Ale sukces firmy staje się również sukcesem pracownika. Często słyszy się, że ludzie nie chcą pracować, bo oferuje się im zbyt niskie pensje, ale tak naprawdę zarobki, nie są jedynymi motywatorami do pracy zawodowej. Ludzie nie chcą efektywnie pracować, ponieważ często czują się niedoceniani lub w jakiś sposób niedowartościowani, zdarza się że nawet niezauważani – niewidzialni.
Na zachodzie zauważono to już 20 lat temu. U nas dopiero teraz. Urszula Sadomska – Internatonal Coach, wykładowca na studiach podyplomowych, już na pierwszych zajęciach dla menedżerów mocno podkreśla: „To nie ty jesteś gwiazdą. Gwiazdą są twoi ludzie. A ty musisz zrobić wszystko, żeby twoi ludzie błyszczeli. A jeśli oni odniosą sukces – ty również”.
Sukces firmy zależy przecież od sukcesu ludzi – im ludzie będą silniejsi, tym silniejsza będzie firma. Do każdego pracownika trzeba podejść indywidualnie, bo nie ma dwóch jednakowych osób. I trzeba tak ich prowadzić, żeby byli zadowoleni. Tylko zadowolony człowiek dobrze pracuje (niezadowolony, narzekający, jest trucizną dla całej organizacji). Jeżeli ludzie w firmie czują się dobrze, integrują się z nią - będą pracować z wielkim oddaniem. Są menedżerowie, którzy sprzeciwiają się rozwojowi pracowników z obawy przed rosnącą z ich strony konkurencją –mówi Urszula Sadomska - powodują nimi ich własne lęki, które nieświadomie przenoszą na innych. Dlatego, zanim menedżer nauczy się jak być coachem, przez część zajęć, które prowadzę, musi popracować nad sobą, nad swoją siłą. Coaching doskonale sprawdza się w sporcie. Na zajęciach pytam: „Jak nazywają się trenerzy Otylli Jędrzejczak?”. Nikt nie wie. A wtedy mówię: „I właśnie wy, menadżerowie, macie taką rolę. Wy macie zrobić wszystko, żeby wasi ludzie odnosili sukcesy. A jeśli oni je odniosą, to wy również”.
Dobry coach w swojej pracy korzysta z wielu metod: pracy z ciałem, wizualizacji, neurolingwistycznego programowania. Musi być dobrym obserwatorem i reagować natychmiast, gdy zauważy, że z pracownikiem dzieje się coś złego. Jedną z metod wykorzystywanych w praktyce coachingu jest prowokacja. To metoda wywodząca się z terapii prowokatywnej, której twórcą jest amerykański psycholog kliniczny – Frank Farrelly. W skrócie terapię tę można określić słowami:„Rób to samo co klient, tylko bardziej”. Czyli naśladuj, troszkę małpuj, by człowiek sam odkrył jak się zachowuje.
Coach, musi być i diabłem i aniołem, czasami, by kogoś pobudzić, musi ostro „przyłożyć” – mówi Urszula Sadomska - bo jeśli będziemy tylko głaskać, możemy zagłaskać na śmierć. Ale aby w ten sposób pracować, trzeba zdobyć zaufanie klienta. A zdobędziemy je tylko wtedy, gdy my – coache „otworzymy” swoje serce.
Coaching prowokatywny opiera się na tych samych założeniach, co coaching "klasyczny" - klient jest ekspertem od własnych spraw, ma wszelkie zasoby, by się zmienić, rozwinąć, to na nim spoczywa odpowiedzialność za własny rozwój, a rolą coacha jest stwarzać klientowi okazję do rozwoju, wydobywać i przełamywać ukryte ograniczenia.
