Prezydent Egiptu Abdel Fattah el-Sisi i następca tronu Arabii Saudyjskiej Mohammed bin Salman spotkali się we wtorek w Kairze. Ograniczenie żeglugi przez Ormuz zwiększyło rolę Egiptu i jego wpływy z transportu ropy. Dochodom tym zagraża jednak ofensywa jemeńskich Huti w rejonie cieśniny Bab al-Mandab.


Egipt i Arabia Saudyjska są ważnymi partnerami gospodarczymi. Podczas spotkania przywódcy podkreślili znaczenie bezpieczeństwa żeglugi przez Morze Czerwone i cieśninę Bab al-Mandab, a Kair potępił ostatnie ataki Huti na Arabię Saudyjską.
W ostatnich dniach Huti wyparli siły wspierające uznawany międzynarodowo rząd Jemenu z kolejnych terenów nad Morzem Czerwonym. Zajęli m.in. strategiczną wyspę Perim (Majjun) w cieśninie, zwiększając zagrożenie dla statków na jednym z najważniejszych szlaków żeglugowych łączących Morze Czerwone z Oceanem Indyjskim.
Znaczenie Egiptu wzrosło po wybuchu wojny z Iranem i ograniczeniu żeglugi przez cieśninę Ormuz, którą przed konfliktem transportowano około jednej piątej światowych dostaw ropy. Arabia Saudyjska mogła częściowo ominąć Ormuz, przesyłając surowiec rurociągiem Wschód–Zachód przez Półwysep Arabski do portu Janbu nad Morzem Czerwonym. Stamtąd ropa przeznaczona dla odbiorców europejskich i azjatyckich płynęła na północ do Egiptu.
Nie wszystkie w pełni załadowane tankowce przepływają przez Kanał Sueski. Duże jednostki mają ograniczenia zanurzenia, dlatego część ropy jest wyładowywana w Ajn Suchna nad Zatoką Sueską i trafia do rurociągu Sumed. Dwa równoległe rurociągi o łącznej przepustowości około 2,5 mln baryłek dziennie prowadzą przez Egipt do Sidi Kerir nad Morzem Śródziemnym. Tam ropa jest ponownie ładowana na tankowce i wysyłana m.in. do Europy, w tym do Polski.

Według amerykańskiej Agencji Informacji Energetycznej (EIA) w 2023 r. przez Kanał Sueski i rurociąg Sumed przepływało łącznie średnio 8,8 mln baryłek ropy i produktów naftowych dziennie. Przez Egipt przechodzi jedna z głównych tras transportu surowca z Zatoki Perskiej do Europy, pozwalająca uniknąć znacznie dłuższej drogi wokół Afryki. Po ograniczeniu żeglugi przez Ormuz szlak przez Egipt zaczął być też wykorzystywany do transportu saudyjskiej ropy do Azji, choć wymaga to następnie opłynięcia Afryki.
Po wybuchu wojny w Strefie Gazy w 2023 r. Huti wznowili ataki na statki na Morzu Czerwonym i w rejonie cieśniny Bab al-Mandab. W rezultacie w 2024 r. przepływ przez Egipt spadł niemal o połowę. Sytuacja zaczęła się zmieniać po wybuchu 28 lutego wojny z Iranem i ograniczeniu przez Teheran żeglugi przez Ormuz. Część saudyjskiej ropy zaczęto wówczas transportować rurociągiem Wschód–Zachód do Janbu nad Morzem Czerwonym, a stamtąd tankowcami do Egiptu. W drugim kwartale 2026 r. przez Kanał Sueski i Sumed przepływało łącznie średnio 5,8 mln baryłek dziennie.
Po atakach dronów Arabia Saudyjska musiała jednak czasowo wyłączyć rurociąg Wschód–Zachód. Według źródeł Reutersa zapasy eksportowe w Janbu mogą wystarczyć na pięć–siedem dni, dodatkowe, ale ograniczone ilości ropy znajdują się w magazynach w Ajn Suchna i Sidi Kerir.
Dochody Egiptu z Kanału Sueskiego wciąż są znacznie niższe niż przed kryzysem na Morzu Czerwonym w 2024 r., ale w 2026 r. zaczęły się odbudowywać. Korzyści, jakie Egipt czerpał z ograniczenia żeglugi przez Ormuz i przekierowania części saudyjskiego eksportu, są jednak zagrożone przez ataki Huti na Arabię Saudyjską i wstrzymanie przesyłu ropy rurociągiem Wschód–Zachód.
Ekspert: Z powodu wojny i działań Huti eksport saudyjskiej ropy znalazł się w podwójnym uścisku
Ograniczenie ruchu w cieśninach Ormuz i Bab al-Mandab jest jak podwójny nelson założony Rijadowi - powiedział PAP dr hab. Ernest Czermański, prof. Uniwersytetu Gdańskiego. Podkreślił, że mimo poważnych trudności z eksportem ropy naftowej, Arabia Saudyjska ma kilka wariantów wyjścia z tej sytuacji.
Szef katedry Transportu i Handlu Morskiego Uniwersytetu Gdańskiego (UG) przypomniał, że od ponad pół roku, w reakcji na rozpoczęcie wojny przez Izrael i USA, Iran prowadzi blokadę cieśniny Ormuz, która poważnie zachwiała dostawami ropy naftowej i spowodowała gwałtowny wzrost cen surowca.
- Na te ograniczenia nałożyły się w ostatnich dniach trudności dotyczące alternatywnych szlaków eksportowych: uzyskanie przez jemeńskich rebeliantów Huti możliwości faktycznej kontroli nad cieśniną Bab al-Mandab, a także unieruchomienie rurociągu Wschód-Zachód, który przebiega przez Arabię Saudyjską – powiedział rozmówca PAP.
Podkreślił, że w ten sposób saudyjska ropa może być eksportowana jedynie do portów Morza Czerwonego i dalej przez Kanał Sueski na Morze Śródziemne. Transport z Zatoki Perskiej lub przejście z Morza Czerwonego na południe jest obecnie prawie niemożliwe albo obarczone ogromnym ryzykiem, a zatem i kosztami ubezpieczeń.
W ocenie eksperta dwa samonarzucające się rozwiązania, przynajmniej doraźne, to transport ropy naftowej i jej produktów przez Kanał Sueski lub jakaś forma porozumienia z Iranem, a zarazem ze wspieranymi przez nich Huti.
Profesor UG zaznaczył, że jeśli chodzi o pierwszą kwestię, to z przyczyn technicznych przez Kanał Sueski nie mogą przepływać pod pełnym załadunkiem największe tankowce: VLCC (very large crude carriers) o całkowitej nośności DWT do 300 tys. ton oraz ULCC (ultra large crude carriers) o DWT przekraczającej 300 tys. ton. DWT to łączny ciężar ładunku, paliwa, wody, prowiantu i zapasów statku.
Czermański dodał, że takie rozwiązanie, jak tzw. odchudzanie tankowca generowałoby wiele dodatkowych kosztów. Taki proces polega na załadunku VLCC i ULCC do połowy, by były w stanie przejść przez Kanał Sueski, a następnie dopełnianie ich ropą dostarczoną przez egipski rurociąg SUMED, który łączy Morze Czerwone ze Śródziemnym, by dalszą podróż odbyły pod pełnym załadunkiem.
Ekspert wyjaśnił, że zamiana floty VLCC czy ULCC na mniejszą, w tzw. klasie Suezmax, w której typowe jednostki mają nośność ok. 150 tys. DWT, może zwiększać jednostkowy koszt frachtu ropy z Bliskiego Wschodu do Europy o ok. jedną trzecią, a na dłuższych relacjach, np. do USA, różnica może dochodzić do ok. 40-50 proc.
- Drugim rozwiązaniem pozostaje porozumienie polityczne z Iranem ws. swobody żeglugi przez Ormuz. Trudno dziś przewidzieć cenę takiej umowy – niekoniecznie finansową. Słyszałem o pojedynczych porozumieniach pozwalających na przejście danego statku przez Ormuz na Ocean Indyjski za 1-2 mln USD, ale brak jest przesłanek do uogólniania tego zjawiska, ani tym bardziej wnioskowania, że powstał cennik dla armatorów za przejście przez Ormuz – podkreślił Czermański.
W jego ocenie alternatywą są rurociągi poprowadzone lądem, ale – jak zauważył – to inwestycje na kilka lat, a ponadto rurociągi „mogą w dalszej perspektywie zmniejszyć zależność regionu od Ormuzu, ale nie są rozwiązaniem obecnego kryzysu”.
- Co więcej, atak na saudyjski rurociąg pokazuje, że przeniesienie transportu z morza na ląd nie usuwa ryzyka geopolitycznego, a jedynie zmienia jego charakter – zaznaczył rozmówca PAP.
W opinii Czermańskiego, obecny kryzys może ponownie otworzyć dyskusję o ekonomicznej wartości strategicznych cieśnin i o sposobie finansowania bezpieczeństwa żeglugi w takich miejscach, jak Malaka w Azji Południowo-Wschodniej. Zwrócił uwagę, że nie oznacza to prostego wprowadzenia opłaty tranzytowej, bo „swobodę przejścia przez cieśniny używane do żeglugi międzynarodowej chroni prawo morza”.
- Problem polega na tym, że światowy system transportu ropy traci kolejne poziomy redundancji: najpierw ograniczono żeglugę przez Ormuz, więc większego znaczenia nabrały saudyjski rurociąg Wschód–Zachód i eksport przez Morze Czerwone, teraz uszkodzony został sam rurociąg, a jednocześnie wzrosło ryzyko żeglugi przez Bab al-Mandab. To klasyczny przykład kumulacji ryzyka w globalnym łańcuchu dostaw energii – kolejne alternatywne rozwiązania są zagrożone – podkreślił naukowiec z UG.
Zdaniem eksperta dla Polski ten kryzys nie jest abstrakcją. Arabia Saudyjska jest jednym z głównych dostawców ropy do polskich rafinerii, a część tego strumienia dociera do Europy właśnie przez system Janbu (saudyjski port nad Morzem Czerwonym) – SUMED – Sidi Kerir (egipski terminal nad Morzem Śródziemnym). - Dlatego obecne wydarzenia pokazują, że dywersyfikacja powinna oznaczać nie tylko różnych dostawców, lecz także różne kierunki i szlaki logistyczne, a także alternatywne źródła energii – ocenił prof. UG Ernest Czermański. (PAP)
piu/ adj/
baj/ mal/
































































