Depresja zajmuje 4. pozycję wśród największych zagrożeń chorobowych świata. Liczba chorych na depresję sięga 1 mln Polaków. Realne koszty dla gospodarki to blisko 800 mln zł. Koszty pracodawców wynikających z obniżenia wydajności pracy to już ponad 1 mld zł. Łącznie, wszystkie straty wynikające z tej choroby to nawet 3,6 mld zł.


Depresja to poważna choroba psychiczna, która w dłuższym okresie prowadzi do wyniszczenia organizmu, a nawet śmierci np. w wyniku samobójstwa. Na depresję cierpi ok. 1 mln osób w kraju. Łącznie kontakt z tą chorobą miało od 1,5 do 2 mln ludzi. Blisko 10% chorych ma lub miało myśli samobójcze. Co roku w Polsce zabija się ok. 4 tys. ludzi – to więcej niż ginie na drogach. Pod tym względem plasujemy się na jednym z najgorszych miejsc w całej UE.
Jednym z powodów depresji jest wieczne przepracowanie, samotność i presja otoczenia. Koszty pośrednie (koszty utraty produktywności) tej choroby to nawet 2,6 mld zł rocznie plus 800 mln zł kosztów płatników składek i wypłaty świadczeń. To obliczenia Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia Uczelni Łazarskiego. Z różnych szacunków wynika, że koszty zwolnień lekarskich i leków na depresje to mniej niż 10% łącznych kosztów tej choroby.
Depresja kosztuje nas ponad 3,6 mld zł rocznie
Niemniej łączne koszty są dwu lub trzykrotnie wyższe, ponieważ depresja to nie tylko mniejsza wydajność, ale np. fizyczne kłopoty ze zdrowiem, strata czasu członków rodziny i inne wydatki np. związane z ochroną i pomocą choremu.
Główne przyczyny samobójstw w Polsce to zawód miłosny, problemy finansowe oraz depresja. Kłopot w tym, że jedno nie wyklucza drugiego. Chociaż mówi się, że w 80% przypadków jest to choroba kobiet, to niestety ponad połowę samobójców stanowią mężczyźni. W przypadku mężczyzn jest ona trudniejsza do zdiagnozowania (często jest połączona z alkoholizmem).

Depresja kosztuje miliardy
Państwo powoli zaczyna dostrzegać koszty depresji dla gospodarki, ale wciąż nie przekłada się to na realne działania. Nie może być tak, że więcej wydajemy na bezsensowne fotoradary niż na realną pomoc osobom zagrożonym cichym zabójcą, czyli depresją. Nie oszukujmy się – Polska to piękny kraj, ale większości żyje się tu ciężko.
Biedni w większej depresji
Niewielki odsetek odnosi sukcesy zawodowe. Za to wielki jest zadłużony ponad miarę – żadnych oszczędności nie posiada ok. 80% społeczeństwa. Niespodziewany wydatek rzędu 1 tys. zł stanowi katastrofę finansową dla 70% gospodarstw domowych. Naturalnie „bieda” nie jest jedynym czynnikiem depresyjnym, ale wysokie bezrobocie, niskie płace i ciągła presja otoczenia to wręcz idealne środowisko do rozwoju epidemii depresji.
Podobną sytuację odnotowano w Hiszpanii, gdzie na skutek kryzysu stopa bezrobocia wzrosła blisko dwukrotnie, a kilkaset tysięcy Hiszpanów straciło majątki życia. Na skutek pogorszenia sytuacji ekonomicznej w tym kraju w 2012 roku wzrosła m.in. liczba samobójstw do 3539 – to najgorszy wynik od 2005 roku. Jak widać, to wciąż o 20% mniej niż w mniejszej ludnościowo Polsce.
Życie z piętnem wariata
Pracownik przepracowany i zdemotywowany to potencjalna ofiara tej choroby. Samo wyliczenie kosztów to krok w kierunku zwrócenia uwagi pracodawcom i pracownikom, że problem jest poważny i nie można go bagatelizować.
Niestety, na razie nie ma wypracowanych skutecznych narzędzi pomocy chorym lub przeciwdziałania depresji. Sami chorzy również boją się rozmawiać o swoich problemach, by nie żyć z piętnem „wariata”. Jako społeczeństwo stajemy przed wielkim wyzwaniem – musimy sami sobie pomóc, bo nikt tego nie zrobi za nas.
Łukasz Piechowiak



























































