Szybko rosnące zapasy (od końca września giełdowe rezerwy miedzi zwiększyły się 2,5-krotnie) świadczą o słabości realnego popytu. Taka sytuacja nie powinna zaskakiwać, zważywszy na fatalne dane z przemysłu napływające praktycznie ze wszystkich zakątków świata. Dzisiaj niemiecki urząd statystyczny podał, że w grudniu zamówienia przemysłowe zmniejszyły się aż o 6,9% m/m i 25,1% r/r. Równie katastrofalne dane napływały wcześniej od innych kluczowych konsumentów miedzi: Japonii oraz Korei Południowej.
Po południu podobny raport przedstawi też Departament Handlu. Ekonomiści spodziewają się, że wartość zamówień w amerykańskich fabrykach zmniejszyła się w grudniu o 2,5% m/m.
Jednakże od początku roku inwestorów nie obchodzą już dane historyczne za ostatni kwartał. Dla handlujących kontraktami na miedź ważniejsze są sygnały mogące świadczyć o wzroście zapotrzebowania na czerwony metal. Dlatego też jakakolwiek poprawa sytuacji na rynkach akcji przekłada się na zwyżkę notowań miedzi. Podobną rolę co giełdowe indeksy spełnia także kurs EUR/USD.
Tymczasem w czwartek o godzinie 13:10 tonę miedzi można było kupić za 3.335 dolarów, a więc praktycznie po takiej samej cenie jak na zamknięciu wczorajszych notowań. Od swojego grudniowego minimum kurs miedzi wzrósł o prawie 20%. Ale już cena tego metalu wyrażona w euro wzrosła o jedną trzecią, zaś w złotych aż o połowę.
K.K.






























































