Tygodniowy komentarz rynku pieniężnego i walutowego
Dzisiejszy komentarz walutowy i pieniężny będzie nieco inny niż zwykle. Tydzień temu pokazałem jakie trendy panują na poszczególnych rynkach, i od tego czasu niewiele się zmieniło. To nie jest rynek akcji, czy kontraktów terminowych, który zmienia się z dnia na dzień. Dlatego też postanowiłem dziś pokazać kilka faktów tłumaczących napływ kapitału spekulacyjnego do Polski. Na zakończenie komentarza pokażę jedynie kształt krzywej dochodowości długoterminowych papierów skarbowych USA, aby pokazać jak bardzo zdezorientowani są uczestnicy tego rynku co do określenia poziomów stóp procentowych w przyszłości.
Na prośbę kilku czytelników przeprowadziłem następujące porównanie opłacalności wzięcia kredytu w USD zamiast PLN. Przyjąłem następujące założenia:
- kredyt 5 letni na stałą stopę procentową zarówno USD jak i PLN,
- oprocentowanie kredytu PLN R1 = 18% w skali roku,
- oprocentowanie kredytu USD R2 = 9% w skali roku,
- wartość kredytu = 100 000 USD,
- kurs dolara w dniu wzięcia kredytu = 4,15 złotego,
- wartość kredytu w PLN wobec tego = 415 000 złotych,
- spłaty kredytów w malejących ratach miesięcznych,
- stopa wolna od ryzyka (potrzebna do dyskontowania różnic w spłatach kredytów USD i PLN) = 12% w skali roku,
- spłata kredytu dolarowego w złotych według kursu NBP w dniu płatności raty.
Zobacz także
Po zrobieniu symulacji spłat kredytu wychodzą takie oto wnioski:
- przy kursie USD wolno rosnącym względem złotego, raty miesięczne dla kredytu dolarowego są znacznie mniejsze niż raty dla kredytu złotowego,
- aby już pierwsza rata kredytu dolarowego była wyższa niż rata kredytu złotowego, kurs dolara musiałby wzrosnąć powyżej 4,99 złotego,
- aby suma wszystkich rat kapitałowo-odsetkowych kredytu dolarowego była wyższa niż suma wszystkich rat kredytu złotowego (oczywiście raty zdyskontowane na okres bieżący stopą wolna od ryzyka, gdyż późniejsze raty mniej są dla nas obciążające budżet za sprawą inflacji), kurs dolara musiałby rosnąć tempem szybszym niż (R1 R2) (R1 R2)/12 dla R1 z przedziału (18;22) %. Dla innych wartości R1 (stopa procentowa kredytu złotowego) należy wyznaczyć inny przybliżony wzór na tempo wzrostu kursu dolara, które to tempo jest graniczne, czyli spłata kredytu dolarowego jest mniej opłacalna po przekroczeniu tego poziomu,
- w naszym konkretnym przykładzie graniczne tempo wzrostu dolara (roczne) wynosi 8,41%. Jeżeli kurs dolara będzie rósł szybciej niż 8,41% rocznie, to po 5 latach okaże się, że spłaciliśmy więcej w dolarach niż byśmy wzięli kredyt w złotówkach,
- idealnym rozwiązaniem (jeżeli bank się na to zgodzi) jest wzięcie w chwili obecnej kredytu dolarowego i przewalutowanie go na kredyt złotowy w chwili, gdy kurs dolara zacznie mocno rosnąć,
Widzimy, że naprawdę musiałby się stać jakiś kataklizm, aby kredyt walutowy był droższy niż złotowy. Pamiętać musimy, że istnieje jednak ryzyko kryzysu walutowego, które może doprowadzić do znacznego osłabienia naszej waluty, a wtedy spłaty rat takiego kredytu walutowego mogą być znacznie wyższe niż kredytu złotowego. Tak naprawdę każdy przypadek kredytu należy rozpatrywać indywidualnie, gdyż nawet mała zmiana parametrów (długość trwania kredytu, sposób spłaty rat, oprocentowanie, itp.) może znacząco zmienić wynik. Jedno co zwróciło moja uwagę to fakt, że praktycznie bez względu na cenę dolara (w granicach rozsądku) wzięcie kredytu na krótki okres (do jednego roku) jest bardziej opłacalne w walutach obcych niż w złotych. Teraz już wiemy dlaczego polskie firmy tak mocno się zadłużają w polskich bankach lub zagranicznych biorąc kredyty w walutach obcych. W firmach tych potrafią liczyć i widza, że bardziej opłaca się kredyt walutowy niż złotowy (mniej kosztuje). Tak faktycznie jest, lecz pamiętać powinniśmy, żeby cały czas mieć rękę na pulsie i móc przewalutować kredyt w sytuacji, gdyby kurs waluty zbliżył się na niebezpieczna odległość do kursu walutowego. Aby wszystko na bieżąco obserwować najlepiej ułożyć sobie arkusz kalkulacyjny z wyliczeniami. Ja tai arkusz ułożyłem w niecałe 30 minut, więc myślę, że nie powinno to stanowić większego problemu dla większości z Państwa.

A teraz drugi problem.
Ktoś zapytał mnie, jaki spadek stóp procentowych (o ile pkt bazowych) spowodowałby, że wymiana dolarów i euro na złote celem zainwestowania w nasze papiery skarbowe, stało się nieopłacalne. I znowu sprawa nie jest tak prosta, gdyż wszystko zależy od wzajemnych relacji kursu dolara do złotego oraz relacji stóp procentowych dla dolara i złotego. W teorii ekonomii istnieje nawet specjalny rozdział określający kurs walut równoważący poziom stóp procentowy w dwóch krajach (tzw. teoria parytetu stóp procentowych). Nie będę tutaj zanudzać. Ale próbując odpowiedzieć na pytanie postawione na początku, mogę w przybliżeniu podać, że wystarczy aby kurs waluty silniejszej (w naszym przypadku kurs dolara) nie rósł szybciej niż różnica pomiędzy stopami procentowymi w obu krajach. Jeżeli przyjmiemy, że rentowność obligacji 5-cio letnich u nas wynosi około 12% a w USA jest to około 5,5%, to inwestycja w polskie obligacje będzie wtedy bardziej opłacalna od obligacji USA, gdy tempo wzrostu kursu dolara do PLN nie przekroczy (w przybliżeniu oczywiście) 6,5% rocznie na przestrzeni 5 lat. Nie sądzę, aby przez cały okres 5 lat kurs dolara był tak słaby względem złotego. A to oznacza, że ci co widza to samo, nie będą trzymać naszych papierów skarbowych do wykupu, lecz pozbędą się ich, gdy złoty zacznie tracić (podobny kurs graniczny można wyliczyć jak dla przykładu z kredytem) lub gdy ceny obligacji pójdą do góry (spadek stóp, spadek rentowności). Rynek pieniężny jest naprawdę bardzo mocno związany z rynkiem walutowy i należy zawsze traktować je jednocześnie.
A teraz obiecany akapit odnoszący się do krzywej dochodowości długoterminowych papierów skarbowych w USA. Jeżeli spojrzymy na krzywą dochodowości to dostrzeżemy, że krzywa ta jest załamana. Najwyższe rentowności osiągają obecnie papiery o krótkim oraz bardzo długim terminie zapadalności. Papiery o średnim okresie zapadalności (1 rok 5 lat) mają najniższa rentowność. Doświadczone oko dealera pieniężnego już na podstawie tej krzywej może określić jaki jest nastrój panujący na rynku. Zakładając, że nie każdy z Państwa jest fachowcem w tej dziedzinie postanowiłem okazać wykresy prognoz rentowności dla dwóch rodzaj papierów (bonów 3 miesięcznych oraz obligacji 10-cio letnich), wynikających właśnie z tej krzywej (sposób wykonania prognozy analogiczny jak codzienne prognozy metodą FORWARD). Spójrzmy najpierw jakie nastroje panują na najkrótszym terminie bonów 3 miesięcznych I cóż widzimy? Spadek rentowności do października 2001, po czym ponowny wzrost rentowności. Spójrzmy teraz dla porównania na taką samą prognozę wykonana dla obligacji 10-cio letnich I tutaj małe zaskoczenie... Uczestnicy rynku przewidują (głosują swoimi olbrzymimi pieniędzmi), że rentowność obligacji 10-cio letnich będzie wzrastać w kolejnych miesiącach.... Szkoda, że nie można zrobić takiej samej prognozy dla obligacji 30-to letnich. Musielibyśmy znać rentowności jeszcze dłuższych papierów wartościowych. Myślę jednak, że nawet znajomość nastroju uczestników rynku pokazanego na przykładzie tych dwóch rodzajów papierów skarbowych daje niezły obraz. Rynek jest zdezorientowany. Z jednej strony oczekuje spadku stóp procentowych w ciągu najbliższych 9 miesięcy, jednak w dłuższym horyzoncie czasu widzi stopy ponownie na wysokim poziomie. To jest kolejny czynnik przemawiający za tym, że w najbliższych miesiącach zmienność cen instrumentów finansowych na wszelkiego rodzaju rynków będzie bardzo duża. A jak wiemy z doświadczenia historycznego, okresy zwiększonego ryzyka finansowego zachęcają największe fundusze i banki inwestycyjne do lokowania w najbezpieczniejsze instrumenty finansowe. Jak świat światem takim instrumentem bezpiecznym, idealnym na okresy zawieruchy rynkowej był frank szwajcarski (CHF). Czyżby przyszła niedługo pora na tę walutę?
Za tydzień komentarz będzie już typowym komentarzem opisującym bieżące wydarzenia rynkowe. Jednak co jakiś czas pokuszę się o tego typu nietypowe komentarze. Mam nadzieję, że spotkają się one z przychylnym przyjęciem z waszej strony. (JM)































