Coaching prowokatywny daje coachowi niezwykle skuteczne narzędzia: humor, paradoks, groteskę. Zachowując pełen szacunek dla kilenta, coach prowokatywny wskazuje klientowi słabe punkty dotychczasowego sposobu działania, pomaga mu odkryć i wyśmiać dotychczasowe ograniczenia, zmierzyć się z lękami, zaprzyjaźnić się z tym, co dotąd wydawało się niemożliwe, pchnąć do działania przez uparte i przewrotne zatrzymywanie klienta w stanie obecnym. Zastosowanie narzędzi prowokatywnych nie tylko zwielokrotnia skuteczność, sprawia, że praca zarówno coacha, jak i jego klienta, sprawia więcej radości, ale także stanowi znakomite antidotum na wypalenie zawodowe coacha
Na warsztatach, które prowadzi Farrelly, uczestnik ćwiczenia siada przed prowadzącym, a dookoła siedzą uczestnicy i przysłuchują się rozmowie. Podczas takich sesji Farelly nie pozwala im rozmawiać, ale pozwala się śmiać. Nie jest to komfortowa sytuacja do zwierzeń, rozmów, ale stwierdziłam - mówi Urszula Sadomska - że skoro mam mistrza, trzeba go wykorzystać. Wzięłam swój największy problem, z którym nie mogłam sobie poradzić. Mówił mi bardzo niemiłe rzeczy! Ale bawiliśmy się tą rozmową jak dzieci. Czułam się przy nim tak bezpiecznie, że było mi całkowicie obojętne, co myślą na mój temat obserwujący nas uczestnicy. A czułam się tak, bo wiedziałam i widziałam i czułam i słyszałam, że robi to z miłością, że chce dla mnie jak najlepiej, mimo tego, że znał mnie tylko chwilkę. I inni mieli takie same odczucia - niektórzy płakali ze śmiechu, niektórzy z wściekłości, ale nikt nie zwracał uwagi na przypatrujących się i na ich śmiech. Gdy zaczęłam pracować tą metodą, zauważyłam, że jest ogromnie skuteczna. Prowokacja, wprowadzając sporo elementów zabawy, działa dużo szybciej niż inne metody. Buduje większą pewność siebie. I moi klienci bardzo ją lubią.
Prowokacja, dostarcza dużo śmiechu, zabawy czyli dystansu - a to powoduje że nowe uczenie się i zmiany są o wiele szybsze. Farelly na początku zajęć mówi: „Jeśli nie kochasz ludzi – wara ci od nich”. I to powtarzam wszystkim, których sama uczę podsumowuje Sadomska. Na warsztaty Farellego w Polsce przyjeżdżają ludzie z całej Polski i z zagranicy. Najbliższy warsztat zorganizowany przez wrocławską firmę Metamorfoza (www.metamorfoza.pl) odbędzie się 10-12 listopada 2006 r. w Jahrance. Na warsztatach można podpatrzeć rewelacyjną metodę pracy, którą demonstruje sam mistrz. My uczestnicy śmiejemy się do łez – to wolno, nie wolno gadać i przeszkadzać. Uczymy się od Farrellego humoru, dystansu, ciepła, zadawania pytań, SZACUNKU i POKORY. Bo tylko wtedy klient może rozwiązać swój problem, GDY MY – COACHE MU TO OKAŻEMY. Żeby chciał coś ze sobą zrobić, musi stanąć w pozycji obserwatora. Bo tylko wtedy może swoje problemy zobaczyć. Dotyczy to również biznesu.
Niestety - kontynuuje Urszula Sadomska - myślenie o biznesie w Polsce to myślenie w kategoriach specjalizacji czyli oddzielania. Za granicą, gdzie bardzo dużo się uczę, zdecydowanie się od tego odchodzi. Bo nie jesteśmy robotami, które można zaprogramować tylko na pracę, lub tylko na dom. Jesteśmy żywym organizmem. Myślenie w biznesie tylko w kategorii pracy jest myśleniem chorym. Prowadziłam coaching z młodym, świetnie zapowiadającym się menadżerem. Rozpoczęliśmy od problemu biznesowego, a skończyło się na tym, że rozmawialiśmy o jego rozwodzie. I po tym jak uporał się ze złością do żony, okazało się że biznes idzie mu świetnie. Czyli mówiąc metaforą: przyszedł z problemem serca a ja naprawiałam nerkę. Dlatego, gdy świetny pracownik zaczyna gorzej pracować, coach powinien zainteresować się, co jest tego przyczyną: może ma jakieś problemy ze sobą, może jakieś kłopoty rodzinne? Nie jestem zwolenniczką pozbywania się swoich emocji, lecz zaprzyjaźniania się z nimi. Inteligencja emocjonalna to 80% naszego sukcesu. Dlatego uczę równowagi i rozumienia samego siebie. Kiedy potrafimy się ze swoim lękiem dogadać, rozumiemy jaką informacje niesie. Bo jeżeli uciekasz od jakiegoś problemu - życie przyniesie ci następny. Tyle tylko, że większy.
Rozmowa z Urszulą Sadomską, coachem Gdańskiego Wydawnictwa Psychologicznego Szkolenia
































































