REKLAMA
WAKACJE NA GIEŁDZIE

Człowiek Nawrockiego leci na Radę Pokoju. Rząd Tuska zachowuje dystans

2026-02-17 14:01, akt.2026-02-17 16:43
publikacja
2026-02-17 14:01
aktualizacja
2026-02-17 16:43

W czwartek, 19 lutego, na spotkaniu w Waszyngtonie inaugurującym Radę Pokoju prezydenta Karola Nawrockiego będzie reprezentował szef Biura Polityki Międzynarodowej Marcin Przydacz - poinformował we wtorek na X rzecznik prezydenta Rafał Leśkiewicz.

Człowiek Nawrockiego leci na Radę Pokoju. Rząd Tuska zachowuje dystans
Człowiek Nawrockiego leci na Radę Pokoju. Rząd Tuska zachowuje dystans
/ PiS

Premier Donald Tusk powiedział nieco wcześniej we wtorek, że rząd nie przewiduje w obecnych okolicznościach i warunkach uczestnictwa w Radzie Pokoju. 

Ewentualna wizyta w Waszyngtonie przedstawiciela prezydenta będzie miała charakter obserwacyjny, a więc w charakterze obserwatora przedstawiciel Polski może oczywiście uczestniczyć w tych obradach - powiedział premier przed posiedzeniem rządu.

Rzecznik prezydenta poinformował później we wpisie na X, że w czwartkowym spotkaniu inaugurującym Radę Pokoju w Waszyngtonie, prezydenta Nawrockiego będzie reprezentował minister Przydacz.

Spór o status polskiej delegacji

Rzecznik resortu spraw zagranicznych Maciej Wewiór pytany przez PAP, czy MSZ planuje przekazać jakieś materiały Przydaczowi podał, że KPRP we wtorek poprosiła resort dyplomacji o takie materiały. Później, w rozmowie z dziennikarzami przypomniał, że stanowisko rządu w sprawie kwestii uczestnictwa Polski w Radzie Pokoju zostało przedstawione zarówno przez premiera, jak i szefa MSZ Radosława Sikorskiego. Podkreślił, że zdaniem MSZ trzeba sprawę analizować, obserwować; zwracał też uwagę na - jak mówił - niejasne sformułowania, jakie zawiera projekt statutu Rady.

Wewiór zapewnił, że MSZ jest gotowe służyć wszelką pomocą Przydaczowi, by „był tam wyposażony w odpowiednią wiedzę”. Podkreślił, że MSZ nie ocenia decyzji, że do Waszyngtonu uda się właśnie szef Biura Polityki Międzynarodowej, a nie sam Karol Nawrocki.

Rząd ucina spekulacje: żadnych polskich żołnierzy w Gazie ani finansowania „deweloperki”

Podczas konferencji prasowej po wtorkowym posiedzeniu Rady Ministrów rzecznik rządu Adam Szłapka zapytany został, jak ocenia wybór Marcina Przydacza na reprezentanta podczas czwartkowego spotkania inauguracyjnego Rady Pokoju. - To jest oczywiście decyzja pana prezydenta i jego decyzja, że z jakiegoś powodu zdecydował się w sposób zasadniczy obniżyć ten udział - odpowiedział Szłapka.

Zaznaczył, że nie będzie oceniał tej decyzji. - Prezydent zna stanowisko rządu i wie też doskonale, że ewentualny udział przedstawiciela pana prezydenta w tym spotkaniu jest udziałem w charakterze obserwatora, bo żadnych decyzji wiążących w tej sprawie podejmować nie można - dodał rzecznik rządu. Zaznaczył, że przed wtorkowym posiedzeniem rządu premier Tusk „bardzo wyraźnie powiedział, że Polska na pewno nie jest zainteresowana wysyłaniem wojsk czy uczestniczeniem w jakichś tam projektach typu deweloperskiego”.

Szef rządu powiedział, że Polska „na pewno nie zamierza i nie wyśle polskich żołnierzy do Strefy Gazy”.

Mamy swoje problemy bezpieczeństwa, nikomu nie muszę tłumaczyć, na czym jesteśmy skoncentrowani, na czym skoncentrowana jest polska armia i polskie wojsko. Polska także nie jest zainteresowana współfinansowaniem przedsięwzięć deweloperskich na terenie Gazy - powiedział Tusk dodając, że „pieniądze są potrzebne na inwestycje w naszych miastach”.

Deklarowanym celem założonej przez prezydenta USA Donalda Trumpa Rady Pokoju jest przeprowadzenie procesu pokojowego w Strefie Gazy. Inicjatywa dotycząca Rady Pokoju budzi kontrowersje oraz obawy, że jest tworzona jako alternatywa wobec ONZ. Te przypuszczenia potwierdził sam prezydent Trump, który w rozmowie z dziennikarzami przyznał, że Rada może zastąpić ONZ. Przedmiotem sporu jest też lista osób zaproszonych przez Biały Dom, wśród których obok demokratycznie wybranych przywódców znajdują się też autokraci, tacy jak Władimir Putin czy przywódca Białorusi Alaksandr Łukaszenka.

„Krystalicznie jasne” stanowisko MSZ

Premier Tusk poinformował 11 lutego, że polska ambasada w Waszyngtonie otrzymała zaproszenie na inauguracyjne posiedzenie Rady Pokoju, zaplanowane na 19 lutego. Tusk oświadczył też wówczas, że Polska w obecnych okolicznościach nie przystąpi do prac Rady.

Tego samego dnia kwestia zaproszenia Polski do Rady Pokoju była jednym z głównych tematów zwołanego przez prezydenta posiedzenia Rady Bezpieczeństwa Narodowego. Po zakończeniu obrad RBN szef Kancelarii Prezydenta Zbigniew Bogucki stwierdził, że prezydent prezentował swoje stanowisko, ale wciąż nie jest znane formalne stanowisko rządu. Prezydencka kancelaria nie uznaje słów premiera za takie stanowisko.

W późniejszej rozmowie w Polsat News Bogucki pytał, „dlaczego pan premier się uchyla i rząd cały się przed tym uchyla”, bo - jak dodał - nie mówi o „rzuconej informacji, tylko o formalnym stanowisku rządu i analizach MSZ”.

Szef MSZ stwierdził na poniedziałkowym briefingu, że stanowisko rządu zostało już „krystalicznie jasno zakomunikowane” przez premiera.

My w tej chwili jeszcze badamy statut, cele, dynamikę Rady Pokoju - dodał Sikorski. Zaznaczył zarazem, że nie ma dotąd pisma prezydenta o podjęcie przez rząd uchwały ws. zgody na podpisanie umowy międzynarodowej. - Więc zachowujemy na razie wstrzemięźliwość - dodał szef MSZ.

Rada Pokoju zamiast ONZ?

Inicjatywa dotycząca Rady Pokoju budzi kontrowersje oraz obawy, że jest tworzona jako alternatywa wobec ONZ. Te przypuszczenia potwierdził sam prezydent USA Donald Trump, który w rozmowie z dziennikarzami przyznał, że Rada może zastąpić ONZ. Przedmiotem sporu jest też lista osób zaproszonych przez Biały Dom, wśród których obok demokratycznie wybranych przywódców znajdują się też autokraci, tacy jak Władimir Putin czy przywódca Białorusi Alaksandr Łukaszenka.

Przydacz: Wezmę udział w spotkaniu Rady Pokoju z uwagi na dobro relacji polsko-amerykańskich i transatlantyckich

Prezydencki minister Marcin Przydacz podkreślił w rozmowie z PAP, że weźmie udział w posiedzeniu Rady Pokoju w Waszyngtonie z uwagi na dobro relacji polsko-amerykańskich i transatlantyckich. Zaznaczył, że wiele państw będzie reprezentowanych na nim na poziomie ministrów czy nawet ambasadorów.

Szef Biura Polityki Międzynarodowej przekazał PAP, że zaproszenie dla Polski w charakterze obserwatora przyszło do Pałacu Prezydenckiego już parę dni temu. Ocenił, że jest to efekt bezpośrednich rozmów na linii Pałac Prezydencki - Biały Dom.

- Pan prezydent wyznaczył mnie, abym reprezentował i jego, i Polskę na tym posiedzeniu inauguracyjnym. To będzie pierwsze po wydarzeniu konstytuującym Radę Pokoju, jakie miało miejsce w Davos, i pierwsze posiedzenie o charakterze merytorycznym. Wiele państw zapowiada udział w tym posiedzeniu, na różnych poziomach. Są takie państwa, które są reprezentowane na poziomie głów państw, ale jest też wiele reprezentowanych na innych poziomach: także ministrów, a nawet ambasadorów - zaznaczył Przydacz.

Dodał, że szereg państw, w tym także i państwa unijne, według jego wiedzy będą miały status obserwatora. - W związku z tym, z uwagi na dobro relacji polsko-amerykańskich, dobro relacji transatlantyckich, Polska chce aktywnie wziąć udział w tym posiedzeniu, choć wiadomo, że status obserwatora nie predestynuje mnie do podejmowania żadnych deklaracji wiążących - podkreślił prezydencki minister.

Zastrzegł, że jeśli chodzi o dalsze działania dotyczące Rady Pokoju, „potrzebna jest jeszcze pewna analiza wewnątrz kraju”.

Ale zaznaczył zarazem, że „w imię dobrych relacji transatlantyckich, ale też chęci bycia przy stole negocjacyjnym, Polska będzie obecna na tym posiedzeniu”. - Zbyt wiele razy w historii spraw międzynarodowych Polska była pomijana przy kluczowych dyskusjach. W związku z tym prezydent podjął decyzję, że przy tym stole dyskusyjnym Polska być musi - powiedział Przydacz.

Pytany, czemu prezydent nie zdecydował się polecieć do Waszyngtonu i czy mogło zadecydować to, że nie było szansy na spotkanie z prezydentem USA, Przydacz przypomniał, że prezydent Nawrocki spotkał się z Donaldem Trumpem w styczniu w Davos i, jak dodał, odbył z nim długą, bezpośrednią rozmowę.

- W ostatnim czasie było mnóstwo rozmów telefonicznych, więc ten stan relacji dwustronnych opiera się dzisiaj o relacje bezpośrednie prezydentów i jest bardzo dobry. Jasnym jest, że nie w każdym wydarzeniu o charakterze wielostronnym zawsze musi Polskę reprezentować głowa państwa. Częstokroć w praktyce dyplomatycznej zdarza się tak, że kraje są reprezentowane przez najbliższych współpracowników głów państwa - powiedział.

- Z całą pewnością szef Biura Polityki Międzynarodowej, czyli funkcja, którą mam zaszczyt pełnić, to jest bardzo bliska funkcja prezydenta, więc w tym sensie Amerykanie w zupełności to przyjmują ze zrozumieniem, że najbliższy współpracownik prezydenta Polski będzie obecny na tym posiedzeniu - dodał Przydacz.

Pytany o materiały, o jakie Kancelaria Prezydenta zwróciła się do MSZ w związku z jego wyjazdem do Waszyngtonu, Przydacz zaznaczył, że jego zdaniem w każdej aktywności międzynarodowej trzeba się wymieniać informacjami. Dodał, że KPRP zwróciła się o „materiał tezowo-informacyjny”, jak często to robi przy okazji wizyt międzynarodowych. Zaznaczył, że robi się to głównie po to, aby „miał on wartość poglądową, jakie jest stanowisko rządu w tej sprawie, jaką rząd posiada informacje i jakie ewentualnie propozycje kreuje rząd”.

