REKLAMA
WAKACJE NA GIEŁDZIE

Państwowa czy prywatna – jaka uczelnia lepsza?

2009-06-15 13:13
publikacja
2009-06-15 13:13
Po wyborze wymarzonego kierunku studiów przychodzi czas na wybór uczelni. Państwowa czy prywatna – takie pytanie zadaje sobie niejeden maturzysta. Wybór szkół jest ogromny, co wcale nie ułatwia zadania przyszłym studentom.

Jeszcze do niedawna dylematy, jaką szkołę wybrać, publiczną czy niepubliczną, były rzadkością, bo dyplom ukończenia tej pierwszej dużo więcej znaczył na rynku pracy. Dziś sytuacja znacznie się zmieniła. Pracodawcy większą wagę zaczęli przykładać do realnych umiejętności kandydata niż prestiżu ukończonej przez niego uczelni. – Od przyszłych pracowników oczekuję przede wszystkim doświadczenia lub praktyki, umiejętności szybkiego nawiązywania kontaktów, pracy w zespole, podtrzymywania relacji z klientami, wysokiej kultury osobistej, sumienności oraz zdolności dostosowania się do zmieniających się warunków rynkowych – wylicza Paweł, kierownik banku z Wrocławia. – Dużym atutem jest znajomość też języka angielskiego i umiejętność obsługi komputera. Reszta nie ma dla mnie wielkiego znaczenia – dodaje.

W 2008 roku liczba studentów na uczelniach państwowych spadła o 2 procent w stosunku do roku poprzedniego. W tym samym czasie uczelnie niepubliczne zanotowały 3-procentowy wzrost ilości żaków. Jest to zapewne związane z coraz bardziej rozbudowaną ofertą tych szkół. Z drugiej strony, szkoły państwowe w obliczu rosnącej konkurencji, starają się umocnić swoją pozycję na rynku. Podkreślają więc swój prestiż, renomę, tradycję oraz walor bezpłatnej edukacji. To jednak nie zawsze wystarcza studentom do pełni szczęścia.

– Pech chciał, że autobus, którym jechałem na uczelnię, zepsuł się, więc na ostatni egzamin spóźniłem się 15 minut. Wchodząc na salę, przeprosiłem za spóźnienie, ale profesor z wielkim oburzeniem powiedział, że nie mam już tu czego szukać. Przeniosłem się na uczelnię prywatną. Niestety, na egzamin z tego samego przedmiotu również się spóźniłem, bo zaspałem. Jakież było moje zdziwienie, gdy wchodząc na salę, zobaczyłem tego samego profesora z uczelni państwowej. Chyba mnie nie poznał, ponieważ tym razem uśmiechnął się, stwierdził, że nic się nie stało i serdecznie zaprosił mnie do ławki – opowiada Mateusz, student finansów i bankowości.

Prywatnie nie znaczy gorzej

Średnio inteligentni, bez ambicji, bogaci, leniwi, często imprezują, zaliczają każdy egzamin bez wiedzy, bo skoro płacą, to należy im się zaliczenie. Z biegiem czasu ukształtował się właśnie taki stereotyp ucznia szkoły prywatnej. Coraz częściej jednak okazuje się, że to tylko stereotyp i w dodatku bardzo krzywdzący dla studentów uczelni niepublicznych.

– Zdaję sobie z tego sprawę, że szkoły prywatne mają opinię „szkół dla debili”. Nic bardziej mylnego. Nie uważam się za głupka, bo na listę przyjętych na uniwersytet brakowało mi trzech miejsc. Z wielkim rozgoryczeniem wybrałam się więc na studia płatne. Byłam przekonana, że ludzie tam będą bogaci, zarozumiali i samolubni. Teraz widzę, że takie stereotypy to wielka bzdura. Większość moich kolegów i koleżanek pracuje, żeby zarobić na czesne. Każdy sobie pomaga, jak umie. Nie ma czegoś takiego, jak rywalizacja, a ci z „pierwszych ławek” nigdy nie skąpią notatek – mówi Justyna, studentka dziennikarstwa. – Bardzo miłe zaskoczenie spotkało mnie, gdy dowiedziałam się, że na mojej uczelni jest prawie taka sama kadra profesorska, jak na uniwerku. Liczby godzin i przedmioty również mamy takie same, więc na pewno nie mam na co narzekać – dodaje.

