Jak dotąd, dwaj najwięksi gracze na rynku: Expander i Open Finance z liczbą własnych doradców ok. 300 każdy, pomogli Polakom zaciągnąć ponad 6 mld zł kredytów. Tyle suchych danych, czas teraz przejść do poważniejszych trosk czy niedomagań rynku polskiego doradztwa finansowego. Kłopot podstawowy to, jak się zdaje, brak odpowiedzialności takiego doradcy za swoje zawodowe czyny i decyzje. Można się chwilę zastanowić, co by to było, gdyby – na wzór praktyki w Anglii czy USA – doradca musiał choćby wyjaśniać na piśmie, dlaczego dany produkt jest najlepszy dla klienta.
Lepiej, żeby się wtedy nie pomylił, bo za granicą bywa tak, że może być wezwany do … sądu. Kłopot kolejny daje się dostrzec w zjawisku tzw. asymetrii informacji. Wynikające tu zagrożenia nie są raczej błahe. Koniunktura gospodarcza sprzyja sprzedaży usług bankowych, wielu postanowiło to wykorzystać, a osobie, która nie zna się na finansach, trudno ocenić, czy doradca, z którym rozmawia, jest profesjonalny i czy na pewno proponuje najlepsze rozwiązanie.
- U nas nie ma jeszcze doradców finansowych z prawdziwego zdarzenia’ - mówi Franciszek R. Zięba, dyrektor Europejskiej Akademii Planowania Finansowego. Jego zdaniem głównym zadaniem takiej osoby powinna być ochrona kapitału klienta, a nie tylko jego pomnażanie. -Taki człowiek pokazuje, jak gospodarować pieniędzmi, robi zupełnie coś innego niż doradca inwestycyjny – dodaje Zięba, który niedawno jeszcze zdradził, że w pełni wykształconych doradców, czyli takich, którzy przejdą wszystkie poziomy edukacji, jego Akademia wypuści dopiero w 2011 roku.
Doradca finansowy to bardzo młody zawód, jeszcze niezarejestrowany w Ministerstwie Pracy i Polityki Społecznej. Stowarzyszenie Doradców Finansowych dopiero co wystąpiło ze stosownym wnioskiem do resortu. Rejestracja to pierwszy krok, kolejny to wprowadzenie licencji, za czym stanowczo opowiada się Komisja Nadzoru Finansowego. Licencjonowanie pośredników i doradców spowodowałoby, że osoby korzystające z ich usług miałyby pewność, iż są one określonej jakości. Ponadto wyeliminowane zostałyby firmy, które nie spełniają standardów wymaganych przez nadzorcę.
Standardy owe mogłyby być wzorowane na pracy, dla przykładu, tzw. pośredników kredytowych, którzy tak licznie pomagają dziś klientom w wyborze najodpowiedniejszej oferty kredytowej. Jakie standardy pracy w owym pośrednictwie można sobie wyobrazić? Profesjonalna firma pośrednictwa kredytowego sprzedaje przede wszystkim wiedzę merytoryczną i doświadczenie we współpracy z bankami, a także – co jest częstym zjawiskiem - lepsze warunki kredytowania (lepsze od tych, które stosuje dany bank w standardowej ofercie).
Solidny doradca kredytowy, jak można sobie to wyobrazić, powinien także zapewnić klientowi:
- ocenę realności i wszelkich uwarunkowań wnioskowania kredytowego
- informacje na temat ustawy o podatku dochodowym dla osób fizycznych (z danego roku i dwóch lat poprzednich), zasady i wszystkie formy prowadzenia działalności gospodarczej, prawo bankowe i budowlane, prawo o obrocie nieruchomościami
- znajomość dokumentacji prawnej i budowlanej przy realizacjach deweloperskich (podobnie: przy budowie domu systemem gospodarczym)
- pomoc w przygotowywaniu kosztorysów przy budowie domu (lub - np. przy remoncie mieszkania)
- monitoring relacji klienta z bankiem (np. pomoc w kontaktach z bankiem w trakcie spłaty zadłużenia, kiedy to kredyt hipoteczny wiąże klienta z bankiem na długie lata, a o tym, że nie zawsze łatwo się z bankowcami dogadać wie niemal każdy).
Sam zakres usług pośrednictwa powinien skutecznie zbliżać klienta z bankiem. Szybko, wiarygodnie i bezboleśnie, co nie zawsze jest normą w gąszczu zagmatwanych ofert i procedur bankowych. W zakres pośrednictwa kredytowego wchodzą przecież tak ważne kwestie, jak ustalenie waluty kredytu, pomoc w restrukturyzacji zadłużenia, przedstawienie klientowi korzystniejszych rozwiązań podatkowych, pomoc w uporządkowaniu pewnych spraw związanych z prowadzoną działalnością gospodarczą lub księgą wieczystą posiadanej nieruchomości.
Niskie standardy obsługi grożą jednym: nieprofesjonalnym potraktowaniem klienta. To ryzyko tzw. mis-sellingu skutkuje jedynie przepłaconą, niefachową usługą, która niszczy cały rynek. Pamiętajmy tu o jeszcze niewysokiej świadomości finansowej Polaków. Kiedy już przychodzą do pośrednika, to zwykle nie żądają kompleksowej obsługi. W efekcie pada propozycja indywidualnego rozwiązania (np. najtańszy kredyt), a nie tworzenia planu finansowego na całe życie.
Problemem jest też brak otwartości Polaków. Nie chcą szczerze i dokładnie opowiadać obcym ludziom, ile mają pieniędzy, ile zarabiają, jakie są ich autentyczne problemy. Tymczasem takie informacje dla doradcy są niezbędne. Z przedstawionego tu zarysu sytuacji można wywnioskować, że profesjonalni doradcy finansowi pojawią się w Polsce za kilka lat. Takie prognozy kreślą sami eksperci rynku, który jest u nas na takim, a nie innym etapie rozwoju. O stworzenie i pielęgnację wzorców zachowania doradcy warto zabiegać jednak już teraz.
dr Marek Śliperski




























































