REKLAMA

Co wygrana Bidena może oznaczać dla inwestorów?

Krzysztof Kolany2020-11-03 06:00główny analityk Bankier.pl
publikacja
2020-11-03 06:00
fot. bren / Reuters

Ekonomiczna agenda Joe Bidena jest uniwersalna dla wszystkich socjalistów: wyborcy „dostaną” mnóstwo „darmowych” grantów, za które zapłacą najbogatsi. Znacznie ciekawsze jest pytanie, na co mogą liczyć inwestorzy?

Kandydat Demokratów jest typem polityka, który obieca wszystko, byle tylko uzyskać poparcie większości wyborców. I tak też trzeba patrzeć na jego polityczny program, w którym roi się od politpoprawnych frazesów i obietnic trafiających w gusta najbardziej naiwnych i najsłabiej zorientowanych wyborców. My zastanowimy się, co w PRAKTYCE oznaczałaby wybór Joe Bidena na 46. prezydenta Stanów Zjednoczonych.

Tyle się zmieni, a wszystko pozostanie bez zmian

Zanim jednak przejdziemy do różnic, powiedzmy sobie, co się NIE ZMIENI niezależnie od tego, kto zasiądzie w Gabinecie Owalnym. Po pierwsze, administracja USA nadal będzie prowadziła politykę potężnych deficytów budżetowych i kumulacji długu publicznego coraz wyraźniej przekraczającego wartość produktu krajowego brutto (PKB). Różnice między oboma kandydatami są tu raczej niewielkie. W razie reelekcji Donalda Trumpa zapewne czeka nas pakiet nowych wydatków federalnych (finansowanych w całości wzrostem długu publicznego) rzędu 1,5-2,0 bln USD. Według analityków z Wall Street wybór Bidena to fiskalne szaleństwo przekraczające 3 bln USD.

W obu przypadkach oznacza to kontynuację szkodliwej polityki wypłacania ludziom zasiłków i zabraniania im pracy lub prowadzenia działalności gospodarczej. Po drugie, zarówno fiskalne „stymulanty” Demokratów, jak i Republikanów w praktyce finansowane są „dodrukiem” pustego pieniądza przez Rezerwę Federalną. Obecnie Fed skupuje obligacje skarbowe w tempie 80 mld USD miesięcznie, co daje blisko bilion dolarów w skali roku.

Po trzecie, niezależnie od tego kto zasiądzie w Białym Domu, polityka pieniężna Fedu pozostanie bez większych zmian. Bank centralny USA nadal będzie prowadził programy zawyżania cen akcji i obligacji (QE), dążąc do nasilenia inflacji cenowej także w realnej gospodarce. To się niemal na pewno nie zmieni bez względu na fakt, czy prezydentem Stanów Zjednoczonych zostanie Republikanin czy Demokrata.

Przejdź do relacji na żywo z wyborów w USA 

Różnica tkwi w skali tego monetarnego szaleństwa. Wybrany na drugą kadencję Trump może chcieć okiełznać pewne najbardziej ewidentne ekscesy kredytowo-fiskalne. Natomiast Joe Biden zgodnie ze swoimi przedwyborczymi obietnicami zapewne popuści cugle „drukowanej prosperity”.  Rynki spodziewają się po Bidenie bardzo „hojnego” pakietu fiskalnego, szacowanego na ok. trzy biliony dolarów, czyli jakieś 16 proc. (!) amerykańskiego PKB.

Na krótką metę taka ilość pieniądza wpompowana bezpośrednio w gospodarkę zapewne poprawiłaby nastroje zarówno na Wall Street jak i wśród Amerykanów, przy okazji podnosząc ceny (prawie) wszystkich aktywów finansowych. Ostatecznie jednak odbiłaby się czkawką przynosząc tylko nowe problemy i nie rozwiązując starych. W tym kontekście wygrana Bidena w krótkim terminie byłaby prawdopodobnie korzystna dla akcji, złota i walut rynków wschodzących. Zaszkodziłaby za to dolarowi i amerykańskim obligacjom skarbowym.

Mam dla was kilka nowych podatków

Równocześnie inwestorzy i analitycy zdają się ignorować ciemną stronę propozycji Joe Bidena. Kandydat Partii Demokratycznej nie ukrywa, że chciałby znacząco podnieść podatki. Po pierwsze, program Bidena zakłada odwrócenie obniżki podatku od korporacji (CIT) dokonanej przez Donalda Trumpa. Demokrata postuluje podniesienie stawki CIT z 21 proc. do 28 proc.. Po drugie, Joe Biden proponuje podwojenie stawki podatku GILTI z 10,5 do 21 proc. GILTI (Global Intangible Low Tax Income) to taki ekstrapodatek, który płacą zagraniczne spółki zależne od dochodów z tytułu wartości niematerialnych i prawnych.

