W Warszawie zapowiada się kolejny dzień czekania na Godota
Wczorajsza sesja w USA jest już prawie w cenach w Eurolandzie. Prawie, bo indeksy w USA wzrosły jeszcze wyraźniej po zamknięciu giełd w Europie. Ponieważ rynki europejskie (za wyjątkiem naszego) chodzą jak posłuszne pieski przy nodze pana rodem ze Stanów, więc można zakładać, że nadal będzie panował ostrożny optymizm i czekanie, co pan i władca postanowi. Nawet, jeśli będą spadki to niewielkie – mało kto będzie zawracał sobie głowę takimi detalami jak mały obrót na dużym wzroście w USA czy bliskość linii szyi formacji RGR na S&P 500. Zresztą na DAX i FTSE te linie zostały już naruszone.Po sesji fatalne wyniki podał Agilent Technologies (producent testerów i sprzętu pomiarowego). Strata o 100% przekroczyła oczekiwania Wall Street (31 vs 15 centów na akcję). Kurs spółki notowanej na NYSE w czasie sesji wzrósł o 9,3% (po tym widać, jakie fundamenty miały te wzrosty). Po sesji, mimo wręcz dramatycznych wyników spadł tylko o 7,2 %.Widać, jak zmieniło się w ciągu ostatnich 2 tygodni nastawienie inwestorów – kilkanaście dni temu spadałby ponad 20%. Być może na skutek tej informacji oraz normalnego oczekiwania na korektę AHI spadł o 0,21%, kontrakty są w okolicach zera. To jednak ma zerowe znaczenie. Liczą się tylko nastroje i technika.
Dzisiaj o 14.30 dowiemy się jaki deficyt handlowy miały USA w czerwcu (prognoza 37,8 mld $). Bardzo rzadko jednak te dane wnoszą coś nowego do sesji. Jak zawsze piszę: warto spojrzeć na strukturę, żeby zobaczyć czy widać ożywienie i czy eksporterzy mogą liczyć na większe zyski.
U nas wczorajsze dane o inflacji były znowu znakomite (chociaż widać, że nadal nie ma popytu wewnętrznego, a to już mniej cieszy), co musi skłonić RPP do obniżki stóp (28.08) – szczególnie, jeśli prawdą są enuncjacje prasowe mówiące o tym, że deficyt budżetowy na 2003 rok ulegnie zmniejszeniu. Dzisiaj dowiemy się o 16.00 jaka była dynamika produkcji przemysłowej. Prognozy mówią, ze może sięgać powyżej 6%, ale przede wszystkim ze względu na różnice w dniach roboczych. Te dane, jeśli będą słabe, również powinny ułatwić zadanie RPP.
Ze spółek na nasz rynek nie napłynęły żadne informacje. Może oprócz przesunięciu terminu zakupu ET od Elektrimu przez konsorcjum BRE. Jednak to przesunięcie jest tak niewielkie, że praktycznie bez znaczenia.
Omawianie sytuacji dzisiaj byłoby dzieleniem włosa na czworo. Gołym okiem widać, że fundusze czekają aż jakiś kapitał spekulacyjny zainteresuje się na chwilę naszym rynkiem. Zawsze w końcu się tak działo, więc dlaczego teraz ma być inaczej? Same niechętnie chcą ruszać do góry. Uzasadnianie marazmu tym, że spółki podały złe wyniki, że są złe perspektywy itp. itd. nie ma specjalnie sensu. W Eurolandzie i USA jest taka sama sytuacja, a indeksy rosną.
Zaczniemy oczywiście od plusów, ale dzięki wczorajszemu, reżyserowanemu, fixingowi do oporu (na świeczkach) na WIG-20 pozostało aż 17 punktów. Radziłbym jednak pamiętać, że przez ¾ sesji indeks WIG-20 stał tuż przy oporze (w cenach zamknięcia) 1088 pkt. i tu jest w miarę normalny punkt równowagi. Sytuacja jest taka, że wybicie może nastąpić w najmniej spodziewanym momencie (jak zwykle u nas), więc trzeba ciągle obserwować rynek, a przede wszystkim obrót. Nie mają znaczenia zachowania rynków europejskich. Widać, że ich wzrosty nas nie prowadzą do góry, a spadki byłyby bez znaczenia (na razie byłaby to tylko korekta).



























































