REKLAMA
WAKACJE NA GIEŁDZIE

Czarny koń wyścigu o fotel prezydenta USA. Znana rodzina powróci do polityki?

2024-08-19 07:12, akt.2024-08-19 07:28
publikacja
2024-08-19 07:12
aktualizacja
2024-08-19 07:28
Dodaj Bankier.pl w Google

Dwupartyjny system polityczny w USA praktycznie wyklucza możliwość zwycięstwa w wyborach prezydenckich polityków trzecich, niezależnych partii. Uczestnictwo kandydatów tych partii jednak znacząco wpływało czasem na wynik głosowania i decydowało, kto wygrywał walkę o najwyższy urząd. Podobnie może się zdarzyć w tegorocznych wyborach.

Czarny koń wyścigu o fotel prezydenta USA. Znana rodzina powróci do polityki?
Czarny koń wyścigu o fotel prezydenta USA. Znana rodzina powróci do polityki?
fot. Eduardo Munoz / /  Reuters / Forum

W 1968 r. kandydat American Independent Party, zwolennik utrzymania segregacji rasowej George Wallace, zdobył 13,5 proc. głosów, głównie wyborców z klas niższych na południu i środkowym zachodzie. Przesądziło to o porażce z Richardem Nixonem demokratycznego kandydata, wiceprezydenta Huberta Humphrey’a.

W 1992 r. oprócz ubiegającego się o reelekcję republikańskiego prezydenta George’a H. W. Busha i jego demokratycznego oponenta Billa Clintona, do Białego Domu kandydował magnat naftowy i multimilioner z Teksasu, Ross Perot. Nie wygrał w żadnym stanie (czyli zdobył 0 głosów elektorskich), ale wywalczył aż 19 proc. głosów bezpośrednich. Republikanie utrzymywali, że Clinton wygrał wybory, gdyż Perot odebrał Bushowi część głosów konserwatywnych wyborców, chociaż późniejsze analizy wskazywały, że to raczej Bush skorzystał na konkurencji multimilionera.

W obecnych wyborach najważniejszym „trzecim” kandydatem jest Robert F. Kennedy Jr., syn zamordowanego w 1968 r. w zamachu senatora R. F. Kennedy’ego, prawnik specjalizujący się w reprezentowaniu organizacji ochrony środowiska. Początkowo zapowiedział on start w wyścigu do nominacji prezydenckiej w Partii Demokratycznej, potem zadeklarował się jako kandydat niezależny. Wskutek zniechęcenia Amerykanów koniecznością wyboru między Donaldem Trumpem i – do 21 lipca – Joe Bidenem, Kennedy miał początkowo znaczne sondażowe poparcie, rzędu 10-15 procent. Osłabło ono trochę po nagłośnieniu przez media jego dziwacznych poglądów. Kennedy był liderem kampanii przeciw szczepionkom na Covid-19 i promotorem rozmaitych teorii spiskowych, m.in. sugerował, że wirus tej choroby został wyprodukowany w laboratoriach, aby przetrzebić populację białych i czarnych Amerykanów, a oszczędzić lepiej rzekomo odpornych na niego Żydów i Azjatów.

Analizy wskazywały najpierw, że Kennedy odbiera więcej głosów Demokratom niż Republikanom. Po rezygnacji Bidena z walki o reelekcję i zastąpieniu go Kamalą Harris, której kandydatura radykalnie poprawiła nastroje wśród Demokratów, sondaże niezależnego antyszczepionkowca spadły do poziomu 5-7 procent. Analizy wykazują, że popiera go dziś więcej dotychczasowych sympatyków Partii Republikańskiej (GOP) niż Demokratów, chociaż Kennedy podkreśla, że „wierzy w związki zawodowe i w rasową sprawiedliwość”.

Wakacje na giełdzie

Nie jest jedynym „trzecim” kandydatem. Jako niezależni o Biały Dom ubiegają się jeszcze: lekarka i działaczka ruchu ochrony środowiska Jill Stein, wykładowca filozofii na uniwersytetach Harvard i Yale, Cornell West oraz kandydat Partii Libertariańskiej, 39-letni gej Chase Oliver. Cała trójka znana jest z poglądów lewicowych, zwłaszcza w kwestiach moralno-kulturowych (aborcja, prawa LGBT itd.). Oliver poprzednio zarejestrowany był jako Demokrata i głosował na Baracka Obamę.

Wszyscy ci trzej niezależni kandydaci mogą w wyborach liczyć najwyżej na 2-3 proc. głosów i ich nazwiska nie figurują nawet na kartach do głosowania we wszystkich 50 stanach. Mogą jednak odegrać rolę „psujów”, odbierając w niektórych stanach głosy głównym kandydatom – przede wszystkim Kamali Harris. Dotyczy to decydujących zwykle o wyniku wyborów stanów "swingujących”. Sytuacja taka zaistniała w 2000 r., kiedy o Biały Dom ubiegał się demokratyczny wiceprezydent Al Gore i republikański gubernator Teksasu George W. Bush.

Na Florydzie, gdzie wtedy ważyły się losy wyborów, kandydat Partii Zielonych, obrońca praw konsumentów Ralph Nader zdobył 97 421 głosów. Był to ułamek całości głosów w tym stanie, ale na Busha głosowało tam raptem o 537 wyborców więcej niż na Gore’a. Doszło do sporu o liczenie głosów, rozstrzygniętego dopiero przez Sąd Najwyższy na korzyść Busha, dzięki czemu dostał on 25 głosów elektorskich przypadających na Florydę, co pozwoliło mu uzyskać w całym kraju 271 tych głosów – tylko jeden ponad minimum 270 potrzebne do zwycięstwa w wyborach.

Exit polls wykazały, że gdyby Nader nie brał udziału w wyborach, prawie 40 proc. oddanych na niego na Florydzie głosów otrzymałby Gore i tylko 25 proc. – Bush. Innymi słowy, decydująco przyczynił się do porażki demokratycznego wiceprezydenta. Nader był potem znienawidzony przez amerykańską lewicę.

W tegorocznych wyborach siły obu politycznych obozów są podobnie wyrównane. Można przewidywać, że zarówno Kamala Harris, jak i Donald Trump, jeśli wygrają, to najprawdopodobniej niewielką różnicą głosów. Wynik rozstrzygnie się w stanach swingujących, jak Pensylwania, Michigan, Wisconsin, Arizona, Nevada i Karolina Północna. Jeżeli wspomniani kandydaci trzecich partii, znani z lewicowych programów, zdobędą tam sporo głosów, odbiorą je Harris, co będzie mogło przeważyć szalę na korzyść Trumpa.

Z Waszyngtonu Tomasz Zalewski (PAP)

tzal/ mal/

Źródło:PAP
Tematy

Komentarze (7)

dodaj komentarz
klimaciarz
"Dwupartyjny system polityczny w USA praktycznie wyklucza możliwość zwycięstwa w wyborach prezydenckich polityków trzecich, niezależnych partii." - system polityczny, oparty o dialektykę heglowską i polaryzujący strony, wpajając im nienawiść i permanentny konflikt. Po co? Bo gdzie dwóch się kłóci, tam trzeci korzysta - "Dwupartyjny system polityczny w USA praktycznie wyklucza możliwość zwycięstwa w wyborach prezydenckich polityków trzecich, niezależnych partii." - system polityczny, oparty o dialektykę heglowską i polaryzujący strony, wpajając im nienawiść i permanentny konflikt. Po co? Bo gdzie dwóch się kłóci, tam trzeci korzysta - ani w USA, nie rządzą Amerykanie, ani w Polsce, nie rządzą Polacy (konflikt PO/PIS).
inwestor.pl
Myślałem, że Barack Hussein wraca.
samsza
Jak ktoś jest przeciw preparatom, które weszły w specjalnym trybie (bez pełnej drogi zatwierdzania leku), z wyłączeniem odpowiedzialności producenta za produkt, nie znaczy, że jest antyszczepionkowcem.
secundus
ja tylko napisałem, że nazywają padawana haris tampon tim, bo rozdawał w swoim stanie chłopcom w szkołach tampony!!

S.

Powiązane: Wybory w USA

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki