Dariusz Styczek: Czy można było uniknąć tak wysokiego deficytu w przyszłorocznym budżecie?
Andrzej Rzońca: Deficyt w 2010 roku jest efektem złych działań poprzedniego rządu, których sutkiem było obniżenie obecnych dochodów budżetu i wzrostu wydatków. W 2007 roku wydatki budżetowe wzrosły, nie licząc współfinansowania projektów unijnych, 0 19 mld zł. Podczas gdy w tym roku wzrost ten sięgnął jedynie 7,5 mld zł. W tym i w przyszłym roku konsumujemy decyzje rządów PiS. Na przykład obniżenie składki rentowej kosztować będzie budżet 24 mld zł, ulga prorodzinna 3 mld zł, niższy podatek PIT do kolejne 4 mld zł mniejszych wpływów budżetowych plus dodatkowe miliardy wyparowały z budżetów samorządów. Poza tym wprowadzenie waloryzacji emerytur powiązanej ze wzrostem wynagrodzeń w gospodarce spowoduje konieczność dopłaty do FUS 5 mld zł. W sumie wszystkie te posunięcia kosztowały budżet około 60 mld zł. I dlatego mogę śmiało powiedzieć, że mamy do czynienia z dziurą budżetową autorstwa Gilowskiej i Kaczyńskich.
Rządowi uda się sfinansować przyszłoroczny deficyt?
Jeśli uda się zrealizować zakładane wpływy z prywatyzacji w wysokości 26 mld zł, to uważam że nie powinno być z tym problemu. Potrzeby pożyczkowe nie są dużo wyższe niż w poprzednich latach. I da się je sfinansować. Realizację budżetu ułatwiać będzie przyjęcie przez rząd bardzo konserwatywnych założeń makroekonomicznych na 2010 rok, czyli dynamikę PKB na poziomie 1 proc. i inflację na poziomie 1 proc. Można przyjąć, że zarówno wzrost PKB, jak i inflacja będą jednak nieco wyższe, a zatem nominalne dochody budżetowe również będą większe od zakładanych w tej chwili.
Czy uda się sprzedać emitowane w 2010 roku papiery dłużne, zwłaszcza za granicą?
Doświadczenie bieżącego roku pokazało, że chętni na polskie papiery powinni się znaleźć. Emisje zagraniczne, w walutach, nie są więc złym rozwiązaniem. Przeciwnie, odciążą polskie banki, które mniej angażując się w zakup państwowych papierów, mogą zwiększać swoją akcję kredytową skierowaną do przedsiębiorstw i gospodarstw domowych.
Poza emisją długu w przyszłym roku będzie możliwe również cięcie wydatków?
Elastycznych wydatków jest niewiele, a sztywnych nie da się ograniczyć bez zmiany prawa. A przy obecnym prezydencie zmiany w ustawach okołobudżetowych byłyby trudne. Aby zmienić strukturę wydatków sztywnych, należałoby na przykład zrównać wiek emerytalny kobiet i mężczyzn, dokończyć reformę systemu wcześniejszych emerytur. Powrócić do bardziej konserwatywnego sposobu waloryzowania emerytur, takiego na który nas stać. Bez tych zmian w 2010 roku Fundusz Ubezpieczeń Społecznych będzie potrzebował zwiększonego dofinansowania w kwocie 7,5 mld zł.
W jaki sposób przeciętny Polak odczuje przyszłoroczny wysoki deficyt budżetowy?
Obsługa długu będzie coraz droższa. W krótkiej perspektywie przeciętny Polak będzie musiał liczyć z trudniejszym dostępem do kredytów, bo banki zamiast udzielać pożyczek, będą kupować atrakcyjne i bezpieczne państwowe papiery. Trzeba się też będzie liczyć z większymi wahaniami kursu polskiej waluty. W długie perspektywie zaś, kiedy państwo będzie musiało wreszcie ograniczyć wysokość deficytu, nieuniknione będzie podnoszenie podatków. I w ten sposób obywatele zapłacą za wysoką nierównowagę między wpływami a wydatkami państwa. Rada na przyszłość: państwo musi zacząć wyhamowywać wzrost wydatków, tak by przynajmniej nie rosły szybciej, niż rozwija się gospodarka.
Dariusz Styczek
Dziennik Finansowy
Więcej na ten temat




























































