- Każdy, kto prowadzi biznes, taki portret chce mieć w swoim biurze. To podobno przynosi szczęście firmie. Żyd w gabinecie dyrektora oznacza zyski i wieloletnie powodzenie w sprawach finansowych - wyjaśnia artystka. Dodaje, że woli postacie na portretach nazywać Semitami, a nie Żydami, bo to mogłoby kogoś obrazić. - Nazwa Semita jest neutralna - tłumaczy.
Nie może narzekać na brak chętnych. Wieść o szczęśliwych obrazach
rozniosła się jak błyskawica po całym kraju. Nawet ludzie o umysłach
ścisłych, którzy nie wierzą w przesądy, zastanawiają się nad kupnem
takiego portretu.
- Wypożyczyłam książkę "Żydzi polscy". To była moja malarska ściągawka na
pierwszy raz. Teraz maluję z głowy. Portret Semity jest typowy. Ma na
głowie kapelusz, długie pejsy, ciemne oczy, wydatny nos i podłużną twarz.
To typowy rys - mówi Danuta Łuczkiewicz.
Ciekawostką jest to, że nie ma szans na otrzymanie portretu w formie prezentu. - Portret należy kupić, bo inaczej nie będzie działał - dodaje malarka. Artystka nie chce ujawnić, kim są jej klienci, ale przyznaje, że wielu znanych na Pomorzu i nie tylko.
Czy rzeczywiście portret Żyda przynosi szczęście? Wiedzą to tylko sami biznesmeni. - Niech to pozostanie moją słodką tajemnicą - mówi jeden z biznesmenów, któray ma w swojej firmie portret Żyda. - Powiem tylko, że narzekać nie mogę. Czy to zasługa portretu? Nie wiem i nie zastanawiam się nad tym.
Dziennik Bałtycki
Mateusz Węsierski

































































