O poranku europejskich inwestorów zmroziła wiadomość zza Atlantyku: Fed postanowił nieoczekiwanie szybko podwyższyć stopę dyskontową. Jednocześnie amerykańskie władze monetarne cały czas tłumaczyły, że nie oznacza to zaniechania skrajnie ekspansywnej polityki pieniężnej. Ale na otwarciu w Europie nikt w to nie wierzył: indeksy traciły po prawie 1%.
Jednakże później było już tylko lepiej. Kojąco na nerwy inwestorów podziałały lutowe wskaźniki PMI. Indeks dla przemysłu w strefie euro nieoczekiwanie wzrósł z 52,4 do 54,1 pkt. (oczekiwano 52,6 pkt.) Przykrą niespodzianką był za to spadek wskaźnika w sektorze usług. Lecz regres był minimalny (z 52,5 do 52,0 pkt.), więc nie wzbudził większego niepokoju.
Dobre informacje nadeszły też z Nestle SA. Szwajcarski koncern spożywczy planuje w tym roku zwiększyć sprzedaż o 3,9%. Równocześnie zarząd liczy na wyższe marże i podwyższa dywidendę o 14%. Nic dziwnego, że walory Nestle podrożały dziś o 2,4%.
Ale kluczowym momentem piątkowej sesji było wejście na rynek Amerykanów. Inwestorzy z USA wykazali się swoim legendarnym już optymizmem i uznali, że pierwsza od czterech lat podwyżka stopy dyskontowej to nic takiego. I że wciąż warto kupować akcje.
Kontynuacja wzrostów na nowojorskich parkietach nie mogła przejść bez echa na Starym Kontynencie. Główny indeks w Londynie – FTSE100 – zyskał 0,6%. O tyle samo urósł paryski CAC40, zaś we Frankfurcie DAX poszedł w górę o 0,7%.
K.K.































































