Ceny biletów będą rosnąć - ostrzega Międzynarodowe Zrzeszenie Przewoźników Powietrznych IATA. Już teraz, mimo że ceny wydają się stabilne, to przewoźnicy wyłączają rozmaite elementy wchodzące w jej skład - będzie trzeba płacić za nie dodatkowo. Powodem mają być koszty ekologicznej transformacji branży lotniczej.


Według IATA w 2019 roku średnia taryfa na podróż tam i z powrotem wynosiła 317 dolarów (pomijając dopłaty i podatki), a w roku 2023 było to już tylko 254 dolary. Wpisuje się to w trend spadku cen biletów mający miejsce już od wielu lat. Obecnie jednak mają nastąpić podwyżki cen.
Jeśli będziemy chcieli kupić bilety na "tani lot", to już wkrótce zapewne o wiele trudniej będzie je znaleźć. Przewoźnicy zaznaczają, że chodzi tu nie tylko o pogłębiającą się inflację, ale też o wyhamowanie stymulacji rynku, jaka nastąpiła po pandemii COVID-19. Na ceny biletów mają też wyraźny wpływ unijne regulacje środowiskowe.
Lufthansa zdecydowała się nakładać dodatkową opłatę mieszczącą się w widełkach między 1 a 72 euro celem pokrycia kosztów wynikających ze środowiskowych regulacji. Wprowadziła też opłatę dodatkową, która na dalekich trasach pozwoli na wybór miejsca w samolocie, co do tej pory kojarzyło się raczej jednoznacznie z praktykami stosowanymi przez tak zwane tanie linie lotnicze. Dopłaty do biletów stosuje też wiele innych linii, jak Air France-KLM, Wizz Air czy Brussels Airlines, które znalazły się pod lupą Komisji Europejskiej w kontekście greenwashingu. Oznacza to, że przykrywając opłaty koniecznością pokrycia dodatkowych kosztów ekologicznych, mogły one pobierać od klientów więcej niż w istocie potrzeba do pokrycia tych kosztów.
Pasażerowie zapłacą
Według wyliczeń IATA linie lotnicze zarabiają na każdym pasażerze średnio 6,14 dolara w tym roku, co daje branży rekordowy przychód na poziomie biliona dolarów. Okroiwszy to o podatki i koszty działalności, otrzymujemy oczekiwany zysk przewoźników w wysokości około 30,5 miliarda dolarów. Dużą część tych kosztów stanowi cena paliwa lotniczego, jednak coraz większa część wydatków to obciążenia w systemie ETF.

Analityk rynku lotniczego Dominik Sipiński w rozmowie z portalem money.pl stwierdza, że linie lotnicze wyodrębniając w cenie biletów owe "koszty środowiskowe", mogą chcieć przerzucić właśnie na nie odpowiedzialność za wyższe ceny biletów. Będą też jednak coraz chętniej wyłączać z usługi wszelkie dodatkowe udogodnienia, jakie do tej pory klienci mieli "w cenie", i ukrywać jej za dodatkową opłatą. Sprawi to, że aby skorzystać z taniego lotu, będziemy musieli zrezygnować z wielu drobnych wygód. Sipiński jako przykład podaje rezygnację z cateringu na europejskich trasach zastąpionych przez Lufthansę butelką wody i czekoladką.
Analityk twierdzi, że rozbicie ceny biletu jest dobrym rozwiązaniem, które pozwolą ludziom, którym rzeczywiście zależy jedynie na tym, by przemieścić się z punktu A do punktu B, na wybranie relatywnie taniego połączenia. Z drugiej strony wyszczególnienie wysokości opłaty naliczonej ze względu na konieczność ochrony środowiska może grozić nakręcaniem społecznego sprzeciwu wobec tych działań.
Oprac.: MT




























































