W poważne tarapaty finansowe można wpaść niezależnie od wielkości zadłużenia, a konsekwencje błędów mogą ciągnąć się za nami latami. O tym, jak radzić sobie, gdy wpadamy w spiralę długów rozmawiamy z Anną Witkowską, Dyrektorem Departamentu Windykacji Provident Polska S.A.


Dłużnicy tracący kontrolę nad swoimi finansami nierzadko „chowają głowę w piasek” i liczą, że kłopoty same przeminą. Taka bierność zazwyczaj miewa poważne konsekwencje. O krokach, które należy podjąć, gdy grozi nam spirala zadłużenia rozmawiamy z Anną Witkowską, Dyrektorem Departamentu Windykacji Provident Polska S.A.
Michał Kisiel, Bankier.pl: Termin „spirala zadłużenia” potocznie utożsamiany jest z sytuacją, gdy dłużnik bierze na siebie zbyt duże obciążenie. Na czym polega to zjawisko, gdybyśmy mieli opisać je bardziej precyzyjnie?
Anna Witkowska, Dyrektor Departamentu Windykacji Provident Polska: Pierwszą z oznak wpadania w spiralę zadłużenia jest fakt, że nie jesteśmy w stanie zapanować nad swoimi zobowiązaniami. Ostatecznym efektem jest brak możliwości regulowania bieżących rat. Zobowiązujemy się do spłaty kilku kredytów i pożyczek, aby spłacać poprzednie długi i mając nadzieję, że sytuacja się w „magiczny” sposób odmieni. Na ogół jest wręcz przeciwnie – generowanie kolejnych rat, które obciążają nasz domowy budżet powoduje, że nie jesteśmy w stanie regulować zarówno tych, które mieliśmy jakiś czas wcześniej, jak i tych dodanych ostatnio.
Nazwa „spirala” sugeruje, że sytuacja dłużnika z czasem się pogarsza. Z czego wynika to, że zjawisko takie wciąga nas niczym ruchome piaski?
Są dwie główne przyczyny. I obie obserwuję w swojej pracy, która polega m.in. na tym, żeby pomagać osobom, które w takie ruchome piaski wpadły.
Pierwszą z nich można nazwać uleganiem presji związanej z otoczeniem i posiadaniem rzeczy, które nierzadko nie są nam w ogóle potrzebne do życia. Wydawanie pieniędzy na gadżety-umilacze, życie ponad stan – telefony, imprezy, wyjazdy, czasem samochody. W spiralę zadłużenia można wpaść zarówno na poziomie 100 tys. zł zadłużenia, jak i 10 tys. zł zadłużenia. Wszystko zależy od tego, jakie mamy przychody. U podstaw tej przyczyny leży brak gruntownej refleksji, czy jest nas stać na daną rzecz, a kreujemy sobie w ten sposób dodatkowe obciążenie budżetu.
Przy okazji - nadmierne zaspokajanie potrzeb konsumpcyjnych nie współgra z troską o środowisko. Często mówi się o naszej współodpowiedzialności za środowisko, klimat. Decyzjom zakupowym nie zawsze towarzyszy refleksja czemu one służą, czy są nam potrzebne czy tylko zaspokajają ambicje. Czy kupujemy niepotrzebnie kolejne przedmioty, mimo że podobne mamy już w garażu czy piwnicy? Warto zastanowić się, czy może jednak kupić rzecz używaną? Z korzyścią dla portfela i dla środowiska.
Druga przyczyna to przypadki losowe. Przez 20 lat swojej pracy w windykacji miałam do czynienia z sytuacjami, gdy wydatki dłużnika nagle wzrosły albo obniżyły się drastycznie dochody. Może to być związane np. z chorobą. Mamy sytuację, gdy zapotrzebowanie na gotówkę albo wzrasta albo pozostaje na niezmienionym poziomie i jednocześnie nie ma wpływów do domowego budżetu.
Tutaj, podobnie jak w poprzednim przypadku, trzeba opierać się na świadomym zarządzaniu swoim portfelem. Jeśli mamy zwiększone wydatki, to albo zwiększamy dochody albo zmniejszamy inne wypływy, aby zrównoważyć budżet. Inaczej mówiąc, musimy zastanowić się, jak pozyskać dodatkowe środki albo jak zmienić dotychczasowy styl życia, ograniczyć wydatki, by przetrwać trudny okres. W idealnej sytuacji powinniśmy to przewidzieć wcześniej – mieć zapas gotówki pozwalający przeżyć przez około 6 miesięcy bez dochodów. Świadome przygotowanie, prewencja – to kluczowe elementy, które mogą nas uchronić przed tego rodzaju sytuacjami.
