REKLAMA

Birmańczyków czeka długa i trudna walka z reżimem wojskowym

2021-03-06 08:02
publikacja
2021-03-06 08:02
Reuters

Brutalna reakcja wojska na protesty pokazuje determinację armii w utrzymaniu się przy władzy. Protestujący powinni nastawić się na długą walkę i wyłonić reprezentację, która określi cele ruchu. Młode pokolenie aktywistów jest jednak radykalniejsze od starszych działaczy.

„Nie będziemy uciekać!” - krzyczała Ma Kyal Sin, gdy w środę 3 marca policja użyła gazu łzawiącego, ruszając w stronę protestujących w Mandalaj.

Na filmach i zdjęciach zrobionych przez uczestników protestu 19-latka ubrana na czarno, w poszarpanych spodniach i koszulce z napisem „Wszystko będzie Ok” leży na ziemi, kryjąc się przed kulami policji.

Wkrótce kolejne zdjęcie Kyal Sin na noszach z raną postrzałową głowy obiega internet. Jest jedną z 38 osób, które straciły życie w najkrwawszym dniu od początku zamachu wojskowego z 1 lutego.

Młoda kobieta zdawała sobie sprawę z ryzyka. Trzy dni wcześniej, w niedzielę, na ulicach Birmy zginęło przynajmniej 16 osób. We wpisie na Facebooku podała swój numer telefonu, grupę krwi i zadeklarowała, że w razie śmierci odda swoje organy potrzebującym.

Wcześniej jej profil na Facebooku wypełniały selfie, pozowane zdjęcia zrobione samej sobie i filmiki, jak tańczy do smartfonowej kamery. Według socjologów to typowe zachowanie „pokolenia Z” urodzonego między końcem lat 90. i 2012 r., które wyrosło w cyfrowym świecie i dla których media społecznościowe istniały od zawsze.

„Podziwiam ich, wychodzą na ulice codziennie, ryzykują życiem, są nieustraszeni” - mówi PAP Soe Lwin, przedsiębiorca z Mandalaj. „To pokolenie, które jest godnym następcą powstania 8888 i szafranowej rewolucji” - dodaje, wspominając protesty studenckie z 8 sierpnia 1988 roku i mnichów z 2007 r. Liczba ofiar lutowego przewrotu przekroczyła już liczbę zabitych podczas „szafranowej rewolucji”.

Młodzież ścierająca się z policją i wojskiem na ulicach jest częścią Ruchu Obywatelskiego Sprzeciwu (ang. Civil Disobiedience Movement - CDM), który zorganizował się wokół grupy na Facebooku. Pracy odmawiają urzędnicy i pracownicy państwowych spółek, nauczyciele oraz lekarze, którzy w większości szpitali pracują tylko na ostrych dyżurach.

Znany dziennikarz Aye Min Thant i badacz Yan Aung po aresztowaniu polityków Narodowej Ligi na rzecz Demokracji (NLD) i jej liderki Aung San Suu Kyi, piszą we „Frontier Myanmar” o ruchu bez przywódców.

„Ruch bez przywódców jest często bardziej żywotny, ponieważ nie zatrzymają go aresztowania i morderstwa ich kluczowych członków. Jednakże po aresztach liderów NLD powstała pustka, której żadna grupa nie była w stanie wypełnić” - oceniają.

„Kiedy przyjdzie czas na wielostronne dyskusje o przyszłości narodu, obywatele będą potrzebowali reprezentantów z mandatem CDM i mechanizmem wyborów tych reprezentantów. Bez tego, protesty pójdą na marne” - zauważają.

Protestom przewodzą często osoby z Komitetu Strajku Generalnego (GSC) oraz Komitetu Strajku Generalnego Narodowości (GSCN), reprezentującego grupy etniczne Birmy. Trzecią siłą jest komitet reprezentujący posłów rozwiązanego parlamentu Pyidaungsu Hluttaw - w większości działaczy NLD, którzy powoli tworzą równoległe struktury administracyjne.

Nagrodzony Pulitzerem dziennikarz Aye Min Thant uważa, że każda z tych grup ma inne żądania i cele.

„W tym momencie ludzie na ulicach mają sprzeczne żądania. Wielu wzywa reżim do +uszanowania naszych głosów+, ale działacze z mniejszości etnicznych i religijnych nie protestują, by wspierać powrót NLD do władzy. Zamiast tego pragną stworzenia demokratycznej federacji opartej na nowej lub poprawionej konstytucji” - zauważa.

