Allegro, Empik, Komputronik, Nokaut, PayU czy Ceneo to tylko kilka spośród dwudziestu czterech firm zdecydowanych wspólnie pracować nad rozwojem polskiego e-handlu. Czy grupa złożona tylko ze znaczących graczy na tym rynku może przysłużyć się całej branży? Czemu ma służyć ta inicjatywa i kto może do niej dołączyć?
Największe podmioty na polskim rynku e-commerce zawiązały porozumienie w postaci fundacji, a niebawem ma powstać polska Izba Gospodarki Elektronicznej. Dzięki temu polski e-commerce będzie mógł upominać się o lepsze regulacje u polskich i europejskich prawodawców.
Fundacja, klub i izba
Inicjatorzy akcji od początku serwują aż trzy różne opcje, bo poza fundacją i izbą jest jeszcze Klub e-Gospodarki. Każda forma zrzeszenia ma jednak inny cel.
Do Klubu e-Gospodarki może zapisać się każdy. Co prawda na stronach E-commerce Polska widnieje informacja, że został stworzony dla podmiotów i osób fizycznych związanych z branżą, jednak w praktyce trudno powiedzieć, jak zgłoszenia miałyby zostać zweryfikowane. Fundacja Rozwoju Gospodarki Elektronicznej jest obecnie podmiotem, przy którym działa Klub. Nadzoruje także powstawanie Izby Gospodarki Elektronicznej, bowiem do rozpoczęcia przez e-Izbę działania trzeba jeszcze dopełnić odpowiednich formalności, co może potrwać.

Innymi słowy: powstała fundacja – dzięki niej także klub, spośród członków którego powstanie docelowo izba gospodarcza i to ona będzie miała największy wpływ na polski e-commerce.
By przepisy prawne nie wykończyły polskich e-sklepów
Najpoważniejszym wyzwaniem stojącym przed sprzedawcami internetowymi i firmami działającymi w e-biznesie jest dostosowanie się do obowiązujących przepisów. Jest to zrozumiałe i oczywiste, że przedsiębiorcy działający na rynku nie mogą funkcjonować wbrew literze prawa, ale polski, a nawet europejski ustawodawca często nie nadąża za rozwojem technologii. Skutkiem tego przepisy są przestarzałe, niezrozumiałe lub niejednoznaczne.
Rok temu informowaliśmy o nowej dyrektywie unijnej dotyczącej m.in. handlu w internecie. Polska ma czas na przyjęcie i opublikowanie przepisów krajowych, wdrażających nową dyrektywę do 13 grudnia 2013 roku, a obowiązek ich stosowania od 13 czerwca 2014. Mimo że wiadomo o tym już od roku, ze strony polskiego ustawodawcy nie ma jeszcze żadnych propozycji w tym zakresie.
Unia Europejska w zmianach prawnych troszczy się w pierwszej kolejności o konsumenta, jako „słabszą” stronę transakcji. Sklepy internetowe mogą na tym znacznie zyskać. Większe zaufanie klientów to wyższe zyski, ale zbyt daleko idące obostrzenia mogą wyhamować e-handel albo – dać pierwszeństwo dużym graczom, spychając na margines małe sklepy internetowe.
Problemy z prawem w polskich sklepach internetowych najlepiej widać, gdy w grę wchodzą niedozwolone klauzule, publikowane przez UOKiK. Ochrona konsumenta jest kwestią ważną i nie podlega dyskusjom. Na polskim rynku można było jednak niejednokrotnie zaobserwować sytuacje, w których rejestr niedozwolonych klauzul stawiał sklepy internetowe (a także inne e-biznesy) w bardzo trudnych sytuacjach, mimo że wiele z nich zawsze z zobowiązań wobec klientów wywiązywało się bez zastrzeżeń. Wystarczy jednak jeden zły zapis w regulaminie, a już istnieje podstawa do wyciągania konsekwencji, często dotkliwych finansowo, zwłaszcza jeśli mamy do czynienia z małymi podmiotami.
Czy pojedyncze sklepy mają szansę coś zrobić w powyższych sytuacjach? Niewiele – a na pewno ich szanse na to są mniejsze, niż jeśli o zmiany w prawie zacznie ubiegać się zorganizowana grupa przedsiębiorców.
| » eCommerce.edu.pl: jeszcze więcej praw dla kupujących w internecie |
Musimy się jeszcze wiele nauczyć
Edukacja i badania rynku to kolejne punkty w planie działania e-Izby. Choć Polacy internet badają regularnie, to są to głównie dane dotyczące oglądalności, a nie konkretnie e-handlu. Nawet sama definicja pojęcia e-commerce może sprawić pewne trudności. Podobnie jeśli chodzi o poziom profesjonalizmu polskich sprzedawców internetowych.
Przekrój poziomu wiedzy jest bardzo szeroki – od handlarzy eksperymentujących na własną rękę aż po doświadczonych menedżerów wdrażających rozwiązania najlepsze w skali narodowej czy nawet światowej. Każdy z nich odnosi większe czy mniejsze sukcesy – E-commerce Polska obrało sobie za cel to zmierzyć, a potem upowszechniać i podobnie upowszechniać wiedzę na temat najciekawszych rozwiązań.
Perspektywa badań polskiego rynku jest rzeczywiście bardzo interesująca, ponieważ żeby wiedzieć, czy e-gospodarka się rozwija i w jakim tempie, po prostu trzeba ją mierzyć. Na razie tego brak, mamy jedynie szacunki, mówiące o tym, że w 2012 roku polski rynek e-commerce wart był 21,5 mld zł.
| » eCommerce.edu.pl: jowa dyrektywa UE - szansa czy zagrożenie dla e-handlu? |
Nic o nas bez nas – co z małymi sklepami?
Przyglądając się liście firm założycielskich trudno oprzeć się wrażeniu, ze na razie pojawili się tam tylko naprawdę duzi gracze, a brakuje głosu mniejszych podmiotów. Czy to oznacza, że ta część rynku jest pozostawiona sama sobie?
Ktoś musiał wyjść z inicjatywą – w tym przypadku w dużych strukturach jest o to łatwiej, mniejsi przedsiębiorcy po prostu mają mniejszą siłę przebicia a także mniej czasu, bo większość ich uwagi pochłania prowadzenie własnego biznesu. W gronie pierwszych aktywnych działaczy pojawiły się firmy oferujące rozwiązania technologiczne, platformy sklepowe, płatności internetowe, dbające o marketing (porównywarki cenowe). Czyje interesy będą reprezentować?
Polski „mały” e-commerce może być pewny, że Izba Gospodarki Elektronicznej postara się stworzyć dla niego jak najlepsze warunki prawne i ekonomiczne. W końcu to od tego zależy, czy małe sklepy internetowe zaczną rosnąć w siłę, zwiększać obroty i… wydawać więcej pieniędzy na rozwój. Korzystając oczywiście z szerokiej gamy usług dużych graczy.
Katarzyna Jeznach
redaktor eCommerce.edu.pl




























































