Współczynnik notowań złota i srebra jest wyjątkowo wysoki na tle historii, a to argument za preferowaniem drugiego z kruszców, uważa Mark Keenan z banku Societe Generale.
W średnim terminie srebro powinno spisywać się lepiej od złota, przewiduje Mark Keenan, który we wtorek był gościem telewizji Bloomberg. Jego zdaniem współczynnik cen obu metali, który niedawno znajdował się najwyżej w historii i mimo ostatnich zniżek wciąż sięga 81,9, osunie się do 71. To oznaczałoby 15-procentowe umocnienie srebra w średnim terminie, przy założeniu stałych cen złota.
- Preferujemy srebro, bo to metal używany w przemyśle, a więc dający ekspozycję na wzrost gospodarczy. Koniunktura na jego rynku jest silnie związana z koniunkturą na rynku miedzi, który też nam się podoba – zauważa Mark Keenan, strateg Societe Generale Corporate & Investment Bank.
Według specjalisty złoto ma szanse na dynamiczne odbicie po sześciomiesięcznych zniżkach, a to ze względu na ogromny nawis krótkich pozycji, tym bardziej że pozycje te mogą być skoncentrowane wśród kilku dużych graczy. Jednak już w średnim terminie żółty metal powinien zachowywać się gorzej od srebra, bo szkodzić mu będą dalsze podwyżki stóp Fedu, słaby popyt na bezpieczne aktywa, a także słaby popyt na fizyczny kruszec.
Wśród polecanych przez Marka Keenana strategii znalazły się także wykorzystywanie zniżek poniżej 900 USD za uncję do zakupów palladu, kupno niklu poniżej 12000 USD za tonę z celem 14000 USD oraz gra pod zawężenie spreadu między cenami ropy brent i amerykańskiej odmiany WTI z obecnie notowanych 9 USD na baryłce do 5 USD. To dość ryzykowna strategia, która zakłada, że sprawna budowa ropociągów w USA pozwoli na eksport nadwyżki podaży amerykańskiej ropy pochodzenia łupkowego, przyznaje specjalista (ich oddanie jest planowane na drugą połowę 2019 r.).
- W ostatnich kilku latach producenci łupkowi byli gwarantem tego, że ceny surowca nie wzrosną powyżej poziomu, przy którym opłacało im się zwiększyć wydobycie. To się zmieniło, kiedy wyczerpały się moce przesyłowe ropociągów – zauważa Mark Keenan, według którego mniej prawdopodobny scenariusz zakłóceń w ich budowie, przy jednoczesnym spadku dostaw z Iranu i Wenezueli oznaczałby wzrost cen ropy brent o kilkanaście USD na baryłce.
MWIE, Bloomberg



























































