Niekwestionowanym tematem numer jeden w światowych finansach i gospodarce są spadające ceny ropy naftowej. Dziś padły kolejne psychologiczne, okrągłe poziomy.



Przed 10 czasu polskiego notowania ropy Brent spadły poniżej 60 dolarów za baryłkę. Taka sytuacja zdarzyła się po raz pierwszy od lipca 2009 r. Z kolei cena baryłki ropy WTI pierwszy raz od maja 2009 r. spadła poniżej 55 dolarów za baryłkę.
Kończący się rok 2014 r. ma szansę przejść do historii jako moment największej od lat korekty na rynku ropy. Od początku roku ropa Brent potaniała o 45% - śmiało można założyć, że niemal nikt nie przewidywał takiego spadku, a już na pewno nie osoby konstruujące budżet krajów uzależnionych od wpływów ze sprzedaży czarnego złota. Przykładów nie trzeba szukać daleko – na tanią ropę utyskują władze Wenezueli, Iranu czy Rosji.

Znacznie więcej spokoju zachowują Arabowie, przez co w OPEC nie ma zgody co do ograniczenia produkcji, które mogłoby podbić ceny. Wczoraj minister ds. energii Zjednoczonych Emiratów Arabskich Suhail Al-Mazrouei zapowiedział, że kartel nie planuje zmniejszenia produkcji, nawet jeżeli ceny jeszcze spadną.

- Nie zmienimy naszego zdania ze względu na to, że ceny spadną do 60 lub 40 dolarów. Nie mamy celu w postaci ceny, rynek sam się ustabilizuje – powiedział.
Wypowiedzi arabskiego ministra nie dziwią – na Bliskim Wschodzie wydobycie „czarnego” złota jest najtańsze. W całym regionie granicą opłacalności są ceny rzędu 20-40 USD za baryłkę, ze średnią na poziomie 29 dolarów. Tymczasem średni koszt wydobycia w Rosji to 54 USD, na morskich platformach wiertniczych 60 USD, a ze złóż arktycznych nawet 78 USD.
Michał Żuławiński


























