Podobnego zdania jest Weronika, absolwentka turystyki. Studentka dostrzega również inne zalety szkół niepublicznych.

– Śmiało mogę powiedzieć, że prywatne uczelnie są dużo lepiej wyposażone. Nowe budynki, solidny sprzęt, świetnie przystosowane sale. Uczelnie prywatne posiadają lepszą organizacje i pomagają w znalezieniu praktyk i pracy po studiach. Dużym plusem jest tez to, że wszystkie sale znajdują się w jednym kampusie, czym nie każda uczelnia publiczna może się pochwalić. Zawsze współczułam mojej współlokatorce, która co dwie godziny musiała jeździć w różne rejony miasta – opowiada Weronika.

Płacisz – zdajesz

Zmorą uczelni prywatnych są jednak pogłoski, że ich poziom nauczania nie dorasta uczelniom państwowym do pięt. Ponadto wiele osób narzeka na brak typowego studenckiego klimatu, a profesorom niepaństwowych uczelni często zarzuca się zaliczanie uczniom egzaminów nawet bez ich obecności, czyli na zasadzie „jak zapłacisz, tak zdasz”.

– Po maturze bez zastanowienia poszłam na uczelnię prywatną. Chciałam być traktowana jak człowiek, a nie jak nic nieznaczący numerek w dzienniku. Zdanie zmieniłam już w pierwszym miesiącu studiowania, gdy zaczęłam szukać pracy. Mnóstwo ogłoszeń miało w nawiasie napisane, że nie przyjmują absolwentów mojej szkoły. Potem dowiedziałam się, że aby zdać egzamin w mojej szkole, wystarczy przyjść i wręczyć profesorowi kopertę. Z łapówkami osobiście się nie spotkałam, ale mimo wszystko zmieniłam uczelnię, aby w przyszłości nie mieć problemów – wspomina Monika, studentka stosunków międzynarodowych z Krakowa.

Państwowe – prestiżowe

Państwowe uczelnie ciągle mogą pochwalić się renomą, wysokim poziomem nauczania, wykwalifikowaną kadrą oraz wspaniałymi tradycjami. W dalszym ciągu są bezpłatne, co dla większości maturzystów w Polsce stanowi dużą zaletę. Wielu studentów stara się o przeniesienie z prywatnej uczelni na państwową po pierwszym bądź drugim roku studiów. Jest to możliwe, o ile w szkole państwowej zwolni się miejsce, np. jeśli ktoś nie zaliczy egzaminów.

– Na pierwszym roku studiów miałam wysoką średnią, więc postanowiłam, że spróbuję przenieść się na uniwersytet. Mimo tego, że bardzo lubiłam swoją uczelnię, czesne było dla mnie zbyt wysokie. Dostałam się i jestem zadowolona – wspomina Kasia, studentka public relations. – Studenci mają tutaj całkiem inne podejście do nauki. Bardziej przykładają się do swojej pracy, są ambitniejsi i dociekliwi, więc podnoszą poziom wszystkim. Grupy są mniejsze i lepiej nam się pracuje. Ponadto na uniwersytecie działa mnóstwo kół naukowych, dzięki którym jeszcze lepiej rozwijam się naukowo. Zajęcia są ciekawsze i bardziej praktyczne – zachwala państwową uczelnię Kasia.

Podobnego zdania są nauczyciele akademiccy pracujący jednocześnie na uczelni publicznej i prywatnej, jak Marcin Walczyński, anglista.

– Zdarzają się przypadki, że studenci, zdecydowanie częściej z prywatnych uczelni, próbują wykłócić się o wyższą ocenę, nie mając do tego podstaw. Częściej też obserwuję wśród studentów uczelni prywatnych przypadki ściągania podczas testów czy popełniania plagiatu. Prawdopodobnie czują się bardziej bezkarni, bo sądzą, że płacą czesne i dlatego szkoła będzie chciała ich zatrzymać za wszelką cenę. To też sprawia, że trudniej jest zmotywować studentów uczelni prywatnych do uczenia się, choć w swojej karierze spotkałem także wielu studentów ze szkół prywatnych, którzy byli ambitni, a to sprawiało, że poziom zajęć był zdecydowanie wyższy – porównuje oba typy szkół Walczyński.

Wszystko zależy zatem od indywidualnego podejścia studenta. Przede wszystkim pamiętać należy, że studiowanie na prywatnej uczelni nie musi oznaczać niskiej inteligencji, lenistwa czy braku ambicji. Przecież wszędzie znajdą się tacy, którzy dobrze się uczą i tacy, którzy dobrze kombinują.

Marcelina Kruż
Źródło:
Tematy
Nie tylko 0 zł za konto. Sprawdź, które rachunki firmowe naprawdę się opłacają
Nie tylko 0 zł za konto. Sprawdź, które rachunki firmowe naprawdę się opłacają

Komentarze (13)

dodaj komentarz
pawlacz34
jeżeli chodzi o poziom nauczania to wiadomo, że w państwowej uczeni. W prywatnych szkołach dbają o ucznia, bo mają z tego zyski finansowe , wówczas uczeń nie musi się przykładać do nauki.
john1979
Z tym poziomem nauczania na publicznych uczelniach bywa różnie. Powiedzmy sobie szczerze - pracodawcę guzik obchodzi co skończyłeś, liczy się dla niego wiedza jaką posiadasz + ewentualnie doświadczenie zawodowe.
~martuuula
jasne, że prywtana i najlepiej trub zaoczny tak by łączyć studia ze zdobywaniem pierwszych doświadczęń, sama studiuję Logistykę na szczecińskim WSB i pracuję już od pierwszego roku studiów :)
~Renata Mazur
Witam,

Właśnie m.in. WSB to uczelnie których oferta i organizacja skierowane są przede wszystkim do osób łączących naukę i pracę. Kierunek obrany przez Wyższe Szkoły Bankowe został doceniony nie tylko w rankingach i w opinii pracodawców, ale również przez ponad 35 000 pracujących studentów, którzy co roku zdobywają tu wiedzę
Witam,

Właśnie m.in. WSB to uczelnie których oferta i organizacja skierowane są przede wszystkim do osób łączących naukę i pracę. Kierunek obrany przez Wyższe Szkoły Bankowe został doceniony nie tylko w rankingach i w opinii pracodawców, ale również przez ponad 35 000 pracujących studentów, którzy co roku zdobywają tu wiedzę i doświadczenia. Wyższe Szkoły Bankowe to uczelnie najchętniej przez nich wybierane.

Ponadto do dnia 16 września można się zapisywać korzystając z promocji:
0zł wpisowego (zamiast 395zł)
300zł zniżki w czesnym na I roku studiów

Pozdrawiam,
Renata Mazur, Wsb OnlineExpert
~antydoradca
gość poznał prowadzącego zajęcia na egzaminie:-)

A które są lepsze?

Myślę, że wszystko zależy od ludzi. Uczelnie dzielmy na dobre i złe, a nie na państwowe i nie....

A co do uwalania. Pracuje na państwowej i niepaństwowej. W państwowej na egzaminie uwaliłem 10%, w prywatnej 33%. Wymogi są identyczne......

A
gość poznał prowadzącego zajęcia na egzaminie:-)

A które są lepsze?

Myślę, że wszystko zależy od ludzi. Uczelnie dzielmy na dobre i złe, a nie na państwowe i nie....

A co do uwalania. Pracuje na państwowej i niepaństwowej. W państwowej na egzaminie uwaliłem 10%, w prywatnej 33%. Wymogi są identyczne......

A różnice? na państwowej student dostaie z zerówce 3.0, to przychodzi na 1 termin by "poprawić" - w tym roku kilku "poprawiło" z 3.0 na 2.0. No i teraz płaczą - bo stypendium.
W prywatnej - dostaną 3.0, i czasem pojęczą - ale lepiej oceniają własne siły.

