.
Krzysztof Kolany



























































