Najpopularniejsza kryptowaluta kontynuuje dobrą passę. Po osiągnięciu historycznych maksimów notowań w stosunku do dolara, wczoraj stała się bardziej cenna niż złoto. Za uncję złota trzeba zapłacić 1232 dolary, a jednostka wirtualnej waluty kosztuje 1250-1260 dolarów.
Namacalny szlachetny metal i elektroniczny, abstrakcyjny twór – złoto i bitcoina łączy na pozór niewiele. Od początków kryptowaluty porównywano ją jednak często do tego rzadkiego pierwiastka, zwykle po to, aby w bardziej sensacyjny sposób opisać nowe zjawisko.
Złoto reprezentuje stary porządek uniwersalnego miernika wartości, a bitcoin nieodkryte jeszcze możliwości XXI w.
Wydarzenie z 2 marca, kiedy cena jednego BTC przewyższyła cenę uncji złota, ma tylko wymiar symboliczny. Samo zestawienie 31 gramów materii z zapisem istniejącym tylko w komputerowej sieci P2P jest dość karkołomnym pomysłem. Ceny surowca i kryptowaluty podążały do tej pory osobnymi ścieżkami, chociaż podobne zdarzenie miało miejsce już jesienią 2013 r., gdy bitcoin ustanawiał pobity niedawno rekord notowań.
Dla dalszych losów bitcoina znacznie ważniejszym wydarzeniem od medialnego szumu, jaki wzbudzi zrównanie się z ceną złota, będzie miała oczekiwana 11 marca decyzja SEC. Amerykański nadzorca ma do tego dnia ogłosić, czy wyraża zgodę na uruchomienie pierwszego funduszu ETF opartego na kryptowalucie. Nowy wehikuł znacznie uprościłby inwestowanie w wirtualną walutę i mógłby znaleźć swoją niszę na rynku. Propozycją zainteresowani byliby zapewne np. zamożniejsi klienci firm wealth management pragnący zdywersyfikować swój portfel bez konieczności samodzielnego zakupu kryptowaluty.

MK



























