- Wiadomo, że prezydent i jego współpracownicy działają w oparciu o mandat samej głowy państwa. Materiał MSZ-u ma charakter poglądowy, ale dla profesjonalizmu uważam, że warto o takie informacje zawsze się zwracać - zaznaczył minister. Podkreślił, że podczas wizyt międzynarodowych zwraca się o takie materiały, aby „móc ewentualnie zobaczyć, co rząd myśli w danej sprawie albo jakie aktywności podejmował w ostatnim czasie, tak żeby w obecności przedstawicieli innych państw móc starać się maksymalnie, gdzie to możliwe, zachować spójność polskiego stanowiska”.

Zapytany o wtorkową wypowiedź premiera Tuska, że Polska na pewno nie zamierza wysłać i nie wyśle swych żołnierzy do Strefy Gazy, Przydacz zaznaczył, że nigdy nie było takiego oczekiwania ze strony administracji USA. - Jest to próba po raz kolejny odwrócenia uwagi od clou sprawy po dezinformacji dotyczącej rzekomego oczekiwania wpłaty miliarda dolarów (na Radę Pokoju). Premier po raz kolejny wprowadza do debaty publicznej fałszywą narrację o kwestiach wojskowych. Nikt ze strony amerykańskiej nigdy takiego oczekiwania nie wyrażał i na pewno taka dyskusja nie będzie prowadzona - zapewnił prezydencki minister.

wni/ mok/

Źródło:PAP
Tematy
Nie tylko 0 zł za konto. Sprawdź, które rachunki firmowe naprawdę się opłacają
Nie tylko 0 zł za konto. Sprawdź, które rachunki firmowe naprawdę się opłacają

Komentarze (14)

dodaj komentarz
sterl
Chyba mają tam swój personel pomocniczy od sprzątania i czyszczenia kib.i?
bha
Cóż... Na jak moglibyśmy tam wogóle Nie być przecież mogliby by się na Nas bardzo pogniewać i obrazić ???.
1a2b
tusk to się może dystansować i tak z nim nikt nie chce rozmawiać, tylko mógłby nam po raz kolejny zaszkodzić
pstrzezek
Ktoś pisze poniżej że koleś "nie ma kompetencji ani uprawnień" No i co z tego? Poleci za państwowe na cześć organizacji do której PL nawet nie planuje wstąpić. Czy tu jest jakiś problem? Państwowe znaczy niczyje, czyż nie tak?
derper
Ten Przydacz to jakiś geniusz, mając jeszcze 29 lat został wicedyrektorem Biura Spraw Zagranicznych w kancelarii Dudy. Lepszy nawet od Nawrockiego, który naczelnikiem w IPN-ie został dopiero w wieku 30 lat. Z nadania PiS inteligencja w Polsce wreszcie się odbuduje! xD
j2oen
W porównaniu z wierchuszką PO ten pan to na pewno geniusz...
cxc odpowiada j2oen
Tak w PiS same geniusze pokroju Suskiego , Macierewicza czy Sasin .
j2oen odpowiada cxc
To że facet ma wysokie IQ możesz poznać po tym że ten propagandowy paszkwil mówi o "człowieku Nawrockiego" nie podając jego fukncji zgodnej z naszym ustrojem czyli: "Sekretarza Stanu – Szefa Biura Polityki Międzynarodowej w Kancelarii Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej." Gdyby facet był głupolem to poadawano To że facet ma wysokie IQ możesz poznać po tym że ten propagandowy paszkwil mówi o "człowieku Nawrockiego" nie podając jego fukncji zgodnej z naszym ustrojem czyli: "Sekretarza Stanu – Szefa Biura Polityki Międzynarodowej w Kancelarii Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej." Gdyby facet był głupolem to poadawano by jego stanowisko w stylu patrzcie jaki głupol na salonach, jakiemu glupolowi dano takie stanowisko. Oj Jaki wstyd! :)
sterl
W Pisie sami geniusze jak choćby "generał" Bartłomiej Misiewicz czy te dzieci od noszenia walizek itp...
mekm
to członek nawrockiego leci na tą śmieszną grupę adoracji trampka ?

Powiązane: Rada Pokoju

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki