Kurs korony czeskiej nie rozgrzewa może do czerwoności rynków finansowych, inwestorów i przedsiębiorstw. Może on nam jednak sporo powiedzieć o zmianach następujących w regionie. Dlatego ciekawy jest fakt, że w ostatnich miesiącach złoty wyraźnie słabł wobec korony czeskiej, która jest prawie najdroższa w historii. Jeszcze ciekawsze jest, że te ostatnie zmiany stanowią część długookresowego trendu.


We wtorek czeska korona kosztowała 18 groszy, czyli 3,5 proc. więcej niż pod koniec 2020 r. i 7,2 proc. więcej niż rok temu. Takie zmiany na rynku walutowym to nie są małe wahania. Ostatni raz korona kosztowała tyle we wrześniu 2011 r., czyli w momencie, kiedy Hiszpania i Włochy stały na granicy niewypłacalności i inwestorzy sprzedawali wszystkie aktywa uznawane za choć trochę ryzykowne – a złoty uchodzi za walutę bardziej ryzykowną niż korona. Teraz jednak nie ma żadnej wyprzedaży. Na świecie ceny akcji rosną, ceny surowców rosną, apetyt na ryzyko jest spory, a złoty do korony słabnie. Dlaczego?
Warto na to zjawisko spojrzeć z dwóch perspektyw: krótkookresowej i długookresowej.
W perspektywie krótkookresowej w oczy rzuca się przede wszystkim fakt, że korona wyraźnie umacnia się do złotego od listopada 2020 r. To może oznaczać, że na postrzeganie polskiej waluty duży wpływ mają dwa czynniki, które w tamtym okresie dały o sobie znać. Po pierwsze, jest to rosnące ryzyko ograniczenia napływu funduszy europejskich do Polski w wyniku wprowadzenia tzw. klauzuli praworządności, która pozwala na cięcia finansowania z budżetów europejskich dla krajów naruszających zasady państwa prawa. Po drugie, jest to wyrażona explicite wola Narodowego Banku Polskiego do osłabienia złotego. NBP w grudniu interweniował w celu osłabienia polskiej waluty i inwestorzy uznali, że jest to forma nowej polityki pieniężnej, polegającej na ochronie waluty przed… nadmiernym umocnieniem.

Rzut oka na wykres pozwala jednak dostrzec, że fale osłabienia złotego do korony przychodzą co kilka lat. Musimy więc szukać też czynników innych, niż wspomniane wyżej.
Na pierwszy plan na pewno wysuwa się duże osłabienie złotego od maja 2015 r., co wskazuje na wpływ czynnika politycznego i zmiany władzy w Polsce (w maju owego roku, po wyborach prezydenckich, stało się jasne, że władzę przejmie PiS). Nie do końca jest tylko dla mnie jasne, czy chodzi tu bardziej o zmianę wiarygodności i postrzeganej stabilności, czy też może o zmiany w polityce makroekonomicznej, redukujące zależności od zagranicznego kapitału portfelowego. Wprowadzenie podatku bankowego sprawiło, że lokalne banki stały się głównym źródłem popytu na obligacje skarbowe, co z kolei zredukowało relatywne znaczenie popytu zagranicznego i w ten sposób mogło zredukować popyt na złotego.
Innym wydarzeniem osłabiającym złotego do korony był wcześniejszy globalny kryzys finansowy. Najbardziej traciły wtedy waluty krajów, które miały najgorsze salda obrotów bieżących, czyli były najmocniej uzależnione od kapitału zagranicznego i potrzebowały najbardziej radykalnego podniesienia salda wymiany handlowej. Pod tym względem złoty był na dużo gorszej pozycji niż korona.
Pod powierzchnią wydarzeń widocznych gołym okiem kryją się jednak jeszcze ważniejsze zmiany strukturalne, które mają decydujący wpływ na długookresowy trend osłabienia złotego do korony. Polska jest krajem o wysokim zadłużeniu zagranicznym i głęboko ujemnej pozycji inwestycyjnej netto (relacja aktywów i pasywów zagranicznych wszystkich podmiotów). Mamy po prostu bardzo dużo zagranicznego kapitału w Polsce i bardzo mało własnego kapitału za granicą. To nas różni od Czech, które mają tę drugą pozycję znacznie wyższą. Niski kurs złotego pozwala podnieść pozycję inwestycyjną netto, czyli zbudować własne aktywa dzięki przewadze eksportu nad importem. Słaby złoty pozwala zwiększyć eksport kosztem importu i tym samym zwiększa oszczędności krajowe, redukując uzależnienie Polski od kapitału zagranicznego i podnosząc w długim okresie wiarygodność kraju.
Słaby złoty w pewnym sensie pomaga. Kłopot polega na tym, że takie permanentne osłabianie waluty może ograniczać rozwój branż o wysokiej wartości dodanej. Przy słabej walucie doskonale radzą sobie niskokosztowe branże, korzystające z niskich wynagrodzeń. W taką pułapkę wpadły kiedyś Włochy i Japonia. O tym napiszę wkrótce.




























































