- Jesteśmy już na etapie gromadzenia dokumentacji i przesyłamy wniosek do Urzędu Regulacji Energetyki, prosząc o rozszerzenie koncesji - mówi Krzysztof Przegaliński, główny specjalista ds. urządzeń kotłowych w bełchatowskiej elektrowni.
Obliczenia wskazują, że w ciągu doby zakład w 12 kotłach mógłby spalać od 200 do 400 ton surowca. Taki ładunek do elektrowni musiałoby dostarczać codziennie 10-20 samochodów ciężarowych. Jak twierdzi Krzysztof Przegaliński, spalanie w 12 kotłach to jednak tylko rozważania teoretyczne, bo tak wielką ilość surowca trudno znaleźć. Słoma i trociny będą dostarczane przez specjalistyczne firmy, które zajmują się skupem tych surowców energetycznych u rolników. Nie wiadomo jednak, gdzie zdobyć wystarczającą ilość łusek słonecznika. Taki surowiec elektrownia też mogłaby wykorzystać do produkcji energii. - Odpowiedniej ilości po prostu w Polsce nie ma, dlatego trwają przygotowania do sprowadzania słoneczników zza wschodniej granicy - zapowiada główny specjalista.
Jak oceniają przedstawiciele elektrowni, jeśli do produkcji "zielonej energii" udałoby się wykorzystać urządzenia już istniejące, decyzję o rozszerzeniu koncesji zakład mógłby dostać już w grudniu tego roku. Wariant mniej optymistyczny zakłada przełom lat 2007/2008.
Elektrownia przymierza się też do produkcji energii z biomasy, powstałej z przetwarzania śmieci z gospodarstw domowych: papieru, szkła, obierek oraz owoców. Próby jeszcze się nie odbyły.
Dziennik Łódzki
(mb)


































