A jeśli chodzi o kulturę osobistą, to na państwowej jest dramat.... Te teksty w stylu o k..., pier...., zdałam , albo ten ch.... powiedział, że można dostac 2.0 z 1 terminu, mimo, że się dostało 3.0 z zerówki - to standard.

Na prywatnej tego nie ma

Co do traktowania studentów.... studenci na państwowej są rozpuszczeni.... dość dawno się nauczyłem, że jak jestem w pokoju poza dyżurem, to drzwi trzymam zamknięte. Student potrafi w lipcu na Krupówkach z indeksem gonić.

Na prywatnej - wszyscy wiedzą, że za dyżury się płaci (choć przecież w państwowej też) więc poza dyżurami nas nie ma.

Uczelnie prywatne to praktycznie wyłącznie dydaktyka, w państwowych trzeba udawać, że się pracuje naukowo...... W tym roku na badania dostałem sumę dwucyfrową - konkretnie 1000 kartek papieru ksero, kompy mamy prawie pełnoletnie..... więc fajnie udajemy.....
~Erwin_Keta
Z tym lepszym wyposażeniem to bzdura. Owszem. Prywatne uczelnie mają często lepsze świeżo po remoncie lokale, aule. Ale to tylko blichtr. Dobrze się sprawdza na kierunkach humanistycznych, czy ekonomicznych, bo tam wystarczy kartka, długopis i dostęp do biblioteki. Kierunki ścisłe wymagają ogromnych nakładów na aparaturę (za wyjątkiem Z tym lepszym wyposażeniem to bzdura. Owszem. Prywatne uczelnie mają często lepsze świeżo po remoncie lokale, aule. Ale to tylko blichtr. Dobrze się sprawdza na kierunkach humanistycznych, czy ekonomicznych, bo tam wystarczy kartka, długopis i dostęp do biblioteki. Kierunki ścisłe wymagają ogromnych nakładów na aparaturę (za wyjątkiem kierunków pseudoinformatycznych gdzie uczą pseudoinformatyków obsługi peceta). I tu niestety prywatne odpadają albo wynajmują laboratoria z uczelni państwowych. Bo trudno jest oczekiwać, że jakiś geszefcuiarz zainwestuje kilkaset tysięcy euro na jedno laboratorium. Na uczelniach panśtwowych często jest całkiem sporo niezłej (choć brzydko wyglądającej z napisem "złom" by nie odprowadzać bzdurnej amortyzacji z epoki gierkowskiej, albi nawet stalinowskiej) aparatury, która mimo swojego wieku pozwala robić coś praktycznego.
A to jaki jest poziom na uczelni zależy głownie od naboru i "materiału ludzkiego". Jak kierunek słabo oblegany to często pojawiają się na nim "odpady" intelektualne. Z nimi trudno jest utrzymać prestiż. Bo albo się ich od razu wykosi jako niezdatnych do studiowania na tym kierunku (jestem za ale który dziekan na to pójdzie), albo obniży się poziom i pozwoli się brnąć w "ślepą uliczką". Na mojej alma mater obecnie na płatnej wieczorówce pojaiwją się elementy z IQ zdecydowanie poniżej średniej krajowej (kiedyś takich spotykałem pod budką z piwem, czy w mordowni, a teraz spotykam w murach uczelni), bo któś wymyślił że teraz wszyscy muszą mieć wyższe wykształcenie. A oni nie rozumieją czemu mają jeszcze coś zaliczać skoro zapłacili za semestr.
~Krzysiek
Trzy lata studiowałem rachunkowość prywatnej uczelni. Teraz pracuje i robię zaocznie magistra na państwowej uczelni i z przykrością stwierdzam że straszna to lipa :(. Wydaje mi się że państwowe szkoły w dużej mierze bazują na renomie, a duże grono wykładowców ma nas w głębokim poważaniu bo mają tam cieplutki posadki.
~załamany
Prywatne uczelnie to jedna wielka lipa. Żerują na dorobku pracowników uczelni państwowych, którzy z uwagi na bardzo niskie uposażenie dorabiają sobie w uczelniach prywatnych -czytaj uprawiają kradzież intelektualny za pieniądze podatników.
