

Setki wyborców stoją w kolejkach do lokali wyborczych w Burkina Faso, gdzie w niedzielę trwają pierwsze od trzech dekad demokratyczne wybory do parlamentu oraz na prezydenta, który zastąpi obalonego w zeszłym roku po 27 latach autorytarnych rządów Blaise Compaore.
Według komentatorów i analityków niedzielne głosowanie będzie najbardziej demokratycznym aktem wyborczym w historii Burkina Faso. Poprzednie wybory zarówno do parlamentu, jak i prezydenckie kontrolowane były przez zaufaną straż prezydencką Compaore, który rządził nieprzerwanie krajem od 1987 roku.
Zgodnie z październikowym dekretem tymczasowej rady ministrów w niedzielę odbywa się pierwsza tura wyborów prezydenckich oraz głosowanie na deputowanych do jednoizbowego parlamentu.
Pierwotnie głosowanie planowane było na 11 października, lecz zostało przesunięte w wyniku październikowego puczu straży prezydenckiej dowodzonej przez Gilberta Diendere - blisko związanego z wygnanym rok temu z Burkina Faso prezydentem Compaore. Straż prezydencka zbuntowała się przeciw wykluczeniu z życia politycznego obozu byłego prezydenta; na mocy uzgodnień okresu przejściowego jego reprezentanci nie mogli stanąć do wyborów prezydenckich i parlamentarnych.

Po zakończeniu tygodniowego przewrotu zbuntowany regiment straży prezydenckiej został uwięziony w koszarach, a pozostała część armii wycofała się ze stolicy kraju, Wagadugu.
Niedzielne wybory mają zakończyć rozpoczęty pod koniec 2014 r. proces transformacji ustrojowej w Burkina Faso. W wyniku fali protestów obalono wtedy rządzącego od 27 lat prezydenta Compaore. (PAP)
agy/ mhr/




























































