Jeszcze w styczniu resort pozwalał osobom, które weszły w wiek emerytalny i pracowały, otrzymywać zarówno pensję, jak i emeryturę.
Jeżeli nowe przepisy wejdą w życie, prawo do świadczeń straci między innymi 40 tysięcy pracujących emerytów, którzy zyskali je w tym roku.
Resort przyznaje, że decyzja ze stycznia byla słuszna, bo zwiększała aktywność zawodową osób starszych. Rząd wprowadza jednak zmiany, gdyż szuka oszczędności, a odebranie świadczeń emerytom pozwoli zmniejszyć wydatki Funduszu Ubezpieczeń Społecznych nawet o 900 milionów złotych rocznie.
Eksperci ostrzegają jednak, że taka drastyczna zmiana podważy i tak niewielkie zaufanie do państwa. Ponadto emeryci mogą rozwiązać umowę z firmą i wrócić do niej nielegalnie. Wówczas Fundusz straci dodatkowe wpływy ze składek.
Więcej na ten temat w "Dzienniku Gazecie Prawnej".
"Dziennik Gazeta Prawna"/iar/mf/kry
Komentarz Głównego Ekonomisty Bankier.pl, dr. Bogusława Półtoraka:Reforma emerytalna w Polsce ciągle jeszcze nie została zakończona, co staje się szczególnie widoczne w czasach mizerii budżetowej. Ograniczanie wydatków budżetu państwa dotknie na pewno również systemu ubezpieczeń, choć raczej nie bezpośrednio. Ograniczenie przywilejów emerytalnych oraz racjonalizacja wypłat świadczeń jest niezbędna, szczególnie w zakresie tzw. I filaru. Osoby mające prawo do emerytury w starym systemie starają się naturalnie wykorzystywać luki w regulacjach i często pobierają świadczenia, a jednocześnie pracują. Taka forma zabezpieczenia emerytalnego powoduje, że te osoby, które zdane są jedynie na świadczenie, otrzymują je w niewystarczającej wysokości. Niestety Polska ciągle charakteryzuje się olbrzymią liczbą relatywnie młodych osób, które są nieaktywne zawodowo po 50-tym roku życia. Średni wiek przechodzenia na emeryturę w Polsce to ciągle pięćdziesiąt kilka lat, co potwierdza konieczność zmian. W ślad bowiem za procesem starzenia się społeczeństw, gdyby nie dokonywano zmian, już za kilka lat ZUS musiałby po prostu ogłosić bankructwo. Kłopot w tym, że w Polsce świadczenia emerytalne lub przedemerytalne traktowane są jako forma pomocy w przypadku bezrobocia. Bez uwolnienia rynku pracy trudno będzie więc mówić o reformie emerytalnej. A ta zależna jest od składek emerytalnych i tu koło się zamyka. Bo pracujący odchodzą na emerytury, nie chcąc płacić horrendalnych składek, które są natychmiast przejadane. Im bardziej więc system będzie kapitałowy, tym mniejsza presja na przechodzenie wczesne na emeryturę. A tak okazja czyni emeryta.




























