W pierwszych dniach po przewrocie protestujący nieśli zdjęcia i plakaty z wizerunkiem Aung San Suu Kyi, domagając się jej uwolnienia. „Wciąż chcemy jej uwolnienia i przywrócenia wybranego parlamentu, ale ważniejsze jest, by wojsko oddało władzę” - tłumaczy PAP Naing, 27-latek z północnego Rangunu związany z komitetem GSC. „Próbowaliśmy hybrydowego systemu, gdzie Tatmadaw (armia birmańska - PAP) miała ogromną władzę, ale oni i tak dokonali przewrotu” - podkreśla.

Zapisy konstytucji dają birmańskiej armii 25 proc. miejsc w parlamencie oraz kontrolę nad resortami siłowymi. Oprócz tego Tatmadaw mógł wystawić własną partię w wyborach o resztę mandatów poselskich. Jednak po zdobyciu przez związaną z armią Unię Solidarności i Rozwoju (USDP) zaledwie 6,9 proc., generałowie oskarżyli NLD o fałszerstwa wyborcze i zdecydowali się na pucz.

Zdaniem Nainga system wymaga zmiany i podporządkowania armii cywilnemu rządowi. „To nie wystarczy. Rząd centralny w Naypyidaw (stolica Birmy - PAP) pod kontrolą Aung San Suu Kyi ignorował mniejszości etniczne w kraju” - uważa Ze That Tun, student historii z Sittwe w stanie Rakhine.

W Birmie ponad dwadzieścia mniejszości etnicznych, głównie Arakańczycy, Karenowie, Szanowie, Czinowie, Kaczinowie, od końca lat 40. walczą o większą niezależność od władzy centralnej, kontrolowanej przez Bamarów. Z tej większości etnicznej wywodzi się większość działaczy NLD i sama Aung San Suu Kyi.

Tun Naing, działacz organizacji mniejszości Arakańczyków z Sittwe, w rozmowie z PAP, podkreśla, że mniejszości etniczne długo wspierały Aung San Suu Kyi. Jednak liderka NLD nie sprzeciwiła się operacjom wojskowym wymierzonym w Armię Arakanu i brutalnej pacyfikacji cywilnej ludności. Podobnie rozczarowane rządami NLD są przedstawiciele innych mniejszości etnicznych, które stanowią jedną trzecią populacji kraju. Po zamachu odrzucili jednak ofertę współpracy z juntą i przyłączyli się do protestów.

Na ulicznych demonstracjach mniejszości etniczne reprezentują działacze komitetu GSCN. Jego członkowie wysłali list do chińskiego ambasadora i Rady Bezpieczeństwa ONZ, przedstawiając główny cel protestów - federalną demokrację, gdzie mniejszości mają odpowiednią reprezentację w rządzie.

Jednak na forum międzynarodowym więcej do powiedzenia mają działacze związani z rządem NLD. Ambasador Birmy przy ONZ U Kyaw Moe Tun na forum organizacji zaapelował o uznanie NLD jako legalnego rządu Birmy i nie zrezygnował z funkcji, której pozbawiło go wojsko.

„Siłą armii jest jasno określona struktura, hierarchia i dyscyplina. Tatmadaw będzie grać na czas, na zmęczenie i wygaszenie protestów” - mówi PAP zagraniczny ekspert wojskowy, który wykładał na wojskowych uczelniach w Birmie. „Protestujący muszą się nastawić na długą, wielomiesięczną walkę, a to nie jest łatwe” - dodaje.

Ekspert zwraca uwagę, że strajk obywatelski może doprowadzić kraj do ruiny, za co wojsko obwini protestujących. „Biedne społeczeństwo może się w końcu od nich odwrócić” - twierdzi.

Strajk pracowników banków doprowadził już do problemów z gotówką, nie działają normalnie bazary i sklepy. Drobni sprzedawcy i robotnicy utrzymujący się z pracy najemnej tracą oszczędności.

„Dlatego pewnie lekarze powinni wkrótce wrócić do pracy w szpitalach, bo alternatywne kliniki, to jednak nie to samo” - mówi PAP anonimowo lekarz o przydomku Aye, z jednego z ranguńskich szpitali. Lekarze jako pierwsi przyłączyli się do ruchu obywatelskiego sprzeciwu, pozostając jednak na ostrych dyżurach.

„Ludy Mjanmy (Birmy - PAP), poprzez solidarność i sojusz między długo podzielonymi społecznościami, mają szansę na budowę lepszej, silniejszej Unii” - uważa Aye Min Thant. „Jednak, aby wiosenna rewolucja się powiodła, debata nad strategią jest kluczowa” - przestrzega.

Paweł Skawiński (PAP)

pas/ tebe/

Źródło:PAP
Tematy

Komentarze (0)

dodaj komentarz

Powiązane

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki