Ceny ropy mogą pozostać stabilne - utrzymując się w okolicach obecnych ok. 100 USD za baryłkę Brent - przez ok. miesiąc w oczekiwaniu na pokój na Bliskim Wschodzie - ocenił Adam Czorniej, zarządzający funduszami w Skarbiec TFI. Jednocześnie eskalacja konfliktu lub sygnały o trudnościach w osiąganiu porozumienia mogą wywindować ceny do ok. 120-130 USD/ bbl.


"Z biegiem dni reakcje rynków na informacje z Bliskiego Wschodu są coraz słabsze. Nie ma tak gwałtownych zmian wycen aktywów, jak to miało miejsce jeszcze miesiąc temu. Reakcje są po prostu słabsze. Wydaje mi się, że rynek tak naprawdę mocno czeka na jakieś pozytywne rozstrzygnięcie" - powiedział PAP Biznes Czorniej.
Według niego, rynek akcji już wyceniają scenariusz osiągnięcia pokoju w Iranie w przeciągu miesiąca.
"Akcje są przy rekordowych poziomach, wiele indeksów czy spółek jest wycenianych obecnie nawet wyżej niż z końcem lutego. Więc rynek przyjął za pewnik, że ten konflikt wkrótce się zakończy. Natomiast rynek surowcowy w ogóle tego nie pokazuje" - dodał zarządzający.
Poinformował, że ceny ropy Brent konsolidują się w okolicach 100 USD za baryłkę, czyli już nieco niżej niż szczyt osiągnięty pod koniec marca.

Ale takiego ruchu, gdzie ceny akcji wzrosły i jednocześnie ceny ropy spadły nie widać. Cena ropy cały czas wycenia bardzo dużą niepewność - ocenił Czorniej.
Prezydent USA Donald Trump ogłosił, że przedłuży zawieszenie broni z Iranem do czasu złożenia przez Iran nowej propozycji zakończenia wojny.
Według zarządzającego ze Skarbiec TFI, można oczekiwać, że Trump faktycznie dał Irańczykom czas na przygotowanie jednej ostatecznej propozycji i przedstawienia ich wizji zakończenia konfliktu. Niemniej jednak w trakcie negocjacji może dojść jeszcze do eskalacji konfliktu, najprawdopodobniej z inicjatywy Iranu.
"Nawet w weekend zagraniczne gazety pisały, że jest mobilizacja Ruchu Huti, żeby w sytuacji krytycznej podjął się działań na Morzu Czerwonym - chodzi o Cieśninę Bab Al-Mandab, łączącą Morze Czerwone z Oceanem Indyjskim. Tam transport jeszcze wychodzi z Morza Czerwonego. Takie silne zaognienie konfliktu mogłoby skutkować wybiciem krótkoterminowo ceny ropy na poziomy 120-130 USD za Baryłkę, czyli oznaczałoby to powrót na te szczyty osiągnięte w marcu. Ale to, oczywiście, niekoniecznie musi się sprawdzić" - powiedział Czorniej.
Według niego, także brak ostatecznego porozumienia w ciągu miesiąca może przełożyć się na większe wahania cen ropy.
"Jeżeli w przeciągu miesiąca czy kilku tygodni nie dojdzie do istotnej zmiany sytuacji na Bliskim Wschodzie, to wydaje mi się, że może nastąpić kolejny pik i ceny przełamią 100 USD za baryłkę i zbliżą się ponownie do 120-130 USD. Stałoby się w sytuacji, gdy jest kompletny impas, porozumienia nie ma, statki nie pływają" - dodał.
Zarządzający wskazał, że okres miesiąca jest istotny także z punktu widzenia wielkości zapasów ropy - po tym terminie może bowiem nastąpić ich gwałtownie kurczenie się.
"Gospodarka światowa pod względem energetycznym jeszcze nie jest w krytycznym momencie, ale biorąc pod uwagę, że obkurczanie rezerw globalnych postępuje bardzo szybko, to za kilka tygodni już taka sytuacja może mieć miejsce. Linie lotnicze już teraz znacząco ograniczają swoje grafiki" - powiedział Czorniej.
Przedstawiciel Skarbiec TFI szacuje, że świat stracił około 400 milionów baryłek ropy w związku z konfliktem na Bliskim Wschodzie - taki wolumen nie został wyprodukowany czy też przetransportowany.
"To nominalnie wygląda na dużo, ale trzeba też mieć na uwadze, że od początku ubiegłego roku, czyli od stycznia 2025 do lutego 2026, na rynkach globalnych dominowała nadpodaż. W tym czasie co najmniej 250 milionów baryłek ropy zostało zmagazynowanych" - dodał.
Oznacza to, jego zdaniem, że podwyższony poziom zapasów nieco zneutralizował skutki konfliktu, który jednak jednocześnie sprowadził je na znacząco niższe poziomy.
"Kraje OECD w tej chwili mają rezerwy, które wynoszą około 2,7 miliarda baryłek. Obecny dzienny popyt to 100 milionów baryłek, przy czym brakuje 10 milionów baryłek dziennie. To oznacza, że krytyczny poziom rezerw w krajach OECD może być osiągnięty w przeciągu miesiąca" - powiedział zarządzający.
Dodał, że jeżeli będzie systematycznie brakowało 10 milionów baryłek dziennie, to niektóre rafinerie będą ograniczały produkcję paliw.
"Przy tym stanie popytu i ograniczeniach podażowych na około miesiąc gospodarka światowa wydaje się bezpieczna. A potem już rynek może się denerwować i jeśli nic się nie poprawi, nie uspokoi, to ceny mogą wrócić na wyższy poziom" - powiedział Czorniej.
Zwrócił uwagę, że Goldman Sachs szacował ostatnio, iż jeżeli sytuacja się nie zmieni, to z początkiem przyszłego miesiąca zapasy ropy na świecie osiągną najniższy historycznie poziom.
"Wydaje się, że Amerykanie i wszyscy uczestnicy rynku wiedzą, że czas na negocjacje wynosi właśnie w okolicach miesiąca, mniej więcej do połowy maja. W tym czasie trzeba osiągnąć porozumienie, żeby odsunąć widmo totalnego tego kryzysu energetycznego" - powiedział zarządzający.
Tomasz Oljasz (PAP Biznes)
tom/ asa/


























































