O godzinie 10:25 na londyńskim rynku kasowym za tonę miedzi płacono 9.430 dolarów, a więc o 2,2% mniej niż na zamknięciu czwartkowych notowań. Załamaniu uległa także paraboliczna trajektoria wzrostu cen srebra. Biały metal tanieje dziś o 2,5% i po tym, jak w poniedziałek zbliżył się do bariery 50 USD/oz, potaniał już o blisko cztery dolary na uncji.
Wyprzedaż metali przemysłowych to przede wszystkim pochodna sygnałów płynących z Chin. Informacje mówiące o przyspieszającej inflacji (5,4% w marcu) oraz rosnącej sprzedaży domów mogą skłonić władze do kolejnych podwyżek stóp procentowych i zaostrzenia regulacji w sektorze bankowym. Agencja Bloomberga powołując się na anonimowych informatorów podała, że chiński nadzór podwyższył wymagane indywidualne współczynniki wypłacalności dla pięciu największych banków.
Inwestorzy obawiają się, że coraz bardziej restrykcyjna polityka Pekinu doprowadzi do załamania kredytowo-inwestycyjnego boomu w Państwie Środka, co doprowadzi do spadku zapotrzebowania na surowce przemysłowe. Chiny są największym konsumentem rafinowanej miedzi i odpowiadają za blisko 40% światowego zapotrzebowania na ten metal.
Ryzyko dla surowcowej hossy stwarza też zakończenie drugiej rundy programu ilościowego luzowania polityki monetarnej w USA. Analitycy przewidują, że Fed zgodnie z planem do końca czerwca zakończy dodruk pieniądza (tzw. QE2), co ograniczy ilość gotówki na rynkach finansowych i skłoni inwestorów do zamykania spekulacyjnych pozycji na rynkach surowcowych.
K.K.




























































