Głośne zapowiedzi przejęć, gwałtowne wzrosty notowań, pozew przeciw GPW na 1 mld zł i wysoki, choć księgowy zysk - ostatnie dni wokół notowanej na rynku NewConnect spółki Black Pearl były naprawdę intensywne.


- Zarząd Black Pearl S.A podjął decyzje- przy aprobacie Przewodniczącego Rady Nadzorczej spółki, o pozwaniu Giełdy Papierów Wartościowych w Polsce, o odszkodowanie w wysokości 1.000.000.000 PLN (jeden miliard złotych). Podstawą roszczenia są negatywne skutki finansowe i opiniotwórcze dla Emitenta i akcjonariuszy Spółki spowodowane nieprecyzyjnym regulaminem GPW - poinformowało Black Pearl w piątkowym komunikacie.
Choć kwota wydaje się dość abstrakcyjna, wbrew pozorom działania Black Pearl zwracają uwagę na poważny giełdowy problem. Zarzuty dotyczą zbyt długiego przetrzymywania notowań akcji na tzw. "widłach". W przypadku Black Pearl ograniczały one skalę wzrostów, bowiem osoba nadzorująca sesję równoważyła handel przy mocnej przewadze popytu. W efekcie wstrzymywano przeprowadzanie transakcji do momentu, gdy nadzorujący sesję uznał, że sytuacja się unormowała i gwałtowny wzrost nie wynika tylko z dużej przewagi zleceń kupna nad sprzedażą. W regulaminie giełdy rzeczywiście nie ma regulacji, które wprowadzałyby jasne zasady dotyczące równoważenia. Inwestorzy i spółki wielokrotnie wskazują to jako problem, a giełdzie zarzucają brak konsekwencji i uzależnianie wycen od "widzimisię" nadzorującego handel.
Jeszcze 5 sierpnia za jedną akcję Black Pearl płacono 32,6 zł. Po komunikatach o przejęciu udziałów w podmiocie, produkującym m.in. maseczki i płyny dezynfekujące oraz o zamiarze przejęcia przez spółkę domu maklerskiego i TFI notowania skoczyły jednak do poziomu 80 zł zarejestrowanego 13 sierpnia. W międzyczasie notowania były jednak przez długi czas zawieszone, co uniemożliwiało handel akcjami spółki.
Warto dodać, że w czasie, kiedy notowania pozostały zawieszone, na łamach "Pulsu Biznesu" pojawił się artykuł przedstawiający od kuchni temat gorących przejęć Black Pearl. - Główny akcjonariusz Black Pearl Capital chce przejmować udziały w innych firmach za wirtualną walutę. Wierzy też w przejęcie TFI i biura maklerskiego, choć druga strona stanowczo twierdzi, że nic z tego nie będzie - pisali autorzy.
Wspomniana wirtualna waluta mocno podbiła także zyski Black Pearl. W II kwartale ta notowana na NewConnect spółka pokazała aż 157 mln zł zysku netto, choć w omawianym okresie nie wypracowała ani złotówki przychodów. Jak to możliwe? Niemal cały zysk pochodzi z aktualizacji wartości inwestycji. Inwestycje krótkoterminowe warte są według bilansu 352 mln zł (na koniec 2019 r. było to zaledwie 13 mln zł). To pochodna wyceny posiadanej kryptowaluty (McAN), kupionej w czerwcu z ponad 40 mln USD. Spółka zysku nie wypracowała zatem na realnym przepływie, tylko na księgowym podwyższeniu wartości posiadanych kryptowalut. Jest to zgodny z prawem zabieg księgowy, akcjonariusze muszą mieć jednak świadomość, że za taką operacją nie idzie gotówka.
Notowania Black Pearl po publikacji raportu spadają o 14,5 proc. do poziomu 68 zł za akcję. Kapitalizacja spółki sięga 187 mln zł. Spółka dzięki ostatnim wydarzeniom budzi spore emocje wśród inwestorów. Świadczy o tym choćby jej 27. pozycja w rankingu popularności spółek Bankier.pl oraz ożywiona dyskusja na forum spółki.
Adam Torchała

































