Jak złapać długi za rogi? Weź udział w badaniu
Jak radzisz sobie z zadłużeniem? Żyjesz na krawędzi czy czujesz się w miarę komfortowo? Podziel się swoimi doświadczeniami i przewidywaniami w badaniu. Zapraszamy do wypełnienia krótkiego kwestionariusza. Wyniki badania podsumujemy wkrótce na łamach Bankier.pl.
Jak w polskich warunkach wygląda początek spirali zadłużenia? Czy dłużnicy np. starają się uniknąć opóźnień w spłacie kredytu hipotecznego i zaciągają z tego powodu nowe zobowiązania?
Kolejność zaspokajania zobowiązań nie jest bez znaczenia, układa się zwykle w pewien porządek. Spłacamy przede wszystkim to, co jest nam niezbędne do życia. W tym mieści się mieszkanie (w tym raty kredytu), bieżące należności związane z mediami, zakupami spożywczymi. Nierzadko tracimy w międzyczasie grunt pod nogami, nie dostrzegamy na co nas stać, a na co nas nie stać.
Jakie powinny być pierwsze kroki w wychodzeniu z pułapki zadłużenia? Jak poradzić sobie, gdy wszystko zaczyna walić się nam na głowę?
W pierwszej kolejności sugeruję, żeby zwizualizować sobie wszystkie swoje zobowiązania i dochody. Śmiem twierdzić, że spora część polskiego społeczeństwa nie śledzi domowego budżetu, nie rozpisuje swoich kosztów życia i przychodów. To jest klucz – trzeba wiedzieć, ile kosztuje nas życie, ile nas kosztują podstawowe zobowiązania. Trzeba także znać drugą stronę zestawienia – jakie mamy dochody.
W drugiej kolejności należy nadać priorytety wydatkom, wyeliminować pozycje, które nie są w danym momencie niezbędne do życia. Przemyśleć generalnie podejście do generowania kosztów, przykładowo żywienia się, robienia zakupów spożywczych, tekstylnych. Podejść w sposób uporządkowany – robić zakupy z listą. Jeśli trudno nam odmówić sobie pewnych rodzajów przyjemności, to może przemówi do nas czynnik „less waste”, czyli troski o środowisko.
Planować wydatki i realizować ten plan. To istotne, ponieważ jeśli pojawią się odstępstwa, to nie będzie na nie przestrzeni po stronie dochodowej. Nie będzie, z czego ich pokryć.
Kolejny krok to zweryfikowanie możliwości zarobkowania. Może zmiany pracy, może większego zaangażowania rodziny w utrzymanie gospodarstwa domowego. Dalej, ustalić swój stan majątkowy. Określić, czy można spłacić część zobowiązań. Poprosić o pomoc rodzinę, znajomych.
To może być trudne zadanie dla osoby, która nie zarządzała dotąd swoimi finansami…
Gorąco zachęcam, żeby skorzystać z konsultacji ekspertów, także prawników. W sieci można znaleźć informacje o wsparciu udzielanym bezpłatnie, pro bono. Bardzo trudno jest spojrzeć z dystansu na swoją sytuację i swoje działania. Osoba, która przyjrzy się temu z zewnątrz, bez emocji, które nam towarzyszą, będzie miała lepszy ogląd, będzie w stanie nam doradzić. Warto skorzystać z takiej pomocy, chociaż nie oznacza to automatycznie, że skorzystamy z rekomendacji.
Warto także rozmawiać z wierzycielami, nie unikać kontaktu, mówić o swojej sytuacji. Starać się negocjować różnego rodzaju formy wsparcia – przedłużenia spłaty, umorzenia części długu.
Ostateczną rekomendacją, którą w najgorszym wypadku należałoby rozważyć jest upadłość konsumencka. Mamy narzędzie, ustawowo przewidzianą możliwość otrzymania drugiej szansy, pozbycia się nadmiernych zobowiązań.
Wracając od kwestii kontaktu z wierzycielami – część dłużników tego unika, „chowa głowę w piasek”. Co można osiągnąć aktywną postawą? Jakie są możliwości, także w przypadku Providenta?
Unikanie kontaktu powoduje, że uruchamiane są kolejne mechanizmy przewidziane na ścieżce odzyskiwania należności. Wierzyciele będą dążyć do doprowadzenia do spłaty. W ostateczności jest to postępowanie sądowe i komornicze.
Z punktu widzenia osoby zadłużonej istotne jest zatem, aby zrobić wszystko, by nie wpaść w ten proces. Na pewno, bez względu na możliwość regulowania zobowiązania w danym momencie, podejmować próbę i wykazywać wolę spłaty. Na przykład poprzez drobne wpłaty, w konsultacji z wierzycielem.
Wierzyciel, który widzi, że klient nie chce rozmawiać i nie spłaca długu, względnie rozmawia i nie płaci według swoich deklaracji, uznaje taką osobę za niewiarygodną.
