System kaucyjny przyczynia się do powstawania nowych ofert pracy i specjalizacji zawodowych. Jak się okazuje, coraz więcej firm poszukuje kierowców tylko do odbioru butelek kaucyjnych. Takie oferty pojawiły się m.in. w Opolu i Warszawie. Jakie wynagrodzenie można dostać za taką pracę?


Dzięki działającemu w Polsce od pół roku systemowi kaucyjnemu powstają nowe stanowiska pracy. Chodzi o kierowców, którzy mają zajmować się tylko odbiorem opakowań kaucyjnych. O ofertach od pracodawców poszukujących takich pracowników pisze „Fakt”.
Telefony się urywają. 8 tys. zł brutto
Pan Mateusz z Opola niedawno szukał kierowcy do odbioru ze sklepów opakowań kaucyjnych. Na pracownika czekało wynagrodzenie w wysokości do 8 tys. zł brutto i praca pięć dni w tygodniu, od poniedziałku do piątku. W rozmowie z „Faktem” pracodawca stwierdził, że zainteresowanie ogłoszeniem było bardzo duże.
– Jestem przewoźnikiem od 16 lat i przyznam, że sam byłem zaskoczony całą tą sytuacją. Ogłoszenie pojawiło się o 10.00, a już zgłosiło się ponad sto osób. Telefony się urywają! Sam jestem zdziwiony, czemu tak jest, bo mamy jednocześnie drugie ogłoszenie na kuriera i tylko 5 osób chętnych było od wczoraj – opowiada w rozmowie z „Faktem”.
Zadaniem kierowcy jest odbiór worków z butelkami i puszkami kaucyjnymi ze sklepów na terenie województwa opolskiego.
– Godziny są fajne, od 7.00 do 15.00. Delikatnie mówiąc, praca jest spoko. Chłopaki z kurierki mówią, że gdyby mogli wybierać, woleliby właśnie takie zadania – śmieje się pan Mateusz.
Obecnie jego firma zatrudnia sześciu pracowników zabierających butelki ze sklepów, docelowo ma być ich więcej.

5 tys. zł na rękę i służbowy samochód
Kierowców do odbioru butelek szukają pracodawcy także z innych części kraju. „Fakt” rozmawiał z panem Marcinem z Warszawy, który również wystawił ogłoszenie o pracę tego typu w jednej z dzielnic Warszawy.
– Kierowcę znalazłem bardzo szybko. Na takie ogłoszenia odpowiada mnóstwo osób. Nic dziwnego, skoro można dostać 5 tys. zł na rękę i służbowe auto do dyspozycji – mówi pan Marcin w rozmowie z "Faktem".
Na czym polega ta praca? Kierowca podjeżdża pod kolejne sklepy, a ich pracownicy przekazują mu worki z pustymi opakowaniami. Nie musi sam otwierać automatów ze zwróconymi butelkami.
– Nie jest to bardzo ciężka praca, choć worki bywają niewygodne. To nie są ciężkie rzeczy, ale ze względu na rozmiary czasem trudno je wygodnie złapać – opisuje rozmówca dziennika.
Minusem zapach, ale można się przyzwyczaić
Przyznaje, że kierowcy czasem skarżą się na nieprzyjemny zapach.
– Zapachowo średnio, zwłaszcza jak coś się rozleje w samochodzie. Ale to nie jest nic strasznego. Da się przyzwyczaić – mówi pan Marcin.
Ile można zarobić? Dziennik wskazuje, że oferty wynagrodzeń w Warszawie są różne. Pan Marcin oferuje 5 tys. zł na rękę.
– To nie jest wyjątkowo wysoka stawka wśród kierowców, ale na pewno dobra, szczególnie dla osób bez doświadczenia. Wszystkiego uczymy na miejscu, wystarczy punktualność, odpowiedzialność i kultura osobista – mówi "Faktowi".
Nie tylko dniówka, ale też wynagrodzenie procentowe
Dodaje, że każdy nowy pracownik dostaje służbowy samochód i może zaczynać pracę z domu. Niektórzy pracodawcy mają w ofercie nie tylko stałą stawkę za dzień, ale również wynagrodzenie procentowe, w którym liczą się zrealizowane kursy.





























