Gratisowe szkolenie , konferencje , zabawy i inne komunistyczne przywileje za nasze pieniądze
Prywatne uczelnie to jedna wielka lipa. Żerują na dorobku pracowników uczelni państwowych, którzy z uwagi na bardzo niskie uposażenie dorabiają sobie w uczelniach prywatnych -czytaj uprawiają kradzież intelektualny za pieniądze podatników.
Gratisowe szkolenie , konferencje , zabawy i inne komunistyczne przywileje za nasze pieniądze są teraz wykorzystywane do prywatnych sprytnych działań w uczelniach prywatnych. A uczelnie państwowe - poziom spada na łeb, na szyję, bo komu się chce pracować za marne pieniądze. Nauka to nie powinien być tylko biznes. Nie popieram tych cwaniaków co udają profesorów na prywatnych uczelniach, a w państwowych są tylko doktorami. To jakiś absurd. Przestańcie okradać państwowe uczelnie. Czy w tym kraju musi być wszystko rozwalone. Nie lepiej tworzyć sile ośrodki zmodernizowane kadrowo i finansowo, niż słabiutkie prywatne tzw. uczelnie które dzisiaj są -za kilka lat ich nie ma.
~Feniks
Istnieje wiele dobrych prywatnych uczelni. Często ze względu na mniejszą liczbę studentów o wiele łatwiej jest coś załatwić. Poziom nauczania potrafi być wyższy.
~antydoradca
(uczelnia), pracując w prywatnej....
Może rozwiń?
Pisząc doktorat potrzebowałem dość konkretnej sumy (w sumie ponad rok poza Polską).
Uczelnia państwowa wspomogła mnie: dobrym słowem, zachętą i urlopem bezpłatnym (mimo tego, że odpracowywałem zawsze cały etat). Jedyna REALNA pomoc, to przymykanie oka na wykorzystywanie
(uczelnia), pracując w prywatnej....
Może rozwiń?
Pisząc doktorat potrzebowałem dość konkretnej sumy (w sumie ponad rok poza Polską).
Uczelnia państwowa wspomogła mnie: dobrym słowem, zachętą i urlopem bezpłatnym (mimo tego, że odpracowywałem zawsze cały etat). Jedyna REALNA pomoc, to przymykanie oka na wykorzystywanie urlopu wypoczynkowego w ramach wyjazdów.
W sumie pomoc sprowadzi się do niższej emerytury:-)
Dodam, że obecnie uczelnia państwowa przezacza na prowadzenie dydaktyki i moich bada naukowych 2 ryzy papieru rocznie.
Każda rozmowa telefoniczna jest moją prywatną rozmową, komputer na którym teraz piszę wykorzystuję - niezgodnie z prawem - do pracy zawodowej. Mam tez kompa służbowego, który ma 14 lat.
W zasadzie cały rozwój naukowy i praktyczny odbywa się dzięki moim prywatnym kotaktom, najczęściej wynikającym ze współpracy ze szkoły prywatnej.
Po zrobieniu doktoratu uczelnia prywatna wysłała mnie na elitarny staz przemysłowy za granicę. Z tej wiedzy korzystam WSZĘDZIE.
W pracy reprezentuję wyłącznie siebie i własne kwalifikacje zdobyte za własne pieniądze.
A co do niskich pensji na uczelniach państwowych - to co prawda od 5 lat pensje stoją w miejscu a stawki za dodatkowe prace bardzo spadły, jednak summa summarum adiunkt jest w stanie opłacić prawie cały ZUS (tzw. 30krotność). Czyli nie jest to mało. Choć powinieneś wiedzieć, ze "wypromowanie magistra" a państwowej to 112 zł do ręki, a licencjat - to prawie 75 złotych.
Przemysł płaci za moje umiejętności (choć teraz jest trudniej) około 100 zł za godzinę. Więc wszyscy się chowają przed potencjalnymi dyplomantami. 5 lat temu za te prace dyplomowe dostawało się prawie 1000 zł brutto.

Powiązane: Budżet rodziny

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki