Przed warszawskim sądem toczy się proces propagatora medycyny niekonwencjonalnej Jerzego Zięby, który oskarżony został o sprzedaż produktów leczniczych bez pozwolenia. Podczas rozprawy zeznawał lekarz, który opowiadał o sprzedawanym przez Ziębę produkcie o nazwie mumio.


Proces Jerzego Zięby (oskarżony wyraził zgodę na podawanie pełnych danych osobowych - PAP) i jego wspólników, którego celem jest ustalenie, czy poprzez sprzedaż na stronach internetowych produktów złamali prawo farmaceutyczne i ustawę o bezpieczeństwie żywności i żywienia, ruszył w czerwcu 2023 r.
Oskarżenie dotyczy sprzedaży na stronach internetowych środków, którym przypisywano właściwości zapobiegania chorobom i ich leczenia, czym oskarżeni mieli złamać prawo farmaceutyczne. Chodzi m.in. o sprzedaż CBD, nanosrebra i nanozłota, wyciągów z trawy jęczmiennej i pszenicznej. Prokuratura osobno potraktowała sprzedaż beta karotenu i mumio. Te środki mogły - zdaniem oskarżenia - spowodować zagrożenie dla zdrowia i życia. W pierwszym przypadku ze względu na zalecaną dawkę, a w drugim - z powodu zanieczyszczenia.
Lek na wszystko czy zagrożenie dla zdrowia? Starcie w sądzie
W trakcie rozprawy zeznawał kolejny świadek - lekarz, który wypowiadał się na temat tzw. mumio (organiczno-mineralna substancja, która powstaje w wyniku naturalnego rozkładu materii roślinnej w wysokogórskich warunkach - PAP). Jak wyjaśnił, to naturalny olej skalny powstający w górach m.in. w Kirgizji, czy w Indiach.
Lekarz wskazał, że w skład mumio zmienia się w zależności od terenu, z jakiego jest pozyskiwane. Zapytany, czy jest to zwykła żywność, środek spożywczy, czy suplement diety podkreślił, że to coś pomiędzy suplementem a żywnością specjalnego przeznaczenia. Przypomniał, że UE zakwalifikowała mumio jako suplement diety.

Jest zasadnicza różnica pomiędzy suplementami diety a produktem leczniczym. Wszystkie substancje, które mają status leków muszą być poddane badaniom - wyjaśnił lekarz.
Podkreślił, że jeśli mumio będzie przyjmowane zgodnie z zaleceniami, to nie będzie stwarzać problemów zdrowotnych.
Zięba tłumaczy się w sądzie ze sprzedaży "mumio"
W trakcie rozprawy krótkie wyjaśnienia złożył też Jerzy Zięba. - Mówimy cały czas o substancjach śladowych, a prokuratura używa określenia: metale ciężkie. One występują w ilościach śladowych w mumio. Nie ma obowiązku, żeby tego typu substancje były wymienianie na etykiecie. Nie istnieje również coś takiego, jak konieczność usuwania metali ciężkich z mumio, bo występują w ilościach śladowych - mówił Zięba. Dodał, że mumio przyjmuje się w milionowych dawkach na całym świecie.
Kolejny termin rozprawy sąd wyznaczył na 9 października. Wówczas mają zeznawać kolejni świadkowie.
W kwietniu 2019 roku policja w asyście warszawskiej prokuratury weszła do magazynu firmy związanej z Jerzym Ziębą. Ten zamieścił wówczas relację na portalu społecznościowym, z której wynikało, że w siedzibie firmy są funkcjonariusze i zabezpieczają towar, który jest sprzedawany w sklepie.
Prokuratura informowała wtedy, że nadzoruje dochodzenie dotyczące wytwarzania, importu lub obrotu produktami leczniczymi. Postępowanie wszczęto w związku z pisemnym zawiadomieniem Rzecznika Praw Pacjenta, który na podstawie opinii biegłych wyraził podejrzenie, że sprzedawane są produkty lecznicze bez wymaganych zezwoleń.
We wrześniu 2020 roku do Sądu Rejonowego Warszawa Śródmieście w Warszawie trafił akt oskarżenia w tej sprawie.
Od oskarżeń o szarlatanerię po wizytę u prezydenta. Trwa proces Jerzego Zięby
Jerzy Zięba to propagator medycyny niekonwencjonalnej. W marcu 2023 r. Zięba został prawomocnie skazany za znieważenie i zniesławienie poznańskich lekarzy we wpisie w mediach społecznościowych, w którym była mowa m.in. o „bezlitosnych +lekarskich+ mózgach z licencją na zabijanie".
Ostatnio zrobiło się o nim również głośno w kontekście spotkania w Kancelarii Prezydenta RP z jego udziałem i Adamem Kanią - przedstawicielami środowisk sprzeciwiających się nowelizacji ustawy tzw. lex szarlatan.
Prezydent Karol Nawrocki rządową nowelizację Ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta (RPP) tzw. lex szarlatan skierował do Trybunału Konstytucyjnego w trybie kontroli prewencyjnej. To oznacza, że przepisy, które według rządu miały pomóc w walce z pseudomedycznymi praktykami, nie będą obowiązywały, dopóki Trybunał nie wypowie się na temat jej zgodności z konstytucją.
Jednocześnie prezydent złożył do Sejmu projekt nowelizacji ustawy, „żeby ścigać i karać szarlatanów”. Propozycja legislacyjna została opublikowana też na stronie internetowej prezydenta. Prezydencki projekt przewiduje kary więzienia za nakłanianie do stosowania niekonwencjonalnych oddziaływań, jeśli będzie to skutkowało narażeniem osoby nakłanianej na niebezpieczeństwo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu lub niebezpieczeństwo utraty życia. Najwyższa kara - do 15 lat pozbawienia wolności - ma grozić, jeśli dojdzie do śmierci.
akuz/ agz/ mhr/






























































