Jednym z głównych problemów są magazyny i infrastruktura przesyłowa. Zgodnie z przepisami nowi gracze na rynku musieliby utrzymywać zapasy równe 3 proc. importu. Magazyny mogliby wydzierżawić od PGNiG. Spółka nie chce się jednak na to zgodzić, tłumacząc się brakiem wolnych zbiorników.
Kolejną przeszkodą w liberalizacji, jaką dostrzega Urząd regulacji Energetyki, jest brak niezależnego operatora systemu magazynowego. Podmiot taki powinno wydzielić PGNiG. Gazowy gigant nie spieszy się jednak z tym. Prezes spółki Krzysztof Głogowski tłumaczy, że po wydzieleniu spółki zależnej miałaby ona problemy z „utrzymaniem się”. Teoretyczne zyski ze sprzedaży usług magazynowych z powodu braku pustych zbiorników są w rzeczywistości nie do zrealizowania.
Prezes PGNiG dodaje, że istnieje możliwość podwojenia pojemności magazynów. Warunkiem jest uwzględnienie kosztów tej inwestycji w cenach gazu dla odbiorcy. Na rozwiązanie takie nie chce się jednak zgodzić URE. Potencjalnym rywalom nie pozostaje więc inne wyjście niż budowa własnych zbiorników.
Krzysztof Głogowski uważa również, że na zliberalizowanym rynku ceny wzrosną. Jako przykład podaje Wielką Brytanię, gdzie przez ostatnie kilka lat ceny poszły w górę o ok. 80 proc. Jego zdaniem jednym ze sposobów łagodzenia szoku cenowego mogłoby być pozostawienie wydobycia w kraju tylko PGNiG. Koncern mógłby wtedy dofinansowywać import zyskami ze sprzedaży krajowego surowca.
A.Ł.
Na podstawie: „Puls Biznesu”
Anna Bytniewska „Taniego gazu nie będzie”




























































