Wczoraj Dow Jones oraz S&P500 w ostatniej godzinie handlu zyskały po przeszło 1%, choć jeszcze na początku sesji testowały tegoroczne minima. Pod kreską znalazł się Nasdaq, któremu szkodziły taniejące akcje producentów półprzewodników.
Dzisiejsza sesja może pokazać, czy wczorajsze odbicie było tylko techniczną reakcją rynku, czy też może zapoczątkować poważniejszy ruch w górę, stanowiący odreagowanie majowej fali spadków.
Pomóc w tym mają przecieki napływające z Chin. Agencja Reuters powołując się na wysoko postawionego urzędnika państwowego, podaje, że w maju chiński eksport był o połowę większy niż rok wcześniej. Wyższe od prognoz ekonomistów miałyby być także statystyki dotyczące inflacji i podaży kredytu. Oficjalne publikacje tych danych przewidziane są na czwartek i piątek.
Z drugiej strony jakiekolwiek zwyżki amerykańskich indeksów mogą zostać zatrzymane przez dane z Departamentu Skarbu. Amerykański rząd bez większego rozgłosu zaprezentował statystyki, które każdy inny kraj przyprawiłyby z miejsca o poważny kryzys walutowy. Według rządu do 2010 roku zadłużenie USA sięgnie 19,6 biliona dolarów, co ma stanowić 102% PKB. Na ten rok przewidziano 13,6 biliona USD długu, czyli równowartość 95,8% PKB. Liczby te nie obejmują gwarancji, jakie amerykańskie władze udzieliły na przeszło pięć bilionów długu hipotecznego Amerykanów.
Na to nałożą się jeszcze sygnały płynące z Rezerwy Federalnej. W trakcie sesji na rynek trafi tzw. Beżowa Księga, która w anegdotyczny sposób obrazuje stan gospodarki widziany oczami regionalnych oddziałów Fed-u. Inwestorzy wysłuchają też dwóch publicznych wystąpień Bena Bernanke. Pierwsze rozpocznie się o godzinie 16:00 czasu polskiego, a drugie już po zakończeniu handlu na Wall Street.
K.K.





























