Nikt nie lubi rozmawiać o swoich długach. Wierzyciele, w tym Provident, korzystają z nowoczesnych technologii, przerzucając „trudne rozmowy” do kanałów, które nie wymagają bezpośredniego kontaktu. Są to np. rozmowy na czacie, kontakty mailowe, kontakty przez voiceboty. Jest oczywiście wiele innych przyczyn wprowadzania nowych technologii, ale jedną z nich jest danie przestrzeni osobie zadłużonej, by mogła bez nadmiernego zawstydzenia, bez kontaktu z żywą osobą, porozmawiać o swoim problemie. Obserwujemy zaciekawienie wśród klientów takimi formami, są one chętnie wykorzystywane.
Czyli „warto rozmawiać”, nawet z voicebotem…
Każde składanie deklaracji i wywiązywanie się z nich powoduje, że jest współpraca. Nawiązanie współpracy, nawet w trudnej sytuacji, owocuje tym, że zaplanowane postępowanie zostanie zahamowane, wstrzymane. Zyskamy przestrzeń, żeby np. czekać kiedy klient wróci do pracy, ustaną warunki typu zwolnienie lekarskie.
Czy wchodzi w grę restrukturyzacja samego produktu – wydłużenie okresu spłaty, dopasowanie płatności do zmienionych możliwości klienta?
Istnieją dwa etapy, w których dostosowujemy się do sytuacji klienta. Różnią się one od strony formalnej.
W przypadku firmy Provident sam charakter produktu, który polega na tym, że klienci są odwiedzani przez przedstawiciela powoduje, że wiemy, co się dzieje u klienta. Jesteśmy w stanie stwierdzić, w czasie rzeczywistym, czy klient faktycznie ma kłopoty (choroba, utrata pracy). Akceptujemy i zmniejszone raty i wydłużanie terminu. To się dzieje w naturalny, elastyczny sposób.
Jest taki moment, związany na ogół z brakiem kontaktu, brakiem współpracy, w którym decydujemy się na wypowiedzenie umowy. Jeśli jesteśmy w stanie rozmawiać, choćby w formie czatu, mailowej, osobistej, przez telefon, i klient uwiarygodni się poprzez spłatę niewielkiej części zadłużenia, to jesteśmy w stanie podpisać ugodę z klientem. Często na długi okres czasu.
Zatem podtrzymanie kontaktu może pomóc, ułatwić spłatę długu?
Tak, może także powstrzymać wpadanie w spiralę zadłużenia. Nie bierzemy kolejnej pożyczki, kredytu, by pokryć kolejną ratę, tylko negocjujemy, by zrestrukturyzować obecne zadłużenie. Unikamy kolejnego, drastycznego kroku.
Osoby wpadające w kłopoty finansowe mają zwykle wiele różnych zobowiązań. Wychodzenie z takiego nawarstwionego zadłużenia jednocześnie „na wszystkich frontach” jest trudne. Które długi powinniśmy spłacać w pierwszej kolejności?
Częściowo już się do tego odniosłam – warto zadbać przede wszystkim o to, co jest związane z dachem nad głową i zabezpieczeniem podstawowych potrzeb. Niestety, z elektrownią nie da się w pewnym momencie negocjować.
Trzeba uporządkować swoje zobowiązania i ustalić, których można się pozbyć. Np. jeśli mamy kredyt na samochód, to sprzedaż pojazdu pozwoli uwolnić się od zobowiązania. Podobnie jest z innymi sprzętami.
Dalej ustalić, jakie mamy zobowiązania i po kolei z wierzycielami negocjować. Tak, aby chociaż częściowo zadłużenie spłacać.
Gdy dochodzi już do postępowania komorniczego, np. zajęcia rachunku, to taki proces może ciągnąć się przez długi okres czasu. Wierzyciele mają świadomość, że odzyskiwanie należności może trwać latami. Obserwuję takie potrącenia z wynagrodzeń – nawet po 1,50 zł. Z korzyścią dla wierzyciela będzie zatem, by uznawać nawet niewielkie spłaty. Do tego serdecznie zachęcam.
Podsumowując, należy przede wszystkim zabezpieczyć podstawowe potrzeby siebie i swojej rodziny, spłacać tego typu zobowiązania na czas. Zweryfikować, czego możemy się pozbyć, np. ze zobowiązań ratalnych. Ustalić, ile możemy płacić i podzielić to pomiędzy wierzycieli.
Powiedzmy, że mamy za sobą epizod zmagań z nadmiernym zadłużeniem. Jakie to pozostawia po sobie ślady? Z jakimi konsekwencjami trzeba się liczyć później?
Po pierwsze, konsekwencje wpisów w biurach informacji gospodarczej i BIK-u, które trwają do 10 lat od spłaty zobowiązań. Trwały ślad w rejestrach będzie wpływał na naszą wiarygodność kredytową w oczach kolejnych kredytodawców.
