
Wizz Air we wrocławskim porcie lotniczym, fot. Bankier.pl
99 zł za godzinną podróż z Wrocławia nad Bałtyk było ofertą, która przysporzyła OLT wielu klientów. Za tę samą cenę, w czasie krótszym niż 60 min pokonywało się dystans pomiędzy stolicą a innymi dużymi polskimi miastami, co powodowało, że od kwietnia 2012 r., kiedy startował OLT, samolot stał się też popularnym środkiem transportu w podróżach służbowych. Podjęta raptem w kilka miesięcy po debiucie decyzja o zaprzestaniu lotów pozostawiła niedosyt i nadzieję, że szlaki zostały przetarte i wkrótce doczekamy się drugiego OLT Express. Do tej pory tak się jednak nie stało.
Ambitny plan, założenia błędne
OLT wdrożył w życie plan z punktu widzenia branży wprost niewiarygodny. Proponował znacznie krótszy wobec alternatywnych środków transportu czas podróży, przyzwoity komfort (z poczęstunkiem na pokładzie), dużą częstotliwość lotów (codzienne kursy w obie strony), w porach umożliwiających zorganizowanie podróży tam i z powrotem w ciągu jednego dnia.
W czerwcu, na miesiąc przed zaprzestaniem działalności, przewoźnik dzielił się cząstkowymi wynikami. Pominąwszy kwiecień, miesiąc rozruchu, analizie poddano maj. Samolotami tej marki przewieziono w tym czasie 128 tys. pasażerów (co oznacza ponad 4,1 tys. pasażerów na pokładach samolotów OLT każdego dnia), a współczynnik wykorzystania miejsc pasażerskich wyniósł 71%. Takie osiągi można było uznać za sukces, zwłaszcza przy rosnącym dopiero zainteresowaniu pasażerów, umacniających się w przekonaniu, że cena 99 zł to nie marketingowy chwyt z gwiazdką, tylko faktyczna stawka za lot rezerwowany z niewielkim wyprzedzeniem.
W tej ofercie od początku doszukiwano się znamion efektywności. Na próżno. Nawet bowiem mając do dyspozycji niewielkie samoloty ATR-72, organizowanie codziennych przelotów na raptem kilkusetkilometrowych odcinkach zakrawało o skrajną nieefektywność. – Nie da się zapewnić takich cen przy ponoszeniu wysokich kosztów – mówił w wywiadzie dla Bankier.tv Michael Powell, dyrektor finansowy linii lotniczej Wizz Air. – Rynek potrzebuje przewoźnika działającego efektywnie, a OLT nim nie był – komentował w rozmowie.
Należy jednak z góry ostudzić zapały tych, którzy na miejscu OLT widzieliby popularnych w Polsce tanich przewoźników. Taka oferta, mimo że znalazłaby grupę wiernych klientów, wciąż byłaby niewystarczająco opłacalna.
Odpowiedzialny za finanse Wizz Air Michael Powell szybko ucina rozważania o kursach pomiędzy polskimi miastami. – Z wielkim zainteresowaniem śledziliśmy wejście na rynek firmy OLT. Wizz Air nie obsługuje żadnych połączeń krajowych w Polsce, więc faktycznie można by twierdzić, że na rynku powstała luka. My jednak nie zamierzamy jej wypełniać – mówił Michael Powell w wywiadzie dla Bankier.tv.
Skąd tak zdecydowana postawa, mimo że węgierski przewoźnik ma nad Wisłą silnią reprezentację, bo jedna trzecia jego floty obsługuje właśnie loty z i do Polski? Powell wyjaśnia: – Dysponujemy tylko jednym modelem samolotu na 180 miejsc i nie jest on odpowiedni do obsługi krótkich lotów krajowych. Nie planujemy zatem wejścia na ten rynek.
Malwina Wrotniak, Bankier.pl























































