REKLAMA
WAKACJE NA GIEŁDZIE

Polska branża moto wjechała w głęboką dziurę. Szykuje się najgorszy rok od 7 lat

Marcin Kaźmierczak2022-12-19 06:00redaktor Bankier.pl
publikacja
2022-12-19 06:00
Dodaj Bankier.pl w Google

Najmniej zarejestrowanych nowych aut używanych aut z zagranicy, dołująca produkcja samochodów, a do tego drożyzna w salonach i komisach. Tak przedstawia się obraz polskiej branży motoryzacyjnej pod koniec 2022 roku, który może okazać się najgorszym rokiem od siedmiu lat.

W ciągu pierwszych jedenastu miesięcy 2022 r. zarówno Polscy klienci indywidualni, jak i działające nad Wisłą firmy zarejestrowały 382 877 aut osobowych – wynika z danych Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego. To o 6,7 proc. mniej niż w i tak kiepskim 2021 r. i wciąż nieznacznie więcej niż w 2020 r., gdy pierwsza fala pandemii COVID-19 torpedowała sprzedaż i liczbę rejestracji.

Grudzień da odpowiedź

Szczątkowe dane dotyczące pierwszych dziesięciu dni grudnia 2022 r. pokazują jednak, że tegoroczny wynik osiągnięty przez salony samochodowe może być niższy od zanotowanego w 2020 r. Jak wynika z danych PZPM, w analizowanym okresie liczba rejestracji osobówek była bowiem o 13,5 proc. niższa niż przed rokiem. Grudzień 2021 r. był z kolei zdecydowanie gorszy od grudnia 2020 r., kiedy to, biorąc pod uwagę cały miesiąc, zarejestrowano rekordową w ostatnich latach liczbę 51,5 tys. nowych samochodów. Żeby jednak nieco skonfrontować z realiami tę statystykę, trzeba dodać, że wpływ na tak wysoki wynik miały głównie tzw. rejestracje dealerskie.

Firmy mniej chętne na nowe auta

Do spadku liczby rejestracji nowych aut osobowych przyczyniły się głównie firmy, które w ciągu pierwszych jedenastu miesięcy 2022 r. wprowadziły do bazy Centralnej Ewidencji Pojazdów 271 228 aut – o 11 proc. mniej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. Tegoroczny rezultat jest o 103 sztuki niższy od osiągniętego w 2020 r. Trzeba jednak pamiętać, że wówczas – zarówno w marcu, jak i kwietniu – branża zmagała się m.in. z zamkniętymi wydziałami komunikacji podczas pierwszej fali pandemii.

Zdecydowanie mniej rejestracji niż przed rokiem dotknęło także lekkie auta dostawcze o masie do 3,5 t. Od początku roku do końca listopada do bazy CEP trafiło 56,5 tys. takich pojazdów – o 15 proc. mniej niż w analogicznym okresie 2021 r.

Wakacje na giełdzie

– Niewątpliwie główną przyczyną tak słabego wyniku są problemy z dostępnością półprzewodników, a co za tym idzie samochodów. Ciągle zmagamy się z konsekwencjami pandemii COVID-19, czyli przede wszystkim z zerwanymi łańcuchami dostaw. Znacznie wzrosły koszty transportu, a w ostatnim roku najbardziej dotkliwe były oczywiście konsekwencje trwającej wojny w Ukrainie, bo zerwane zostały kolejne łańcuchy dostaw i praktycznie wszyscy światowi i europejscy producenci motoryzacyjni wycofali się z Rosji, co przełożyło się na bardzo wymierne straty dla branży motoryzacyjnej – mówi Jakub Faryś, prezes Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego.

Dołujący import, rekordowy wiek

Jeszcze mocniej dołuje import używanych aut osobowych i dostawczych o masie do 3,5 t. W ciągu pierwszych jedenastu miesięcy 2022 r. do Polski sprowadzono bowiem 717 425 aut – o 17,5 proc. mniej niż rok wcześniej oraz o 7,5 proc. mniej niż w 2020 r.

Średnio w ciągu miesiąca w bazie CEP rejestrowano w tym roku ok. 65 tys. używanych aut z zagranicy. Jeśli grudzień nie przyniesie znaczącej poprawy, tegoroczny import wyniesie znacznie poniżej 800 tys. sztuk. Dla porównania, w 2021 r. do Polski sprowadzono blisko 940 tys. używanych aut z zagranicy, w 2020 r. 848 tys., w 2019 r. i 2018 r. po 1 mln, w 2017 r. 935 tys., a w 2016 r. ponownie 1 mln.

W przeciwieństwie do liczby sprowadzanych i rejestrowanych w Polsce po raz pierwszy używanych pojazdów rośnie ich wiek. Statystyczne używane auto osobowe sprowadzone nad Wisłę i Odrę od początku roku do końca listopada miało 13 lat i 2 miesiące – najwięcej w historii.

Podwyżki zniechęciły klientów

Oprócz ograniczonej dostępności aut spowodowanej brakiem lub ograniczonym dostępem koncernów i fabryk do półprzewodników, a następnie zawirowaniami w łańcuchach dostaw wywołanymi inwazją Rosji na Ukrainę, klientów z salonów samochodowych wygoniły także wzrosty cen.

– Nie można pominąć bardzo wysokiej inflacji, z którą zmaga się nie tylko Polska, ale cała Europa i świat. Kłopoty gospodarcze przyczyniły się do znacznego spadku optymizmu konsumenckiego i w efekcie mniejszego popytu na towary – zauważa Jakub Faryś.

Wzrost cen obrazują choćby cenniki pięciu najpopularniejszych modeli tego roku: toyoty corolli, toyoty yaris, kii sportage, dacii duster i skody octavii. Spośród nich jedynie yaris podrożał w ciągu roku o mniej niż 10 proc. Obecnie za podstawową wersję yarisa trzeba zapłacić 69 900 zł – o 5 tys. (+7,7 proc. r/r) więcej niż przed rokiem. Skoda octavia podrożała w tym czasie o 16,4 proc., a cena jej podstawowej i najuboższej wersji po raz pierwszy przekroczyła 100 tys. zł.

Za najtańszą dacię duster po faceliftingu trzeba obecnie zapłacić 77 tys. zł. To o 50 proc., a nominalnie o 25 tys. zł więcej od ceny najtańszego dustera w 2021 r. Odświeżona toyota corolla (wciąż najpopularniejszy model wśród Polaków) to w przypadku najtańszego wariantu nadwozia hatchback 116 900 zł – o 41 proc. i 34 tys. zł więcej niż płacono za najuboższą corollę w 2021 r.

Pojawienie się nowej kii sportage sprawiło z kolei, że cena jej najtańszej wersji wzrosła o ponad 24 proc., przekraczając 100 tys. zł.

Drożeją, również w dwucyfrowym tempie, auta używane, na co wpływ ma także niższa dostępność i wyższe ceny nowych samochodów. Jak zauważa Jakub Faryś, w ciągu ostatnich trzech lat na europejski rynek nie trafiło co najmniej od 5 do 6 mln nowych aut.

Zgodnie z danymi AAA Auto w listopadzie 2022 r. mediana ceny oczekiwanej za samochody używane wyniosła rekordowe 29 900 i była o 33 proc. wyższa niż przed rokiem.

Niższa niż przed kilkoma laty jest także produkcja samochodów. Choć, jak wynika z danych KPMG, w ciągu pierwszych trzech kwartałów z polskich fabryk wyjechało 335,4 tys. samochodów – o 3,5 proc. więcej niż w analogicznym okresie poprzedniego roku, to do wyników na poziomie 550 – 650 tys. szt., które osiągano w poprzednich latach, bardzo daleko.

Napędy alternatywne na plusie

Na plusie w kończącym się 2022 r. zapisać można wzrost zainteresowania Polaków autami z napędami alternatywnymi. Zgodnie z danymi PZPM w ciągu pierwszych 11 miesięcy 2022 r. ich udział w sprzedaży nowych aut przekroczył 40 proc. Wśród nich dominowały hybrydy: MHEV (17 proc. udziałów w rynku) oraz klasyczne HEV (15,4 proc. udziałów i +2,6 pp. r/r).

Od początku roku do końca listopada Polacy zarejestrowali ponad 10 tys. aut w pełni elektrycznych, co oznaczało wzrost o 78,6 proc. Klasyczne „elektryki” odnotowały tym samym 2,6 proc. udziałów w rynku (+1,3 pp. r/r).

– Dziś trudno prognozować, kiedy rynek wróci do normy. Wydaje się, że na powrót do sytuacji sprzed 2020 roku poczekamy dość długo, o ile w ogóle w Europie w najbliższych latach osiągniemy poziom rejestracji sprzed kilku lat. Nie można pominąć bardzo ważnego, a może najważniejszego w obecnej sytuacji czynnika – mianowicie przechodzenia na napędy zeroemisyjne. To proces, który rozpoczął się kilka lat temu, a w ostatnim czasie bardzo przyspiesza. Dość powiedzieć, że w 2035 roku będziemy w praktyce mogli rejestrować tylko nowe pojazdy bateryjne lub wodorowe. Oznacza to, że branża motoryzacyjna na całym świecie będzie musiała ponieść koszt tej transformacji szacowany na setki miliardów euro – ocenia Jakub Faryś.

Źródło:
Marcin Kaźmierczak
Marcin Kaźmierczak
redaktor Bankier.pl

Redaktor Bankier.pl. Zajmuje się tematyką nieruchomości. Przygotowuje raporty dotyczące cen mieszkań, pisze o trendach na tym rynku, monitoruje najciekawsze inwestycje w Polsce i za granicą. Na co dzień śledzi także rynek motoryzacyjny, a swoimi spostrzeżeniami dzieli się w sekcji Moto portalu Bankier.pl. Absolwent politologii na Uniwersytecie Wrocławskim. Tel. 539 672 383.

Tematy

Komentarze (0)

dodaj komentarz

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki