To, że rozpędzona inflacja wywołuje negatywne emocje u 80 proc. Polaków, nie może specjalnie dziwić. Znacznie ciekawiej robi się, gdy pada pytanie o to, kto odpowiada za cenową galopadę. Jak się okazuje, w opinii badanych wcale nie są to sklepy.


W sondażu przeprowadzonym przez UCE Research i platformę ePsycholodzy.pl, którego wyniki jako pierwsza opublikowała "Rzeczpospolita", zapytano respondentów, jakie zachowania inflacja wymusza na nich w trakcie wizyty w sklepach. Zdecydowanie najwięcej badanych, bo 50,3 proc., przyznało, że musi ograniczać zakupy.
Pretensje do polityków, nie do sklepów i producentów
24,4 proc. ankietowanych wybrało odpowiedź: "złoszczę się na polityków", a 15,5 proc. uważa, że przyczyną wysokich cen jest wojna, którą Rosja rozpętała w Ukrainie. Spoglądając na paragon po wyjściu ze sklepu, 14,8 proc. uczestników badania "przeklina pod nosem", 12,9 proc. "głośno komentuje wzrost cen", a 11,4 proc. "obraża polityków".
Przeczytaj także
Odpowiedź "obwiniam siebie" wskazało 10,8 proc. pytanych. Idąc dalej - pretensje do sieci handlowych ma 6,6 proc. badanych, z kolei producentów i dostawców za inflację obwinia odpowiednio: 5 i 4,7 proc. respondentów.
- Konsumenci są w stanie racjonalnie ocenić, z czego wynika wzrost cen, który dotyczy wszystkich. Droga energia od stycznia 2022 r. nie była efektem wojny w Ukrainie, to były polityczne decyzje na różnych szczeblach, podobnie w przypadku gazu, paliw itp. Dodatkowo widzą, jaka jest sytuacja w całym łańcuchu dostaw, dlatego trudno byłoby przerzucać efekty na producentów czy sklepy. To akurat strony, które są ofiarami tego trendu i ceny po prostu muszą podnosić - tak wyniki badania skomentował w rozmowie z "Rzeczpospolitą" Andrzej Gantner, wiceprezes i dyrektor generalny Polskiej Federacji Producentów Żywności.

ML






























































