Prezes Ludowego Banku Chin Zhou Xiaochuan ponownie piętnuje nadmierne zadłużenie i inne problemy narastające w sektorze finansowym Państwa Środka oraz zaleca szersze otwarcie i liberalizację rynku za Murem. Jest to kolejna ostra wypowiedź ustępującego w najbliższych miesiącach szefa chińskiego banku centralnego.
W ostatnich latach lewar chińskiej gospodarki rósł dramatycznie szybko - zadłużenie sektora niefinansowego w stosunku do PKB zwiększyło się z niespełna 150 proc. w 2008 r. do blisko 250 proc. na koniec roku ubiegłego. Chińskie władze dostrzegły problem i podjęły działania zmierzające do redukcji uzależnienia gospodarki od kredytowej kroplówki, jednak wciąż trwa spór, czy przynoszą one pożądane efekty.
Prezes Zhou Xiaochuan, pozostający na stanowisku od 15 lat, jest w awangardzie polityków nawołujących do wcielania w życie reform liberalizujących gospodarkę Państwa Środka. Teraz, gdy czas jego urzędowania dobiega końca, z jeszcze większą stanowczością wypowiada się w sprawie zagrożeń czających się w chińskim sektorze finansowym oraz apeluje o przyspieszenie zmian.
W opublikowanym w weekend na stronie PBC artykule Zhou pisze, że pomimo iż ogólny stan finansów jest dobry, to "chiński sektor finansowy przechodzi przez okres, w którym łatwość i częstotliwość występowania ryzyk jest wysokie", a natura tych ryzyk jest często złożona i ukryta, może się pojawić niespodziewanie i szybko rozprzestrzenić.
Prezes Ludowego Banku Chin zaznacza, że kraj powinien się strzec zarówno "czarnych łabędzi", czyli wydarzeń nieprzewidywalnych o ogromnych negatywnych konsekwencjach, ale także "szarych nosorożców", czyli problemów dawno zidentyfikowanych, ale niedocenianych.
Do tych ostatnich należą wysoki poziom zadłużenia, szczególnie przedsiębiorstw (165 proc. PKB w 2016 r.), przy równoczesnym ograniczeniu płynności w sektorze bankowym, wielkość niespłacanych pożyczek (oficjalne szacunki wskazują, że jest ich raptem 1,5 proc., nieoficjalne - przynajmniej kilkukrotnie więcej), rozwój sektora bankowości cienia, firmy-zombie, które działają tylko dzięki motywowanemu politycznie dopływowi kapitału, a nie konkurencyjności rynkowej.
Zhou zaznacza także, że instytucje finansowe za Murem nie są w stanie prawidłowo wyceniać ryzyka (w zawoalowany sposób podkreśla w ten sposób prymat czynników politycznych nad ekonomicznymi oraz brak gotowości banków do działania na zasadach w pełni rynkowych). Ponadto, określa niektóre firmy internetowe jako piramidy finansowe, dodając przy tym, że kreują one bańki w różnych sektorach gospodarki poprzez produkty o wysokiej stopy ryzyka - tego typu produkty mogą stać m.in. za niedawnymi rajdami surowców, np. miedzi.
Obok krytyki obecnej sytuacji Zhou przedstawia zalecenia na przyszłość, które postuluje od lat: liberalizację przepływów finansowych między Chinami i zagranicą, internacjonalizację juana, ograniczenie interwencji państwowych na rynku akcji i wzmocnienie rynku obligacji. Jego zdaniem to rynek, a nie państwo powinno odgrywać decydującą rolę w alokacji zasobów finansowych w gospodarce.
Opublikowany artykuł to kolejna wypowiedź odchodzącego z urzędu bankiera w ostatnim czasie. W październiku Zhou ostrzegał przed Momentem Minsky'ego, czyli nagłym załamaniem gospodarczym po okresie dynamicznego wzrostu zadłużenia. Wypowiedzi te mogą być próbą ugruntowania jego pozytywnego wizerunku na świecie oraz jedną z ostatnich prób wywołania wpływu na partyjnych decydentów w celu dalszej liberalizacji rynku finansowego za Murem. Z nieoficjalnych informacji wynika, że Zhou ustąpi ze stanowiska na początku przyszłego roku.
Maciej Kalwasiński




























































