Po fatalnym lutym (największe spadki od roku 1933) posiadaczy akcji czeka bardzo trudny marzec. Indeks S&P 500 wyrysował wieloletnią formację podwójnego szczytu i wczoraj spadł do najniższego poziomu od grudnia 1996 roku, pokonując granicę 740 punktów. Niektórzy już widzą poziom o przeszło trzysta punktów niższy.
Ale trudno sobie wyobrazić, by tak niskie ceny akcji nie skłoniły niektórych inwestorów do wystawienia zleceń kupna. Wiele może więc zależeć od danych z gospodarki. Jeśli indeks ISM dla sektora wytwórczego wbrew prognozom analityków wzrośnie drugi miesiąc z rzędu, to na rynek od razu powrócą teorie głoszące ożywienie gospodarcze już w drugiej połowie roku. Dzisiaj opublikowane zostaną jeszcze raporty o wydatkach i dochodach Amerykanów oraz dane z budownictwa, które jednak nie powinny mieć większego wpływu na decyzje inwestorów.
Z drugiej strony wciąż niepokoi sytuacja w branży finansowej. Potwierdziły się wcześniejsze odniesienia o wynikach kwartalnych AIG – największa amerykańska grupa ubezpieczeniowa poinformowała o 61,7 mld dolarów straty. W całym 2008 AIG przepuściła rekordowe 99,3 mld $. Rząd Stanów Zjednoczonych zobowiązał się dokapitalizować firmę kwotą 30 mld $.
Inwestorom nie mógł się też spodobać komunikat brytyjskiego banku HSBC, który jak do tej pory całkiem nieźle znosił globalny kryzys finansowy. Spółka chce pozyskać od akcjonariuszy 12,5 mld funtów nowego kapitału, a zysk netto za 2008 rok spadł o 70%.
Tymczasem na przeszło dwie godziny przed rozpoczęciem notowań na Wall Street na rynkach w Europie rządzą giełdowe niedźwiedzie. Główne indeksy spadają po 3-4%. Czerwień bije też z rynku terminowego: kontrakty na S&P 500 tracą 2,5%, zaś futures na indeks Nasdaq100 zniżkują o 2,3%.
K.K.






























































