Zdaniem analityków oba banki doskonale siebie uzupełniają, ponieważ są silne w innych częściach działalności bankowej. Pekao S.A. dobrze radzi sobie z pozyskiwaniem depozytów od klientów, co jest słabą stroną Banku BPH. Jednak jeśli chodzi o kredyty, to silniejszą pozycję ma Bank BPH, który dynamicznie powiększa portfel kredytowy. Pekao S.A. jest w tej części działalności bardziej bierne.
Jednak komplementarność banków w różnych częściach działalności potwierdza tylko to, że mają one różną filozofię działalności. Oba banki znacząco różnią się w „podejściu do klienta”. Bank BPH cechuje agresywne pozyskiwanie klientów za pomocą reklamy i promocji. Bank stosuje także dość luźną politykę udzielania kredytów. Tymczasem Pekao S.A. unika ofert promocyjnych, wydaje mniej na reklamę, koncentruje się na wykorzystywaniu potencjału własnych klientów nie podbierając ich innym instytucjom.
W działalności kredytowej Bank BPH dynamicznie powiększa swój portfel kredytowy, głównie dzięki oferowaniu kredytów w walutach obcych. Tymczasem prezes Pekao uważa, że kredyty walutowe pociągają za sobą zbyt duże ryzyko, więc bank ogranicza się do oferty kredytów złotowych.
Szefowie nowej grupy będą musieli zdecydować, które podejście do klienta wybrać dla nowej polskiej instytucji. Czy agresywne podejście Banku BPH, czy konserwatywne Pekao S.A. Zdaniem analityków kluczem do odpowiedzi na to pytanie może być przekazanie kontroli nad działalnością połączonych UniCredito i HVB przedstawicielom tego drugiego banku. Dotychczas HVB kontrolował Bank BPH, dużo więc wskazuje na to, że dotychczasowi właściciele nie będą chcieli wprowadzać wyraźnych zmian w strategii. To wskazywałoby, że nowy polski gigant bankowy będzie bardziej podobny do Banku BPH, niż do Pekao S.A.
Dla nowych klientów połączony bank może oznaczać niższe prowizje i opłaty, dzięki oszczędnościom, jakie powinna przynieść planowana fuzja. Ale jeśli bank będzie chciał się wykazać szybko większymi zyskami, to spadek opłat może nie być duży.
Na razie jednak do połączenia jeszcze daleko. Analitycy przewidują, że cały proces może rozpocząć się dopiero w przyszłym roku i potrwa około 2 lat.
M.D.
Źródło: „Gazeta Wyborcza”
































































