Piękny tytuł, piękne uzasadnienie, a w środku prawie nic - w ten sposób projekt ustawy ws. tzw. tarczy antykryzysowej 3.0 ocenił Jarosław Urbaniak (KO). Według niego projekt ma istotne braki, natomiast zawiera szereg "wrzutek" i "brudów", które nie mają nic wspólnego z walką z kryzysem.
Sejm rozpoczął w środę po południu pracę nad rządowym projektem nowelizacji niektórych ustaw w zakresie działań osłonowych w związku z rozprzestrzenianiem się wirusa SARS-CoV-2, zwanym potocznie "tarczą antykryzysową 3.0".
Jarosław Urbaniak, który zabrał w Sejmie głos jako przedstawiciel klubu Koalicji Obywatelskiej, ocenił, że to kolejny projekt ustawy "niby dotyczący walki ze skutkami epidemii i kryzysu gospodarczego". "Piękny tytuł, piękne uzasadnienie, a w środku prawie nic" - uznał poseł Koalicji Obywatelskiej.
Jak dodał, projekt to prawie 200 stron, a "tak naprawdę to, co w nim dobre, zmieściłoby się na jednej stronie". "Tak naprawdę to, co dobre w tej ustawie, to realizacja naszych postulatów, Koalicji Obywatelskiej, które zgłosiliśmy przy poprzednich projektach ustaw. A jeśli zobaczyć, co w tym jest, to nie ma w tym nic" - powiedział Urbaniak.
Niedociągnięcia tarczy 3.0
Wskazał braki, które - według niego - ma projekt, w kwestii m.in. braku powszechnych testów na koronawirusa dla służb medycznych czy zniesienia ograniczeń w handlu w niedziele. "Nadal nie ma uwolnienia pieniędzy pochodzących z VAT, z podzielonej płatności. To są pieniądze polskich podatników, pozwólcie chociaż polskim podatnikom płacić wynagrodzenia z tych pieniędzy. Oczywiście nie ma też słowa na temat ruchu przygranicznego. Pozwólcie polskim podatnikom pracować, a także polskim pracodawcom, aby przyjeżdżali do nich pracownicy z zagranicy" - mówił Urbaniak, zwracając się do polityków PiS.

Według niego rząd powinien też "poluzować" przepisy dotyczące specjalnych stref ekonomicznych; w przeciwnym razie - jak przekonywał - tysiące polskich firm czeka bankructwo.
Lub czasopisma
Urbaniak krytykował też zaproponowane w "tarczy 3.0" zmiany, które - w jego ocenie - stanowią "wrzutki", mające ukryć "brudy" w projekcie. W tym kontekście wspomniał m.in. zmianach w ustawie o dowodach osobistych. "Jedno słowo zamienione - słynne +lub czasopisma+. Jak zamienicie słowo +prawne+ na +faktyczne+, rząd będzie miał lepszy, łatwiejszy dostęp do danych osobowych polskich obywateli" - wskazywał poseł KO.
Podobna sytuacja może zaistnieć - w jego odczuciu - w przypadku projektowanej zmiany w ustawie o pomocy prawnej. "Co ona ma wspólnego z epidemią? Ano ma, przy okazji załatwiacie taką sprawę, że ministerstwo (sprawiedliwości) będzie znało dane osobowe każdego, kto się po taką poradę zgłosi. Co więcej - będzie wiedziało jaki ma problem, bo informacja czego porada dotyczyła też do ministerstwa trafi" - powiedział Urbaniak.
Jego zdaniem tego typu "wrzutki" są także w zawartych w projekcie przepisach zmieniających Prawo o prokuraturze, ustawę o telekomunikacji, ustawie o transporcie kolejowym, Prawie łowieckim czy Karcie nauczyciela.
autor: Marta Rawicz
mkr/ mok/
































































