REKLAMA
WAKACJE NA GIEŁDZIE

Banki, które zostały z tyłu - maruderzy czy przegrani?

2006-07-26 12:38
publikacja
2006-07-26 12:38
BOŚ, BGK i Bank Pocztowy to banki, których potencjał wydaje się znacznie większy niż osiągnięta pozycja. Nie można powiedzieć, że przegrały czy wegetują. Ale trudno też stwierdzić, że osiągnęły sukces.

Dlaczego Bank Pocztowy w Polsce nie powtórzył sukcesu finansowej części francuskiej La Poste, od początku roku funkcjonującej już zresztą jako odrębny bank? Dlaczego nie udało się szerzej wypromować modnej ekologicznej odrębności Banku Ochrony Środowiska? Czemu przez lata Bank Gospodarki Żywnościowej był synonimem czarnej dziury, w którą mogły wpadać dowolne budżetowe pieniądze na dokapitalizowanie? A Bank Gospodarstwa Krajowego, po udanej przecież reaktywacji po zmianie ustroju, nie może być szerzej wykorzystywany niż obecnie?

– W połowie lat 90. rynek bankowy można było bardzo łatwo podbić, gdy znakomita część sektora była państwowa i przed restrukturyzacją – komentuje Marek Juraś, analityk Domu Maklerskiego BZ WBK.

Wszystkie te przypadki mają wspólny mianownik – udziały bezpośrednie lub pośrednie Skarbu Państwa i zaplątanie w politykę. Oczywiście nie można zrzucać winy tylko na politykę. Jednak kiedy po raz kolejny, przy okazji debaty o prywatyzacji, która odbyła się w Sejmie w pierwszej połowie maja, słychać apele o odpolitycznienie gospodarki i prywatyzację, zamykające w znacznym stopniu dostęp do stanowisk politycznym spadochroniarzom, trudno nie uznać, że nie ma czegoś na rzeczy.

Jeśli z kolei odrzucić polityczne sympatie i antypatie i np. porównać start na początku lat 90. BGŻ i Pekao SA, to tak naprawdę ten pierwszy dostał większą szansę. Miał przecież nieco lepszą sieć – 101 oddziałów i to nie tylko w dużych miastach. A Bank Pekao SA – 37 oddziałów i 61 agencji, razem więc 98 placówek. Tak było w 1994 r. Gdzie Pekao SA jest teraz, a gdzie BGŻ? Suma bilansowa Pekao SA na koniec I kwartału 2006 r. to ponad 64,1 mld zł, a BGŻ – ponad 17,1 mld zł. Oczywiście można powiedzieć, że Pekao SA wzbogaciło się o sieci BDK, PBKS i PBG. Ale trzeba było inicjatywy, aby to zrobić, konsekwencji w przekonstruowaniu tych banków w jedną strukturę i kapitału. BGŻ wyrósł jeszcze konkurent w dokładnie tej samej grupie docelowej, czyli banki spółdzielcze, obecnie beneficjenci środków płynących z integracji Polski z Unią Europejską. Z punktu widzenia sektora i samych banków spółdzielczych nie ma w tym nic złego. Jednak skala ich rozwoju pokazuje, co mógł osiągnąć BGŻ, startując przecież z potencjalnie lepszych pozycji. Być może po uzyskaniu inwestora, jakim jest Rabobank, znający przecież doskonale sektor spółdzielczy, BGŻ trochę nadrobi stracone lata.

BOŚ – bank z unikatowym pomysłem na powstanie, giełdowy, czyli z dostępem do źródeł finansowania, z misją ekologiczną. A więc z czymś nie tylko modnym, ale i potrzebnym. Pozyskał inwestora skandynawskiego, czyli z kraju, gdzie ekologia nie jest pustym słowem tylko praktyką. Rezultat jest jednak taki, że pogrążył się w politycznych i niejasnych sporach, także co do strategii rozwoju, a w dodatku jego przyszłość lokowana jest w dziedzinach, w których zasadniczo działa Bank Gospodarstwa Krajowego.

Sam BGK to ciągle niewykorzystany potencjał. Jego dalszy rozwój też może stanąć pod znakiem zapytania – skoro potrzebuje dokapitalizowania, o którym notabene nic na razie nie słychać. Właśnie wymieniono prawie całe kierownictwo. Nowy zarząd zaś będzie musiał poświęcić trochę czasu na przygotowanie dobrej strategii. W przypadku BGK można mówić, że niewykorzystanie możliwości wynika – kto wie, czy nie w największym stopniu – z nieumiejętności współdziałania polityków odpowiedzialnych za politykę gospodarczą z sektorem bankowym. Ten zaś jest postrzegany jako siedlisko zła, o czym świadczy powołanie kolejnej komisji śledczej, która zakłada, że uda jej się wytropić wielkie afery minionego piętnastolecia w sektorze bankowym.

Kolejna instytucja, która zmarnowała lata – to Bank Pocztowy. To chyba największa porażka. Gigantyczna sieć – dziś, poza ponad 70 własnymi oddziałami – 5,6 tys. placówek pocztowych. Oznacza to obecność nawet w tych środowiskach, które nie korzystają z usług bankowych. Swego czasu inwestorem był Prokom, który przecież, przynajmniej teoretycznie, był świetnym potencjalnym dostawcą systemu informatycznego. Teraz kolejny inwestor – PKO BP. I znów klapa. Brak współpracy z Pocztą Polską, która nie może sprzedawać np. tak prostych produktów, jak fundusze inwestycyjne, idące zresztą jak burza i będące istotnym strumieniem dochodów w innych bankach. Rosnąca sprzedaż kredytów jest niewątpliwie osiągnięciem.

Anna Lach

Więcej w czerwcowym numerze miesięcznika finansowego BANK
Źródło:
Przeczytaj w Pulsie Biznesu
Pstryk idzie po klientów koncernów energetycznych. Celuje w gospodarstwa domowe
Tematy
Nie tylko 0 zł za konto. Sprawdź, które rachunki firmowe naprawdę się opłacają
Nie tylko 0 zł za konto. Sprawdź, które rachunki firmowe naprawdę się opłacają

Komentarze (0)

dodaj komentarz

Powiązane: Sektor bankowy

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki