W czasach łatwego dostępu do kredytu coraz więcej ludzi wpada w spiralę zadłużenia. Część z nich robi zakupy ponad swoje możliwości finansowe, inni tracą źródła dochodu i nie są w stanie spłacić rat. Dla wielu jedynym wyjściem jest wtedy ogłoszenie upadłości konsumenckiej.
W wielu rozwiniętych państwach, jak Dania, Niemcy czy Finlandia, upadłość konsumencka funkcjonuje od wielu lat. W Polsce z tym rozwiązaniem mamy do czynienia od 2009 roku, ale nie jest ono często stosowane. Zdaniem posłów PiS, obecny stan prawny dotyczący bankructwa osób fizycznych ma wiele wad, np. dopuszcza upadłość konsumencką tylko w przypadku, gdy osoba stała się niewypłacalna z przyczyn niezależnych. Do Sejmu wpłynął projekt zmian w ustawie. Zgodnie z nim z upadłości konsumenckiej będą mogli skorzystać także ci, którzy sami sprowadzili na siebie kłopoty finansowe.
W uzasadnieniu projektu posłowie słusznie zauważyli, że obecnie obowiązujące rozwiązanie nie jest zbyt popularne. Ich zdaniem zapis o upadłości konsumenckiej w ustawie Prawo upadłościowe i naprawcze jest niejasny, co w wielu przypadkach uniemożliwia jego skuteczne zastosowanie. Należy chronić obywateli przed wykluczeniem poza margines życia społecznego, z drugiej jednak strony oddłużanie ludzi nieodpowiedzialnych jest niebezpieczne dla gospodarki.
Adresaci mniej odpowiedzialni
Projekt skierowany jest do dwóch grup dłużników. Pierwsza to osoby, które zaciągnęły kredyt hipoteczny i z różnych przyczyn utraciły źródło dochodu, przez co nie mogą regulować płatności w terminie. Dodatkowo, w wyniku zmian rynkowych, realna wartość spłacanej nieruchomości jest niższa niż zaciągnięte zobowiązanie.
Druga grupa to dłużnicy, którzy nabywając za pożyczone od banku pieniądze, kupowali dobra ponad swoje możliwości finansowe i wpadli w spiralę zadłużenia. Z tego powodu utracili płynność i nie stać ich na czynsz, opłacenie rachunków za media itp.
Dobre pomysły
Właśnie objęcie tzw. upadłością „likwidacyjną” tej drugiej grupy ludzi budzi wiele wątpliwości. Obecnie jest tak, że jeżeli ktoś się nadmiernie zadłuży i nie będzie spłacać rat, to w końcu odwiedzi go komornik. Zajęte mienie zostanie zlicytowane, a pieniądze ze sprzedaży trafią do wierzycieli. Projektodawcy uznali, że ta metoda jest niedopuszczalna – mienie często jest sprzedawane poniżej wartości rynkowej, a to szkodzi interesom dłużnika.
Przykładowo: jeżeli w skład masy upadłościowej wchodzi nieruchomość, to konieczna jest wycena jej wartości przez biegłego. Do tego oszacowania można zgłaszać zastrzeżenia, a to wpływa na przewlekłość postępowania. Dlatego można zgodzić się z propozycją projektodawców, aby upadły sam „sprzedawał” swoje nieruchomości, a pozyskane środki przeznaczał na spłatę zadłużenia.
Głównym założeniem ustawy jest wyeliminowanie postępowania komorniczego. Zamiast niego dłużnik ogłasza upadłość konsumencką, a sąd ustala jego plan spłaty. Niby nie ma wielkiej różnicy, bo i tak będzie on musiał zbyć część swojego majątku. Jednak uczyni to sam, bez pomocy komornika – bardzo prawdopodobne, że uzyska o wiele lepszą cenę, niż gdyby jego majątek zlicytowano. Ponadto ustawa będzie chronić część dochodów upadłego powyżej pensji minimalnej, a jeżeli nie będzie on posiadał żadnego majątku ani pracy, to sąd będzie mógł umorzyć jego długi.
Upadłość konsumencka osób nieodpowiedzialnych
Rozszerzenie podmiotów uprawnionych do skorzystania z upadłości konsumenckiej nie jest do końca uzasadnione. Czy osoby nieodpowiedzialne, które niejako same na siebie sprowadziły kłopoty finansowe, można traktować tak pobłażliwie? Oczywiście to zależy od punktu widzenia. Kredyty trzeba zaciągać z głową – taka jest opinia bankowców i należy się z nią zgodzić. Niestety, prawda jest też taka, że winno się je z głową dawać, a z tym bywało różnie.
Narodowy Bank Polski jest przeciwny propozycji posłów. W projekcie wspomina się głównie o zadłużeniu powstałym w wyniku udzielanych przez banki kredytów. Nie uwzględnia się zaległości związanych z nieopłaconym czynszem, alimentami czy długami rodzinnymi. Trudno powiedzieć, czy było to celowe, czy też posłowie pominęli to przypadkiem. Niemniej w projekcie jasno wskazano „wrogów”, którzy są odpowiedzialny za zadłużenie społeczeństwa i którzy powinni za to zapłacić – banki.
Kto poniesie koszty zmian w ustawie
Prawa ekonomii są okrutne. Jeżeli wierzycielom – w tym przypadku bankom – uniemożliwi się skuteczne ściąganie należności, to wzrośnie cena ich usług. Kredyty będą jeszcze droższe, ponieważ instytucje te będą musiały utworzyć większe rezerwy na pokrycie strat wynikających z niespłaconych lub umorzonych długów.
Z całą pewnością nie zapłacą za to banki, tylko pozostali konsumenci, którzy z uwagi na wyższe obciążenia będą bardziej narażeni na bankructwo. Gdyby anulować część zobowiązań każdego „nieodpowiedzialnego” Polaka, który wpadł w problemy finansowe, groziłoby to odwróceniem pojęć – zamiast pętli „kredytowej” mielibyśmy do czynienia z pętlą „umorzeń”, a stąd już tylko kilka kroków do poważnego kryzysu bankowego.
Klina klinem, a bubla bublem
Nie ma przypadku w tym, że projekt zmiany w zasadzie nowego prawa pojawia się w roku wyborów parlamentarnych. Jest to kolejny przykład skrajnego populizmu ze strony polityków.
Bez wątpienia problem zadłużeń konsumenckich istnieje. Rodzi się tylko pytanie, czy należy zmieniać przepisy, które wprowadzono tak niedawno? W wielu przypadkach ludzie rezygnują z upadłości konsumenckiej nie dlatego, że jest to trudna procedura, tylko dlatego, że udaje im się znaleźć inne rozwiązania – sprzedają domy, emigrują, biorą dwa etaty lub pomaga im rodzina. Innymi słowy robią wszystko, aby uniknąć wstydu przyznania im prawnego statusu bankruta. Nie ma nic bardziej motywującego do działania niż groźba przypięcia łatki „nieodpowiedzialnego nieudacznika” i wysłania na oślą ławkę w kolejce do pomocy społecznej.
Łukasz Piechowiak
Bankier.pl
l.piechowiak@bankier.pl
» TwB: kary za nielegalne zatrudnienie
» TwB: rząd podważył snes reformy emerytalnej
» Przedsiębiorca wobec zmian legislacyjnych

































































