Kampania prezydencka nie jest tania. Zdaniem ekspertów największe partie zapewne przeznaczą na nią kwoty w granicach limitu, a więc między 24 a 25 mln zł. PiS ze względu na perturbacje związane ze sprawozdaniem finansowym z 2023 rok założył w tym celu zbiórkę. "Ludzie będą wpłacać. Przecież nie będą patrzyli bezczynnie" - zaznaczył w "Fakcie" skarbnik PiS Henryk Kowalczyk.


24 czy 25 mln zł to minimum dla PiS i PO, jeśli chodzi o budżet na kampanię prezydencką - wyjaśniają politolodzy. Ze względu na fakt, że PKW odrzuciła sprawozdanie finansowe partii za 2023 rok, będzie ona miała problem, by przeznaczyć ze "swojej" kieszeni. Może bowiem spowodować odebranie subwencji w wysokości ponad 75 mln zł na trzy lata. Zapewne więc będzie przeprowadzał akcje mobilizujące swoich zwolenników, ruszą zbiórki czy w lokalną - napisał "Fakt".
- Sądzę, że ludzie będą wpłacać. Przecież nie będą patrzyli bezczynnie - powiedział Henryk Kowalczyk cytowany przez gazetę. PiS zaskarżyło do Sądu Najwyższego uchwałę Państwowej Komisji Wyborczej o odrzuceniu sprawozdania finansowego za 2023 rok. PKW zarzuciło partii wykorzystanie środków publicznych m.in. pochodzących z budżetów innych ministerstw, by opłacać kampanię wyborczą w 2023 roku.
- Ten lament, trochę na taką "dziewczynkę z zapałkami" nikogo nie wzrusza - komentuje sprawę dr Mirosław Oczkoś, ekspert od marketingu politycznego także w "Fakcie".
opr. aw






























































