

Turcja po puczu weźmie kurs na Wschód - przewiduje "Rossijskaja Gazieta". Dziennik sugeruje, że prezydent Recep Tayyip Erdogan będzie dążył do zbliżenia z Rosją, krajami azjatyckimi, a także postara się zwiększyć rolę Ankary na Bliskim Wschodzie.
Nieudany zamach w Turcji wróży wielkie zmiany, w pierwszej kolejności czystki w armii i ograniczenie politycznych ambicji oficerów.
"Moskiewski Komsomolec" analizuje wcześniejsze pucze w Turcji i dochodzi do wniosku, że tym razem armii puściły nerwy ze względu na: islamizację państwa i brak szacunku władz cywilnych dla wojska. Dziennik zastanawia się, czy o przygotowywanym przewrocie wiedzieli nadzorujący turecką armię amerykańscy generałowie, a jeśli wiedzieli, to dlaczego nie uprzedzili prezydenta Erdogana.
"Kommiersant" wieszczy zacieśnienie współpracy Moskwy z Ankarą. W ocenie dziennika, Turcja straci swoje wpływy w regionie, będzie musiała pożegnać się ze swoimi ambicjami lidera i rozpocząć nowy etap współpracy z Rosją.

Odmiennego zdania są komentatorzy "Niezawisimoj Gaziety". W ich opinii, turecki pucz popsuje szyki i Moskwie, i Waszyngtonowi, które już zdążyły poczynić ustalenia w sprawie Syrii. Dodatkowo ochłodzą się stosunki Ankary z Unią Europejską.
Chaotyczny bunt nie był zamachem

Podczas szczytu NATO w Warszawie prezydent Erdogan był jednym z najważniejszych uczestników. Turcja jest przecież głównym filarem południowej flanki sojuszu.
Do familijnej fotografii ustawiony został w samym centrum, dwa miejsca od Baracka Obamy. Dlatego naturalny był niepokój wszystkich wielkich o los kolegi ze zdjęcia — i ich oddech ulgi, gdy „standardy demokratyczne zostały w Turcji przywrócone”. Ale charakterystyczny był brak takich deklaracji od razu w nocy z piątku na sobotę, gdy bezosobowa Rada Pokoju (cóż za nazwa…) przejęła telewizję publiczną.
Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Maciej Jastrzębski/Moskwa/dj































































