

Nie cichną kontrowersje wokół polis inwestycyjnych. We wtorek Warszawski Sąd Okręgowy wydał wyrok w sprawie produktu oferowanego przez HDI Gerling Życie pod nazwą „Mega Inwestycja”. Tym razem zakwestionowano klauzulę w umowie pozwalającą towarzystwu na samodzielny wybór momentu wyceny inwestycji klienta przy częściowej wypłacie. W sprawie pojawił się jednak jeszcze jeden, znacznie bardziej sensacyjny wątek.
O sprawie polis inwestycyjnych wielokrotnie pisaliśmy na łamach Bankier.pl. Główną osią konfliktu pomiędzy klientami, którzy kupili taki produkt a towarzystwami ubezpieczeń są opłaty likwidacyjne. Jeśli chcemy w pierwszych latach trwania umowy wycofać swoje środki, narażamy się na prowizje sięgające nieraz nawet całości wpłaconego kapitału.
Klienci walczący o odzyskanie swoich pieniędzy z różnymi skutkami dochodzili swoich racji u ubezpieczycieli. O tym, jakie strategie mogą być w tym przypadku skuteczne opowiadał w wywiadzie Jacek Łęski ze stowarzyszenia „Przywiązani do polisy”.
ReklamaZobacz także
Zbyt wiele swobody przy wypłacie środków
Sprawa HDI Gerling Życie ma za sobą długą drogę. Skarżący kwestionował zapisy w umowie, które dotyczyły sytuacji wcześniejszej, częściowej wypłaty środków z inwestycji ulokowanych w funduszach. Towarzystwo ubezpieczeń zastrzegało, że w razie dokonywania takiej operacji na rachunku klienta musi pozostać kwota co najmniej 5 tys. zł. Jednocześnie przyznawało sobie prawo samodzielnego wyboru wskaźników, według których następowała wycena (z 5 dni od złożenia dyspozycji).

Ostatecznie, po powtórnym rozpatrzeniu sprawy, sąd postanowił wpisać te klauzule na listę klauzul niedozwolonych. Uznano, że zapisy te są szkodzą interesom konsumenta, a w niektórych wypadkach mogą uniemożliwić wypłatę oszczędności.
Czy polisy inwestycyjne to ubezpieczenia?
Szczególnie interesującym wątkiem w tej sprawie było pytanie postawione przez sąd apelacyjny – czy tak skonstruowana umowa jest umową ubezpieczeniową? Dotykało ono sedna sprawy. Polisy inwestycyjne, a przynajmniej część produktów oferowanych pod taką nazwą, tylko w minimalnym stopniu pełniły funkcję ochronną. Znacznie ważniejszy był element inwestycyjny – gros wpłacanych przez klienta środków trafiało do ubezpieczeniowych funduszy kapitałowych. Klient ponosił ryzyko zmienności wyników inwestycji.
Warszawski sąd uchylił się wczoraj od stwierdzenia, czy tego typu umowa jest ważna i czy jest umową ubezpieczeniową. Gdyby zakwestionowano samą konstrukcję polis inwestycyjnych, konsekwencje byłyby poważne – klienci mogliby podważać podpisane umowy. Sąd ograniczył się do wskazania, że ten typ umowy ma charakter umowy nienazwanej (czyli niewystępującej wprost w obowiązujących regulacjach prawnych). Wyrok oznacza zatem, że nie znikły niejasności narosłe wokół polis i zapewne będziemy w najbliższym czasie świadkami kolejnych batalii toczonych przez niezadowolonych klientów.
Michał Kisiel






























































