Amerykański BlackRock, największa na świecie firma zarządzająca aktywami, zdecydowała o wycofaniu się z Net-Zero Asset Managers initiative – organizacji skupiającej firmy inwestycyjne, które zobowiązały się do lokowania środków zgodnie z celami klimatycznymi. Firma zapewnia, że nic się nie zmieni w jej produktach i polityce inwestycyjnej. Trudno jednak nie uznać tego za cios w inwestowanie zgodne z ESG.


Coraz więcej amerykańskich firm finansowych publicznie odwraca się od inicjatyw proekologicznych. W ciągu ostatniego miesiąca exodusu członków ze Stanów Zjednoczonych doświadczył podobny sojusz klimatyczny skupiający banki, czyli Net-Zero Banking Alliance (NZBA). Od początku grudnia wystąpiły z niego Goldman Sachs, Wells Fargo, Citigroup, Bank of America, Morgan Stanley oraz JPMorgan Chase.
Teraz przyszła kolej na branżę zarządzania aktywami i jej sojusz klimatyczny. W czwartek o wycofaniu się z Net-Zero Asset Managers initiative (NZAMi) poinformował BlackRock, czyli lider tej branży, który zarządza aktywami wartymi około 11 bilionów dolarów – co odpowiada przykładowo rocznemu łącznemu PKB Niemiec, Wielkiej Brytanii oraz Włoch.
Klimat czy zysk i dobro gospodarki – co ważniejsze?
Decyzja ta jest wynikiem ostrej krytyki BlackRock przez polityków republikańskich. Zarzucają oni nie tylko tej, ale też innym czołowym firmom finansowym z Wall Street, że promują politykę określaną jako „woke”, zbyt mocno koncentrując się na kwestiach związanych m.in. z ochroną klimatu kosztem interesów swoich klientów. Twierdzą, że ich nacisk na redukcję emisji dwutlenku węgla prowadzi do ograniczania inwestycji w sektory tradycyjnych źródeł energii, takie jak naftowy czy węglowy, co szkodzi gospodarce i podnosi ceny energii.
BlackRock: portfele będą zarządzane tak jak dotąd
W liście do klientów BlackRock stwierdził, że członkostwo w NZAMi „wywołało zamieszanie” co do praktyk firmy i naraziło ją „na zapytania prawne różnych urzędników publicznych". Firma dodała, że jej wyjście z NZAMi nie zmienia sposobu, w jaki opracowuje produkty i rozwiązania dla klientów ani jak zarządza ich portfelami. Nadal powinna więc wspierać inwestycje związane z transformacją energetyczną i zieloną energią, tak jak chce tego od niej wielu inwestorów. BlackRock podkreślił, że według stanu na koniec września ub.r. zarządzał ponad 1 bln dolarów w ramach zrównoważonych i transformacyjnych strategii inwestycyjnych, a jego „zaangażowanie w pomaganie klientom w osiąganiu ich celów inwestycyjnych pozostaje niezachwiane".
BlackRock, podobnie jak konkurencyjne firmy State Street Global Advisors oraz Vanguard Group, został wymieniony w grudniu w raporcie Komisji Sądownictwa kontrolowanej przez republikanów Izby Reprezentantów, w którym stwierdzono, że znaleziono „dowody na zmowę i antykonkurencyjne zachowania” sektora finansowego w celu „narzucenia radykalnych celów ESG” na amerykańskie firmy. Kilka tygodni wcześniej cała trójka potentatów branży asset management została zaś pozwana przez prokuratora generalnego Teksasu Kena Paxtona (do którego przyłączyli się przedstawiciele dziesięciu innych stanów rządzonych przez republikanów) za rzekome naruszenia prawa antymonopolowego z powodu przyjęcia proklimatycznych strategii, które hamują produkcję węgla.

Decyzje banków, a teraz też największej firmy zarządzającej aktywami, odzwierciedlają chęć Wall Street do ochrony przed rosnącą presją polityczną. W przypadku banków wycofanie się z NZBA przyniosło niemal natychmiastowy skutek. Na początku tego tygodnia prokurator Teksasu wycofał bowiem groźbę odcięcia tych banków od umów na emisje obligacji municypalnych.
Prokutaror Paxton kontra Larry Fink
Wkrótce okaże się, czy Paxton w jakiś sposób zmieni podejście również do BlackRocka po czwartkowej decyzji. W złożonym przez niego pozwie można przeczytać: „Przez ostatnie cztery lata amerykańscy producenci węgla nie reagowali na sygnały płynące z cen węgla na wolnym rynku, lecz na polecenia Larry’ego Finka, prezesa BlackRocka, i jego współpracowników. Podczas gdy popyt Amerykanów na prąd potrzebny do ogrzewania domów i przy prowadzeniu firm poszedł w górę, podaż węgla wykorzystywanego do generowania elektryczności była sztucznie zaniżana – a jego ceny wystrzeliły”.
Założyciel i prezes BlackRock Larry Fink już wcześniej zrobił mały krok wstecz, jeśli chodzi o inwestowanie zgodne z celami klimatycznymi. Przez wiele lat promował on termin ESG, którym określa się inwestowanie i działania biznesowe uwzględniające kwestie środowiskowe (ang. environmental - E), społeczne (social - S) oraz ładu korporacyjnego (governance - G). W corocznych listach namawiał szefów firm, aby zwracali uwagę właśnie m.in. na zmiany klimatyczne i kwestie społeczne. Po tym jednak, jak firma została zaatakowana przez republikanów, a niektóre stany wycofały z BlackRock miliardy dolarów swoich inwestycji, zdecydował w 2023 r., że przestaje używać terminu ESG, ponieważ stał się on zbyt upolityczniony. Sama polityka inwestycyjna firmy się wówczas jednak nie zmieniła.
Nie tylko polityka szkodzi. Regulacje też robią swoje
Generalnie jednak trend inwestowania zgodnego z ESG na całym świecie od pewnego czasu słabnie. Według ostatniego raportu organizacji Global Sustainable Investment Alliance, opublikowanego jesienią 2023 r. (ukazuje się on co dwa lata), globalna wartość aktywów zarządzanych przez firmy inwestycyjne zgodnie z kryteriami ESG (określanych też jako aktywa zrównoważone) wynosiła w 2022 r. 30,3 bln dolarów. Na początku 2024 r. oceniano, że do 2030 r. wzrośnie ona do kwoty 40 bln dolarów, przy czym 45 proc. tej wartości przypadać będzie na Europę, 25 proc. na USA, a 15 proc. na Japonię. Tempo wzrostu aktywów ESG prognozowano na 3,5 proc. rocznie wobec 12 proc. notowanych w latach 2016-2020.
Obecnie jednak nawet takie dość skromne tempo wzrostu stoi pod znakiem zapytania i to nie tylko ze względu na nagonkę na inwestowanie ESG obserwowaną za oceanem. Powodem są też zaostrzające się regulacje, zarówno w USA, jak i w Europie, mające przede wszystkim ograniczać tzw. greenwashing, czyli przypisywanie etykiety ESG lub sustainable (ang. zrównoważony) do działań, które niekoniecznie wpisują się w zrównoważony rozwój.
Skutkuje to np. tym, że z ostrożności z wielu funduszy usuwane są określenia „ESG” lub „zrównoważony” – zamiast „ESG screened” czy „ESG filtered” zostaje w nich samo „screened” lub „filtered”. W efekcie za jakiś czas mogą pojawić się kłopoty już z samą oceną, które z inwestycji spełniają kryteria zrównoważonego rozwoju.
State Street pozostaje w sojuszu. Vanguard wyszedł wcześniej
Jak można przeczytać na stronach internetowych Net-Zero Asset Managers initiative, sygnatariuszami uruchomionej w 2020 r. inicjatywy jest około 325 firm zarządzających łącznie około 57 bilionami dolarów, które zobowiązały się do osiągnięcia w swoich portfelach zerowej emisji netto do 2050 r. State Street Global Advisors, który jest w zależności od rankingu trzecią lub czwartą co wielkości firmą zarządzającą aktywami, oświadczył, że pozostanie członkiem NZAMi. Vanguard, numer dwa w branży, opuścił tę grupę już w 2022 r. BlackRock był jej członkiem od 2021 r.






























































