Ile jest prawdy w starym giełdowym przysłowiu „sell in may and go away”? Statystyki pokazują, że w przypadku GPW całkiem sporo. Ale co, jeśli już w pierwszych miesiącach roku polska giełda spadała, tak jak obecnie? Czy również wtedy kolejne miesiące bywały słabe? Sprawdziliśmy to.


Idea stojąca za „sell in may and go away" jest prosta - tłumacząc dosłownie, powinniśmy sprzedać akcje w maju i po prostu odejść z rynku. Szersza wersja zawiera jeszcze dopełnienie, by nie wracać przed "St. Leger's Day", czyli dniem, w którym ma miejsce jeden z angielskich klasyków wyścigów konnych. Przeważnie odbywa się on pod koniec września.
W zeszłym roku zbadaliśmy, czy zależność ta sprawdza się również w przypadku GPW. Przeanalizowaliśmy wtedy historyczne stopy zwrotu indeksu WIG w poszczególnych miesiącach. I o ile maj w tym zestawieniu wyglądał jeszcze przyzwoicie, to już następujący po nim czerwiec okazał się historycznie najgorszym miesiącem dla szerokiego rynku.
Warto również podkreślić, że pod względem liczby miesięcy spadkowych jednymi z najgorszych są właśnie maj i czerwiec, które kończyły się jak dotąd na plusie w 48,15% przypadków, a więc znacznie poniżej średniej. Jeszcze częściej w historii akcje spółek z WIG-u spadały we wrześniu. I tegoż września inwestor kierujący się zasadą "sell in may..." również unika. Załapuje się z kolei na październik, grudzień, styczeń czy luty - wszystkie te miesiące wyglądają bardzo dobrze pod względem historycznej stopy zwrotu - zarówno średniej, jak i mediany. Dodatkowo w październiku i grudniu indeks WIG rósł najczęściej. Miesiące te kończyły się na plusie w 66,67% przypadków. Zatem ze statystycznego punktu widzenia rzeczywiście można uznać, że akcji najlepiej pozbyć się przed czerwcem i odkupić je przed październikiem.
|
Stopy zwrotu z WIG wg miesięcy |
|||
|---|---|---|---|
|
Miesiąc |
Liczba przebadanych lat |
Lata wzrostowe |
Procent wzrostowych |
|
styczeń |
27 |
16 |
59,26% |
|
luty |
27 |
17 |
62,96% |
|
marzec |
27 |
12 |
44,44% |
|
kwiecień |
27 |
17 |
62,96% |
|
maj |
27 |
13 |
48,15% |
|
czerwiec |
27 |
13 |
48,15% |
|
lipiec |
27 |
15 |
55,56% |
|
sierpień |
27 |
16 |
59,26% |
|
wrzesień |
27 |
12 |
44,44% |
|
październik |
27 |
18 |
66,67% |
|
listopad |
27 |
15 |
55,56% |
|
grudzień |
27 |
18 |
66,67% |
|
Źródło: Bankier.pl |
|||
Co, jeśli już początek roku był spadkowy?
Pytanie jednak, czy również i w tym roku można oczekiwać podobnej zależności? Skoro WIG tanieje już od początku roku (do początku maja spadł o 5,98%), to być może limit spadków powinien się w końcu wyczerpać? Wielu inwestorów liczy teraz bowiem bardziej na odbicie, a nie na dalszy ciąg postępującej przeceny. Postanowiliśmy zatem sprawdzić, jak dotychczas radził sobie WIG tuż po spadkowym początku roku.

Jak dotąd w całej historii indeks WIG od początku roku do końca kwietnia spadał siedmiokrotnie (nie licząc obecnego roku). Zgodnie z danymi, po takim słabszym okresie w maju akcje drożały następnie średnio o 3,9%. Później jednak następowało bardzo duże załamanie w czerwcu (przeciętnie o -8,16%), który ogółem kończył się wtedy na minusie aż 5 na 7 razy. Co może pocieszać, straty te najczęściej można było odrobić w lipcu, kiedy to WIG rósł o aż 10,84%. Dalsza część roku (uwzględniając średnią) zwykle była już jednak… nijaka. Poszczególne miesiące co prawda potrafiły przynosić zyski, jednak w ostatecznym rozrachunku lata, które zaczynały się słabo, dalszą część roku kończyły niewiele ponad kreską (przeciętnie wzrost o 3,57% od początku maja do końca grudnia).
Wniosek, że gdy na początku roku akcje traciły, to dalsze miesiące nie przyniosą wielkich zmian, nie jest jednak prawdziwy. Powyższa analiza opiera się bowiem wyłącznie na średniej z całej historii notowań indeksu WIG. Gdy jednak spojrzeć na poszczególne lata, to okazuje się, że notowania w wielu z tych przypadków podlegały wręcz ogromnym wahaniom. Czasem jednak bywało tak, że tuż po spadkach od początku maja do końca roku kurs rósł o 39,01% (jak w 1992 r.), innym razem jednak spadał o aż 41,6% (w 2008 r.). Dokładna analiza przeszłości daje zatem bardziej wniosek, że rynek akcyjny w obecnym roku może podlegać ogromnym zmianom. Prawdopodobieństwo na to, czy będą to duże wzrosty, czy duże spadki jest jednak niczym 50:50.
Czy warto się tym kierować?
Historyczne dane pokazują, że stwierdzenie "sell in may and go away" w przypadku GPW wcale nie jest bezmyślnie powtarzanym zdaniem. Warto jednak zauważyć, że powyższe badania obejmują indeks szerokiego rynku, a więc ogółu spółek. Jeżeli ktoś jednak inwestuje w konkretne spółki, to niekoniecznie kondycja indeksu musi go dotyczyć. Pamiętać także należy, że to jedynie statystyka. Jeśli zatem nawet uznamy, że panuje jakaś ogólna tendencja, to przecież od każdej reguły zdarzają się wyjątki.
Czy istnieją zatem jakieś fundamentalne przesłanki, które uwiarygodniłyby wnioski płynące z powyższych danych? Mocnych - raczej nie. Słabsze lato próbuje się jednak wiązać z okresem wakacyjnym, który w wielu krajach wypada właśnie na okres czerwiec-sierpień. Wyjazdy i urlopy odciągają wtedy uwagę od giełdy i efektem są niższe stopy zwrotu. Jak jednak pokazują nasze wyliczenia, jeśli WIG tracił już od początku roku, to dalsza część roku nie koniecznie musi być spadkowa. Spodziewać się można jednak zarówno ogromnych zysków, jak i spektakularnych strat. Bazując wyłącznie na statystyce, do obecnego roku należy zatem podchodzić wyjątkowo ostrożnie.





























