Trzeba pamiętać, że jeśli uda nam się z wierzycielem w ugodowy sposób rozwiązać sytuację i umorzyć część zadłużenia, to zostaniemy obciążeni podatkiem. Traktowane jest to jako wzbogacenie, od którego należy odprowadzić podatek.
Należy także wiedzieć, że długotrwałe egzekucje mogą się ciągnąć latami. Zadłużeni czasem bywają zadowoleni, że sprawa wszystkich długów dotarła do komornika, który łączy zobowiązania i potrąca pewną kwotę np. z wynagrodzenia. Chciałabym zwrócić uwagę, że takie egzekucje nie tylko niosą ze sobą koszty, ale także wstrzymują bieg przedawnienia. Czyli nawet jeśli mamy ogromne zadłużenie, a komornik potrąca nam co miesiąc 20 zł, to taki dług nadal istnieje i może być też przedmiotem spadku. Trzeba mieć na uwadze, że w relacjach rodzinnych takie sytuacje się zdarzają.
Wreszcie warto wspomnieć o braku możliwości zaciągania zobowiązań w przypadku upadłości. Jeśli zdecydujemy się skorzystać z tego narzędzia, a jest ono popularne – w 2021 r. do końca października upadło 15 tys. konsumentów – to syndyk zarządza naszym majątkiem. Nie możemy bez zgody syndyka podejmować ważniejszych decyzji, np. o zakupie domu, telefonu na raty. I taka sytuacja trwa przez kilka lat.
Rozważający upadłość konsumencką często selektywnie przyswajają sobie wiedzę o tej instytucji. Koncentrują się na tym, że „długi wyparują”, ale nie dopuszczają do swojej świadomości lub pomijają obowiązki z tym związane. Często też nie są świadome, że jest to proces długotrwały i zostaje zapisany w rejestrach.
Czy osoby, które miały w swoim życiu epizod spirali zadłużenia często wracają później na tę ścieżkę? Czy można mówić o grupie „seryjnych dłużników”?
Na podstawie obserwacji grupy klientów, z którymi pracujemy mogę powiedzieć, że zdarzają się osoby, które mimo szczęśliwej spłaty zadłużenia już w „twardej” windykacji zaciągają ponownie zobowiązanie i trafiają znów na tę ścieżkę. Robią tak pomimo poniesienia sporych kosztów dodatkowych. Są też osoby, które nie spłaciły zadłużenia, a chcą zaciągnąć kolejne zobowiązania. To zjawisko obserwujemy już od wielu lat.
Dlatego tak podkreślam wagę edukacji finansowej, świadomego zarządzania finansami nie tylko od strony zobowiązań, ale także zwyczajów zakupowych, planowania wydatków.
Dziękuję za rozmowę.
"Najważniejszy jest kontakt" - komentuje Tomasz Ignaczak, dyrektor generalny KRUK S.A.
Pomysł na Dzień bez Długów narodził się w KRUKu w 2009 roku. Z przeprowadzonych przez nas badań społecznych wyszło wtedy, że wiedza i świadomość ekonomiczna Polaków niestety nie jest ich silną stroną. Nadal jest jeszcze wiele do zrobienia.
Po raz pierwszy Dzień bez Długów zainicjowaliśmy 13 lat temu i wtedy też przeprowadziliśmy pierwszą taką kampanię edukacyjną w Polsce. Naszym celem było i jest zwrócenie uwagi społeczeństwa na kontrolowanie i planowanie budżetu domowego, ale także oswojenie społeczeństwa z tematem zadłużenia, które może przydarzyć się każdemu. Czasem wynika ono z losowych sytuacji życiowych, ale zdarza się, że jest wynikiem przeszacowania swoich możliwości finansowych.
Staramy się przekazać społeczeństwu, co zrobić, kiedy staniemy oko w oko z problemem zadłużenia. Podkreślamy też, że najważniejsze jest tu działanie i kontakt z wierzycielem lub firmą windykacyjną, która może wesprzeć osobę zadłużoną w spłacie długu poprzez rozłożenie go na raty. Pokazujemy też, jakie są konsekwencje związane z brakiem spłaty zadłużenia. Podpowiadamy, jak zarządzać domowym budżetem, aby mieć oszczędności na wypadek nieoczekiwanych wydatków.
Cieszymy się, że do naszej akcji dołączają również inne firmy i instytucje, bo dzięki temu docieramy do szerszego grona osób nie tylko zadłużonych, ale też tych, które chcą lepiej gospodarować swoimi pieniędzmi.
Partnerem akcji "Tydzień bez zadłużenia" jest Provident.
17 listopada obchodzimy Dzień bez Długów, którego pomysłodawcą i inicjatorem jest firma windykacyjna KRUK S.A.




























