Po trzecie, zapowiada podwyżkę podatku od pracy (payroll tax) zasilającego Social Security — czyli taki odpowiednik ZUS-u. Obecnie wszyscy pracownicy w USA oddają na ten cel 12,4 proc. zarobków, ale tylko do kwoty 137,7 tys. USD (próg ten rośnie wraz z nominalnym wzrostem wynagrodzeń). Joe Biden proponuje „ozusowanie” wszystkich wypłat przekraczających 400 tys. USD rocznie. To posunięcie podobne do polskich planów zniesienia tzw. 30-krotności, przy czym w przypadku amerykańskim przez jakiś czas pozostałaby „dziura” wolna od tej daniny w przedziale dochodów od 137,7 USD do 400 tys. USD rocznie. Równocześnie górna stawka podatku dochodowego (PIT) miałaby zostać przywrócona do 39,6 proc. (Trump obniżył ją do 37 proc.). W rezultacie najlepiej zarabiający pracownicy mieliby do dyspozycji mniej pieniędzy.

Po czwarte, Biden deklaruje drakońskie podniesienie opodatkowania zysków kapitałowych i dywidend. Obecnie jest tak, że drobny inwestor indywidualny z tego podatku jest praktycznie zwolniony, jeśli tylko przetrzyma papiery dłużej niż rok. Kwota wolna w 2020 r. wynosi 40 tys. USD na osobę i 80 tys. USD na małżeństwo rozliczające się wspólnie. Po przekroczeniu tego progu płaci się 15 proc., a od dochodów kapitałowych i dywidend przewyższających 441,4 USD rocznie stawka wynosi 20 proc. Joe Biden zapowiada, że zyski kapitałowe przekraczające milion dolarów rocznie będą opodatkowane na zasadach ogólnych. Oznacza to morderczą stawkę w wysokości 39,6 proc.

Szacowane dodatkowe wpływy podatkowe z tytułu tych wszystkich podwyżek szacowane są na 2,8 bln USD w ciągu dekady, czyli raptem 280 mld USD rocznie. Równocześnie sztab  Bidena zaklina się, że obciążenie podatkami większości gospodarstw domowych ulegnie obniżeniu. A to za sprawą zwiększenia ulg podatkowych na wychowanie dzieci czy ulg dla kupujących pierwszy dom.

Wzrost wydatków i roli państwa w gospodarce

Pieniądze zabrane „bogatym” (a faktycznie wyższej klasie średniej)  mają trafić na rozbudowę systemu zasiłków socjalnych. Aby przekonać emerytów, Biden obiecuje podwyżkę wypłat z Social Security o 200 USD miesięcznie i to w sytuacji, gdy amerykański system podatkowy i tak trzeszczy w szwach. Dwa biliony dolarów mają zostać przepalone na subsydia dla tzw. zielonej energii, czyli głównie dla fotowoltaiki i farm wiatrowych. To wpisuje się w „politykę klimatyczną” i deklarację ograniczenia emisji dwutlenku węgla o 25 proc. względem stanu z 2005 roku i to już w roku 2025.

Ale potencjalnie najbardziej kosztowną obietnicą jest rozszerzenie tzw. Obamacare. Czyli państwowego systemu ubezpieczeń medycznych wprowadzonego jeszcze za rządów Baracka Obamy i którego nie udało się zdemontować Donaldowi Trumpowi. Biden chciałby wpompować w ten biznes 2,25 bln USD w ciągu 10 lat. Doświadczenia związane z Obamacare pokazały, że system ten przynosi przede wszystkim silny wzrost kosztów usług medycznych, które w Stanach Zjednoczonych i tak należą już do najdroższych na świecie. Do tego dochodzi wiele „drobnych” dodatków, zasiłków (np. dla niepracujących) czy umorzenia części zobowiązań z tytułu kredytów studenckich.

Spółki Bidena

Racjonalny inwestor nie patrzy jednak tylko na to, czy dana obietnica będzie korzystna dla całej gospodarki. Każda polityka ma swoich wygranych i przegranych, arbitralnie wynagradzanych lub karanych przez sprawujących władzę. Rzecz jasna inwestorzy patrzą na programy wyborcze obu kandydatów nieco inaczej niż głosująca publika. Na Wall Street chyba nikt nie wierzy, że po ewentualnej wygranej Joe Biden zacznie po kolei realizować punkty swojego programu wyborczego (o ile ich wcześnie nie zapomni). Te przestają być potrzebne w momencie zamknięcia lokali wyborczych. Ich zadaniem było tylko i wyłącznie pozyskanie głosów wyborców. Potem praktyka sprawowania władzy rządzi się swoją logiką, napędzaną przez sztaby świetnie opłacanych lobbystów działających w imieniu wpływowych grup interesu.

Liczy się zatem tylko to, gdzie popłyną nowe dolary wykreowane w ramach kolejnego „pakietu stymulacyjnego”. Zapewne mniejsza ich część podobnie jak wiosną trafi bezpośrednio do wyborców (w kwietniu Departamentu Skarbu rozsyłał czeki na 1200 USD i dopłacał 600 USD tygodniowo do stanowych zasiłków dla bezrobotnych). Ale większość zapewne wpadnie w ręce wielkiego biznesu. Tylko którego?

Jako pierwsze można obstawić akcje spółek z sektora tzw. zielonej energii. Wybór Bidena otwiera drogę ku szaleństwom „New Green Deal”, czyli programu zwalczania paliw kopalnych. W cenie mogą być więc wszystkie spółki fotowoltaiczne czy „wiatrowe”. Druga grupa to również akcje „zielone”, ale  w innym tego słowa znaczeniu. Ewentualne przejęcie pełni władzy przez Demokratów może skutkować pełną legalizacją marihuany i wznowić „konopną” hossę.

Trzecim typem są akcje spółek budowlanych, które mogą nieźle zarobić na programie rozbudowy i modernizacji infrastruktury finansowanej w ramach rozmaitych fiskalnych „stymulantów”. Z kolei rozszerzenie Obamacare stanowiłoby znakomitą informację dla akcjonariuszy firm oferujących ubezpieczenia medyczne.

Krzysztof Kolany

Źródło:
Krzysztof Kolany
Krzysztof Kolany
główny analityk Bankier.pl

Analityk rynków finansowych i gospodarki. W zakresie jego zainteresowań leżą zarówno Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie, jak i rynki zagraniczne: Nowy Jork, Londyn i Frankfurt. Specjalizuje się w rynkach metali szlachetnych oraz monitoruje politykę najważniejszych banków centralnych. Analizuje wpływ sytuacji gospodarczej na notowania akcji, kursy par walutowych i ceny surowców. Jest trzykrotnym laureatem organizowanego przez NBP prestiżowego konkursu im. W. Grabskiego dla dziennikarzy ekonomicznych w kategoriach dziennikarstwo internetowe (2010) oraz polityka pieniężna i stabilność finansowa (2018 i 2019). Otrzymał także tytuł Herosa Rynku Kapitałowego 2016 przyznawany przez Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych. Tel.: 697 660 684

Tematy

Otwórz konto sobie i dziecku i zyskaj 200 zł w promocji na zakupy u naszych partnerów.

Komentarze (41)

dodaj komentarz
lorelie
Co oznacza wygrana komunisty.... Socjalizm, a potem komunizm.
jes
Śmieszy mnie porównywanie się pisowców do Trumpa. Trump to powiedzmy prawicowiec, też gospodarczo podczas gdy u nas PiS to większa komuna niż PZPR.

Wiem, że to za ogólne ale dla nieogarów:
Trump - politycznie PiS, gospodarczo PO
Biden - politycznie PO, gospodarczo PiS
3xx
w sumie to ten nasz setup nie jest taki zly, wersja prawicowo-obyczajowa (zakaz aborcji, rozwodow, i kosciol grajacy pierwsze skrzypce) przestala mi sie podobac ;p

wiec opcja lewica-obyczajowa + prawica gospodarcza wyglada elegancko
jarunia
Joe po co nam Bidet? bardziej przyda się basen
bha
Ludzie łudzą się że mają do końca wpływ na wybory ,a tu system elektorski ostatecznie decyduje i wybiera niestety chory jest ten system wyborczy.
meryt
bha "chory jest ten system wyborczy"

Zachował się pierwotny system.
bha odpowiada meryt
Chyba pierwotna krótkowzroczność
meryt odpowiada bha
"system prawa typu common law"
loool
świat finansów to absurd , ogólnie ludziom w krajach rozwiniętych niczego nie brakuje , można by spokojnie przejść recesję i nic by sie nie stało a gospodarka by się oczyściła . Ale rządy drukują biliony i rozdają ludziom którzy nie mają co z tymi nadwyżkami robić więc pompuje się balony na instrumentach finansowych świat finansów to absurd , ogólnie ludziom w krajach rozwiniętych niczego nie brakuje , można by spokojnie przejść recesję i nic by sie nie stało a gospodarka by się oczyściła . Ale rządy drukują biliony i rozdają ludziom którzy nie mają co z tymi nadwyżkami robić więc pompuje się balony na instrumentach finansowych oraz nieruchomościach ( 3,4,5 mieszkanie czy dom) Jak giełdy wrócą do realnych poziomów to problem nadwyżek się rozwiąże sam
jes
Nie do końca jest to prawdą. W USA realne dochody nie rosną od ponad 10 lat podczas gdy majątki najbogatszych wzrosły wielokrotnie. Tak się niestety kończy pazerność.
Jak to powiedział jeden z amerykańskich milionerów: nie chcemy zrezygnować z 10% naszych dochodów kosztem wynagrodzenia za pracę (!!!) to za to ludzie
Nie do końca jest to prawdą. W USA realne dochody nie rosną od ponad 10 lat podczas gdy majątki najbogatszych wzrosły wielokrotnie. Tak się niestety kończy pazerność.
Jak to powiedział jeden z amerykańskich milionerów: nie chcemy zrezygnować z 10% naszych dochodów kosztem wynagrodzenia za pracę (!!!) to za to ludzie wybiorą nam komunistów i stracimy wszystko.

Powiązane: Wybory w USA

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki