REKLAMA

Polska 10 lat w Unii Europejskiej. Sukcesy i porażki

Łukasz Piechowiak2014-05-01 06:00główny ekonomista Bankier.pl
publikacja
2014-05-01 06:00

1 maja mija 10 rocznica wejścia Polski do Unii Europejskiej. Przez ten czas nasz kraj bardzo się zmienił. Otwartym pozostaje pytanie, czy na lepsze. Analiza poszczególnych wskaźników gospodarczych pokazuje, że Polska dokonała olbrzymiego skoku cywilizacyjnego. Jednak nie ma nic za darmo.

Podstawowe wskaźniki ekonomiczne uległy znacznej poprawie. Przez ostatnich 10 lat PKB Polski zwiększyło się prawie dwukrotnie – z 884 mld zł do blisko 1600 mld zł. Z tego tylko eksport towarów zwiększył się blisko 3-krotnie. Średni wzrost PKB w tym okresie wyniósł prawie 4% rocznie. Pytanie, czy to jest dużo, czy mało, na razie pozostaje bez odpowiedzi. Dla porównania - w samym tym okresie średni wzrost PKB Czech wyniósł 2,5%, a Węgier niecały 1%.


Równocześnie wydajność pracy wzrosła o blisko 25% - w 2004 roku przeciętny pracownik w ciągu godziny produkował dobra i usługi o wartości 8 euro, teraz jest to ponad 10 euro. W Niemczech wydajność zwiększyła się tylko o 9%, a w Czechach – o 18%.

Przeciętne wynagrodzenie zwiększyło się o ponad 60% - w marcu pierwszy raz w historii średnia pensja w sektorze przedsiębiorstw przekroczyła magiczną granicę 1 tys. euro ( i to bez wypłat z nagród). W 2004 roku średnią krajową można było wymienić najwyżej na 530 euro.

W teorii należy porównywać dekadę do dekady. W latach 1994-2004 PKB Polski urosło z poziomu 124 mld dolarów do 260 mld dolarów, czyli ponad dwukrotnie. Średnioroczny wzrost PKB wynosił ok. 5%. PKB per capita (wg parytetu siły nabywczej) wzrosło z 8,5 tys. dolarów do 13 tys. dolarów w 2004 roku i do ponad 22 tys. w 2012 roku. Jednak lata 90. to był zupełnie inny okres – warunki wyjściowe były diametralnie różne. Polska dopiero przechodziła transformację ustrojową i otwierała się na wolny rynek. Stąd silne wzrosty z tego okresu, które nie były też wolne od kosztów, m.in. społecznych związanych z silnym wzrostem bezrobocia, które jeszcze w latach 80’tych było praktycznie nieznanym nam zjawiskiem.

Pracuje 1,5 mln osób więcej

W 2004 roku liczba pracujących Polaków wynosiła 14 mln osób, w IV kw. 2013 roku było ich już 15,7 mln osób. 10 lat temu w sektorze przedsiębiorstw zatrudniających powyżej 9 osób pracowało 4,1 mln ludzi, obecnie jest to 5,5 mln osób. W 2004 roku pracowało tylko 51,5% kobiet w wieku produkcyjnym, obecnie wskaźnik ten wynosi 60,6%. Dekadę temu pracowało 6 na 10 mężczyzn – teraz 7 na 10.

Znacznie poprawiła się infrastruktura drogowa. W 2004 roku mieliśmy łącznie 545 km autostrad i nieco ponad 220 km dróg ekspresowych. Część dróg krajowych i lokalnych była w fatalnym stanie. Obecnie (11 kwietnia 2014) oddanych do użytku jest 1494,45 km autostrad oraz 1353,2 km dróg ekspresowych. W sumie na rozwój infrastruktury drogowej i kolejowej wydaliśmy ok. 100 mld zł – na każde wydane przez państwo tysiąc złotych ponad 40 zł szło na infrastrukturę. To bezpośrednio przekłada się na statystykę wypadków drogowych. W 2004 roku na wąskich i dziurawych drogach ginęło prawie 6 tys. ludzi rocznie. W 2013 roku było to 3,3 tys. osób.

W 2004 roku oczekiwana długość życia w Polsce wynosiła 74 lata i 10 miesięcy. Obecnie jest to ponad 77 lat. Przeciętny Polak przeżyje 72 lata, a Polka – 81 lat. Wciąż nam daleko do bogatych krajów Zachodu, np. przeciętna Francuzka przeżyje 86 lat, z tego ponad 25 na emeryturze – jednak poprawa jest zauważalna. Jest również bezpieczniej. Liczba przestępstw spadła z 1,4 mln stwierdzonych w 2004 roku do 1 mln w 2013. Wykrywalność wzrosła z 56% do 67%.

Poprawa warunków pracy i życia wpływa również na spadek liczby samobójstw, w wyniku których niestety wciąż ginie więcej osób niż w wypadkach drogowych – w 2004 roku samobójstwo popełniło 4,8 tys. osób, a 10 lat później ponad 1 tys. osób mniej. To wciąż bardzo niechlubna statystyka, lecz tendencja spadkowa jest silnie skorelowana z poprawą warunków gospodarczych kraju.

UE pośrednio odpowiedzialna za wszystko

W teorii Unia pośrednio przyczyniła się do poprawy w większości wymienionych sektorów. Drogi zbudowaliśmy za fundusze unijne. Mniejsza liczba wypadków przy pracy to wynik regulacji unijnych, które uniemożliwiają np. sprzedaż na terenie UE towarów bez odpowiednich certyfikatów bezpieczeństwa. Długość życia wzrosła dzięki wsparciu sektora medycznego środkami unijnymi. Eksport zwiększył się po otwarciu granic i zlikwidowaniu ceł. Wydajność wzrosła dzięki lepszej organizacji pracy i zwiększeniu nacisku na nowe technologie. Przeciętna pensja wystrzeliła do góry (minimalna z resztą też). PKB per capita w 2004 roku wynosiło 50% średniej unijnej. Z szacunków resortu finansów wynika, że już w 2017 roku będzie to 74% przeciętnej. Brzmi pięknie. Po lekturze tych danych niejeden polityk popadłby w euforię proeuropejską. Ale teraz czas na kilka cierpkich słów.

Porażki, których nie widać, ale czuć

Inflacja za ostatnią dekadę to ponad 90%. Oznacza to, że ceny różnych dóbr na skutek wzrostu podaży pieniądza wzrosły nam blisko dwukrotnie. W tym samym czasie przeciętne wynagrodzenie zwiększyło się tylko o 75%. I to przy zwiększonej wydajności pracy. Słowem – praca Polaka jest mocno niedowartościowana. I to we własnym kraju.

Bezrobocie zmalało z blisko 3 mln (19,5%) zarejestrowanych w urzędach pracy do 2 mln (13,3%). W czasie najlepszej koniunktury stopa bezrobocia wahała się w granicach 10%. Kłopot w tym, że kraj opuściło 1,8 mln obywateli, którzy nie mogli tu znaleźć godnej pracy - dla porównania w latach 1990-2003 Polskę opuściło ok. 800 tys. ludzi. Gdyby nie ich ucieczka, to bezrobocie w Polsce byłoby tak samo wysokie, jak w Hiszpanii lub Grecji, czyli wynosiło ok. 25%. Nie byłoby też pieniędzy, które wysyłają do rodzin – ok. 17 mld zł rocznie (130 mld przez ostatnie 10 lat). To trzy razy tyle, ile przeznaczyliśmy na zasiłki dla bezrobotnych.

To wspaniale, że dzięki otwartym granicom i możliwości legalnej pracy w innych krajach UE olbrzymia część Polaków może spełniać marzenia o dobrobycie, z którego nie mogliby korzystać w kraju. Jednak czy to sukces? Wniosek jest prosty - więcej Polaków wyjechało, niż znalazło pracę w kraju. Z tego w samej administracji przybyło ok. 80 tys. etatów - w 2004 roku było ok. 360 tys. Na koniec 2013 roku w administracji publicznej pracowało ok. 440 tys. urzędników nie licząc osób zatrudnionych w obronie narodowej oraz ubezpieczeniach społecznych, a także osób świadczących usługi dla administracji na podstawie umów cywilno-prawnych. Innymi słowy łączna liczba urzędników oscyluje w granicach pół miliona!

Zadłużanie w nieskończoność

Dług publiczny w 2004 roku wynosił ok. 430 mld zł. Na koniec 2013 roku jego wartość osiągnęła poziom 837 mld zł (gdzie te pieniądze?). Dopiero po przejęciu części aktywów OFE zmalał on do 732 mld zł. Gdyby nie reforma emerytalna to prawdopodobnie rząd zmuszony byłby do zrównoważenia budżetu – a to byłaby katastrofa dla całego sektora publicznego. Nie byłoby waloryzacji rent i emerytur. Wynagrodzenia w administracji stanęłyby w miejscu, a inwestycje w infrastrukturę trzeba by wstrzymać. Spłacenie tego zadłużenia w tym momencie jest niemożliwe – przeciętny Polak musiałby przez trzy lata pracować za równowartość ok. 1 tys. zł miesięcznie lub 8 miesięcy całkowicie za darmo.

Polska wyludni się. Co piąta Polka zagrożona jest ubóstwem, a ponad połowy nie stać na zakup telewizora

Polki pod względem dzietności są na jednym z ostatnich miejsc na świecie – dokładnie na 212. Na jedną Polkę przypada 1,33 urodzeń – w 2004 roku dzietność wynosiła prawie 1,4 urodzeń. Przynajmniej od początku poprzedniej dekady mówi się o kryzysie demograficznym. Rząd nie wprowadził żadnych reform, które zachęciłyby Polaków do posiadania dzieci w kraju. W kraju, bo polskie emigrantki np. w Anglii są równie dzietne co Pakistanki.

W dalszym ciągu ponad połowa gospodarstw domowych miałaby olbrzymi problem, gdyby musiała zrealizować niespodziewany wydatek w wysokości do 1 tys. zł. Słowem – zepsuty telewizor oznacza kryzys finansowy całej rodziny. Stan finansowy Polaków obrazuje wskaźnik zagrożonych ubóstwem. W 2004 roku ubóstwem zagrożonych było 20,8% gospodarstw domowych – przez dziesięć lat wskaźnik ten obniżył się tylko do 17,3%. To nie jest dziesięć lat „świetlnych różnicy”, chociaż to i tak więcej niż w Niemczech czy Anglii. Jednak biedak w Polsce i biedak w Anglii mają portfele zupełnie innej grubości.

Bez UE byłoby gorzej?

10 lat w Unii Europejskiej z jednej strony przyniosło nam wiele korzyści. Mamy piękne drogi, PKB rośnie. Przeciętne wynagrodzenie także. Polak, który nie może znaleźć pracy w kraju, po prostu może się spakować i wyjechać do innego. Teraz to zupełnie inne państwo niż w 2004 roku. Jest lepiej, ale wciąż źle. Nigdy nie dowiemy się, czy sytuacja wyglądałaby lepiej, gdybyśmy w Unii nie byli. Nie ma możliwości przeprowadzenia takiego eksperymentu. Ciężko jest znaleźć nawet kraj, który nie należy do podobnej organizacji, a mógłby być traktowany jako dobra baza porównawcza.

UE to byt, który trzeba aktywnie reformować, a nie „zaorać”. W mojej opinii wstąpienie do UE to był krok w dobrą stronę i bez wejścia do jej struktur sytuacja u nas byłaby o wiele gorsza. Nie dlatego, że UE sieje dobrobyt tylko dlatego, że ci sami polscy politycy wciąż tworzą u nas prawo i bez unijnych regulacji, nawet tych absurdalnych – stawiam, że robiliby jeszcze mniej niż obecnie.

Łukasz Piechowiak
główny ekonomista Bankier.pl
Źródło:

Do pobrania

infouekwsjpg
Tematy

Komentarze (54)

dodaj komentarz
~Kr2ys2tof
Nie ważne jest wynagrodzenie tylko siła nabywcza! tych pieniędzy, czyli co możemy kupić teraz a co mogliśmy wtedy :-). Taki drobiazg.
~spdf
Co za brednie!
Proszę dodać liczbę emigantów do liczby bezrobotnych! To jest porażka!
A po co nam stadiony, albo koszmarnie drogie autostrady!
~Michal
a czy każdy emigrant był bezrobotnym wcześniej?

~Bartek
Jasne po co nam, lepiej więcej poników Kaczyńskiego ... :)
~MacGawer
Jeden z życia wziętych sukcesów za unijne pieniądze. W mieście znanym z jednego z najwyższych wskaźników bezrobocia za dotacje wycięto krzaki wzdłóż rzeki i dumnie wbito upamiętnijącą to tablicę. Ponieważ pozbawiona krzewów rzeka zaczęła mocniej podmywać pozbawione krzewów STROME BRZEGI niezbędne stało się Jeden z życia wziętych sukcesów za unijne pieniądze. W mieście znanym z jednego z najwyższych wskaźników bezrobocia za dotacje wycięto krzaki wzdłóż rzeki i dumnie wbito upamiętnijącą to tablicę. Ponieważ pozbawiona krzewów rzeka zaczęła mocniej podmywać pozbawione krzewów STROME BRZEGI niezbędne stało się wydanie kolejnych miliardów na ich umocnienie. Wybetonowane brzegi sprawiają, że tam gdzie nie ma jeszcze umocnień szybciej erodują, więc kolejne fundusze unijne znajdą swoje przeznaczenie jeszcze kolejne dziesięciolecia "by Polska rosła w siłę a ludziom zyło się dostatnio". O ptakach ktorych dzięki unijnym dotacjom "jakich nie warto tracić" pozbawiono miejsca gniazdowania i żerowania litościwie nie wspomnę. 10 lat SWIETLNYCH stąd te unię wysłać (panie Tusk, rok świetlny to jednostka DŁUGOŚCI!).
~lokso
Dodajmy do niewątpliwych sukcesów jeszcze i to, bo czego to ludzie z tego dobra nie robią... http://www.wprost.pl/ar/446446/Dlaczego-Polacy-odbieraja-sobie-zycie/#strona-komentarzy-1
~RP_Imperator
Wstąpienie do EU to było oddanie suwerenności Rzeczpospolitej. Z jakiej racji mamy się podporządkowywać prawom jakie stanowi nie polski parlament. UE to socjalizm, z jakiej racji polski rolnik ma nałożone limity? i z jakiej racji można się odwołać od wyroku Sądu Najwyższego Rzeczpospolitej do jakiegoś sądu zza granicy Wstąpienie do EU to było oddanie suwerenności Rzeczpospolitej. Z jakiej racji mamy się podporządkowywać prawom jakie stanowi nie polski parlament. UE to socjalizm, z jakiej racji polski rolnik ma nałożone limity? i z jakiej racji można się odwołać od wyroku Sądu Najwyższego Rzeczpospolitej do jakiegoś sądu zza granicy to jest niezgodne z konstytucją. W Europie są państwa które bardzo dobrze funkcjonują bez UE. Norwegia nie ma długu publicznego a nawet ma nadwyżkę, nie zgadniecie, Norwegia NIE jest członkiem UE. Szkoda gadać...
~pantarei
Zwiekszona liczba wyjezdzajacych z kraju kasuje wszystkie "sukcesy......
~Monika
Chciałabym zarabiać te " ponad 4 tys.brutto" Denerwuje mnie kiedy ktoś mówi o średniej krajowej, a co z tymi którzy zarabiają 1680 brutto?I jeszcze po co nam tylu urzędników,skoro jest nas coraz mniej?
~Arek
3 pierwsze "sukcesy" to w zasadzie jeden - jedno wynika z drugiego Panie "główny ekonomisto"

Powiązane: 10 lat Polski w Unii Europejskiej

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki