Czy Polacy muszą tak jak Japończycy być wielbicielami małych mieszkań? Chyba niestety mamy drugą Japonię. Jeśli przeciętnego Polaka nie stać na zakup 50 mkw, to jest to masakra. Zapraszamy do przeglądy rynku nieruchomości analityka Bankier.pl, Michała Macierzyńskiego.
My rowniez, staramy sie ogladac kazdy odcinek z jego udzialem na bankierze. W koncu znalazlam cos obiektywnego dla siebie, bo czytajac te artykuly sponsorowane albo straszace na innych serwisach mozna sie niezle zagubic.
Mieszkam w Warszawie, blisko centrum i po ostatniej drastycznej podwyżce podatku od nieruchomości cieszę się że moje mieszkanie ma niecałe 60, a nie na przykład 100 m kw. Większe nie zawsze znaczy lepsze!
Gdybym był młodym człowiekiem zaczynającym pracę i zakładającym rodzinę, na 100% wybrałbym wynajem zamiast kredytu. Taka Mieszkam w Warszawie, blisko centrum i po ostatniej drastycznej podwyżce podatku od nieruchomości cieszę się że moje mieszkanie ma niecałe 60, a nie na przykład 100 m kw. Większe nie zawsze znaczy lepsze!
Gdybym był młodym człowiekiem zaczynającym pracę i zakładającym rodzinę, na 100% wybrałbym wynajem zamiast kredytu. Taka opcja daje mi WOLNOŚĆ osobistą. Będę chciał wyjechać za granicę, to spakuję walizkę i już mnie nie ma, gdy rodzina się powiększy, bez ceregieli zmieniam mieszkanie na większe i tak dalej... A kredyciarze nie mają takiego luzu.
O tak, wolność to ważna sprawa, dla niektórych nawet najważniejsza. Oczywiście, że kredyt to błąd, ale tak uważają tylko bardziej samodzielne osobowości. Zrezygnowałem z kredytu, stwierdzając że jest za drogo więc nie stać mnie. Teraz wynajmuję klitkę w Olsztynie z 1000 zł z opłatami w nowym bloku.
Mam jedno pytanie O tak, wolność to ważna sprawa, dla niektórych nawet najważniejsza. Oczywiście, że kredyt to błąd, ale tak uważają tylko bardziej samodzielne osobowości. Zrezygnowałem z kredytu, stwierdzając że jest za drogo więc nie stać mnie. Teraz wynajmuję klitkę w Olsztynie z 1000 zł z opłatami w nowym bloku.
Mam jedno pytanie do wszystkich przeciwników kredytu: gdzieście byli w 2006 i wyżej, gdy już było drogo? Dlaczego wtedy mało kto ostrzegał przed niewolnictwem bankowym?
Od ponad roku obserwuję rynek nieruchomosci, pojawianie sie i znikanie ofert w internecie, wypowiedzi deweloperow, analitykow, komentatorow.... z jednej przyczyny - chce kupic nieruchomosc we Wrocławiu lub okolicach. Moje mozliwosci to max 200 tysiecy. I obserwuje, licze, sprawdzam oferty deweloperow, biur nieruchomosci, bankow.Od ponad roku obserwuję rynek nieruchomosci, pojawianie sie i znikanie ofert w internecie, wypowiedzi deweloperow, analitykow, komentatorow.... z jednej przyczyny - chce kupic nieruchomosc we Wrocławiu lub okolicach. Moje mozliwosci to max 200 tysiecy. I obserwuje, licze, sprawdzam oferty deweloperow, biur nieruchomosci, bankow.... I jakie wnioski? Wszelkie informacje ze strony analitykow, deweloperow itd.... sa zwyczajnie zaklamane. Sprzedaz poleciala w dol, ceny oferowane udaja ze nic sie nie dzieje, z internetu znikaja tylko super oferty (w ciagu tygodnia!) czyli nieruchomosci o wartosci nizszej o jakies 30% od tej oferowanej przez rzadzacych tym rynkiem. Kto naprawde chce cos sprzedac, obniza cene o 10, 20, 30 % i po tygodniu ma sprawe zalatwiona. A deweloprzey i agenci dalej swoje ze rosnie, rosnie, rosnie, i ze jest cudownie. Wypowiedz tego pana naprawde oddaje sytuacje na rynku, jej ocenę. Jestem w szoku, ze ten pan jeszcze zyje, ze mafia dewelopersko-bankowa jeszcze go nie ukatrupila. Ale mam nadzieje, ze coraz wiecej ekspertow bedzie szczerze opisywac sytuacje na rynku nieruchomosci, szczerze, profesjonalnie, obiektywnie.... Brawo dla tego Pana.
Po pierwsze to teraz mamy rok 2010, a po zatem ceny wynajmu spadły i to znacznie i stoją w moim bloku puste już od roku i co powiesz naganiaczu na wieczne wzrosty.